Subsequentis

The on­ly way to get rid of a tem­pta­tion is to yield to it...

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
ROZDZIAŁ 24

... ze specjalną dedykacją dla Gabrieli xD Proszę bardzo, miłego czytania(robię się zbyt miękka) ;*...


Po pierwszym tygodniu czułam się mocno przytłoczona tym wszystkim, głównie emocjami i złymi wspomnieniami. Lekcje matematyki były katorgą, ale nie chciałam rozsiewać powodów do plotek, których i tak było ich już wystarczająco dużo, więc zdecydowałam się zostać w klasie profesora Malika. Moja ponad dwutygodniowa nieobecność w szkole została usprawiedliwiona jako zapalenie płuc. Wszyscy w to uwierzyli. Parę osób zapytało mnie, jak się czuję i na tym skończyło się ogólne zainteresowanie moją nieciekawą osobą. Byłam wdzięczna, że nikt nie drążył, nie dopytywał. Samo wspomnienie kurewsko bolało, a co dopiero rozmowa o tym.
Veronica nie chciała naciskać ani zmuszać mnie do mówienia. A ja opowiadałam jej tyle, ile byłam w stanie. Miałam świadomość, że się o mnie troszczyła, chociaż wiedziała – żadnej litości. Twierdziła, że to tylko dlatego, ponieważ byłam dla niej jak siostra, ale ona i tak dbała o każdego. Miała tak dobre serce… Zazdrościłam jej tego. Też chciałam mieć takie podejście do życia, ale mój brak empatii nie pozostawiał dużego pola do popisu. Choćbym nie wiem jak się starała, nic by z tego nie wyszło.
Późnym piątkowym popołudniem postanowiłam wybrać się na długi spacer. Słońce świeciło zachęcająco, ogrzewając wiosennymi promieniami. Założyłam jasne jeansy i dopasowany sweterek(tak, tak – to jeden z nielicznych momentów mojego życia, kiedy nie ubieram się jakbym szła na pogrzeb). Telefon włożyłam do kieszeni spodni i wyszłam z domu, zamykając drzwi na klucz. Za dwa tygodnie matura, a potem tylko czekanie na wyniki. Już wiedziała, że będę studiować filologię angielską na Oxfordzie. Ogólnokrajowy konkurs pozwolił mi spełnić największe marzenie. Niestety nie udało mi się pojechać do Brukseli na kolejny etap. Leżałam wtedy półprzytomna w szpitalu, dochodząc do siebie po traumatycznych przeżyciach. A tak bardzo pragnęłam coś osiągnąć. Pani Cox cały czas mi mówiła, że jest ze mnie bardzo dumna, nawet, jeśli nie udało mi się tam być. Ja jednak czułam niedosyt i zawód. Nigdy mi się nic nie udawało, ale po ukończeniu liceum wszystko się zmieni. Zacznę znów od początku, po raz kolejny… Nie chciałabym stracić kontaktu z moimi przyjaciółmi. Za bardzo ich ceniłam. Znaczyli dla mnie bardzo wiele.
Nawet sama nie wiedziałam, gdzie idę. Szłam po prostu przed siebie, szukając samotności i wyciszenia.
Pierwsza kropla wylądowała na moim nosie. Spostrzegłam, że firmament powoli przyobleka szaro-granatowy odcień. Wzdrygnęłam się, czując zimno i odwróciłam się, chcąc wrócić do domu. Nagle z nieba lunęła ulewa. Widać, dobra passa musiała się wreszcie skończyć, a jakże by inaczej. Rzuciłam pod nosem kilka przekleństw. Stanęłam pod rozłożystym drzewem i wyciągnęłam telefon. Korona wiekowego dębu nie dawała zbyt wiele, ale zawsze coś
Nacisnęłam przycisk, ale ekran wciąż był czarny. Przytrzymałam więc włącznik. Dalej nic.
– Kurwa! – warknęłam.
Gdyby wszystkiego było mało, bateria całkowicie się rozładowała. Miałam do wyboru trzy bardzo interesujące alternatywy. Mogłam iść przez ulewę i burzę(o zgrozo! właśnie zaczęło głośno grzmieć, a błyskawice raz za razem przecinały niebo), stać pod drzewem i czekać aż jebnie mnie piorun albo zapukać do jakiegoś domu i poprosić o możliwość skorzystania z telefonu. Pierwsze dwie opcje wydawały mi się mało zachęcające. Westchnęłam ciężko i ruszyłam szybkim krokiem w stronę najbliższego domku. Był ładny, zadbany, nieduży i parterowy. Stanęłam pod daszkiem i nacisnęłam dzwonek. Czekałam pod progiem, cała mokra. Woda skapywała ze mnie i spływała po twarzy. Było mi diabelnie zimno, a jedyne na co miałam ochotę to gorący prysznic, kubek herbaty, koc i dobra książka. Ale ja oczywiście musiałam wymyślić sobie cholerny spacer, chuj wie gdzie. Miałam tylko nadzieję, że nie trafię na jakiegoś starego napaleńca. Drzwi przede mną otworzyły się i zobaczyłam…
– Pan profesor?
Raz za razem wymierzałam sobie mentalny policzek, aby pochwalić swoją nieograniczoną głupotę. Musiałam trafić akurat na niego. Mężczyznę, który zawładnął moim sercem i wzbudzał strach.
– R… Panna Black – mruknął.
Zauważyłam, że w ostatniej chwili powstrzymał się przed wypowiedzeniem mojego imienia. Przygryzłam wargę i spuściłam wzrok. Nie patrz na niego.
– W czym mogę pomóc?
– Ja… ja musiałam pomylić…
– Widzę, że pani coś kręci. Proszę mnie nie oszukiwać, panno Black.
Jego ręka drgnęła, jakby chciał ją unieść i… dotknąć mnie… Wzdrygnęłam się i zrobiłam gwałtowny krok w tył.
– Przepraszam, panno Black – powiedział cicho. – Wciąż odnoszę wrażenie, że to wszystko…
– Wystarczy. Niech pan nie kończy – przerwałam mu zimnym głosem.
– Tak, proszę mi wybaczyć. Zatem, co panią tu sprowadza?
– To chyba oczywiste, profesorze. Byłam na spacerze i zaczęło padać. Chciałam skorzystać z telefonu, bo w moim padła bateria.
– Muszę panią poinformować, że w całej okolicy wyłączono prąd.
Jęknęłam sfrustrowana. Świetnie!
– Może pani wejdzie, panno Black? Sądzę, że jest pani zimno.
– Powinnam chyba pójść – rzekłam niepewnie. Nie miałam pojęcia, co zrobić.
– Panno Black, jest pani całkowicie bezpieczna.
Obejrzałam się. Perspektywa wracania do domu w taką pogodę wcale mi się nie uśmiechała, ale wejście do jego domu…
– Dobrze, dziękuję.
Odsunął się i przepuścił mnie w drzwiach. Niepewnie weszłam do środka. Wnętrze było całkiem przestronne i przyjemne dla oka. Po prawej stronie znajdowało się wejście do jasnej kuchni, zaś po lewej mieścił się salon.
– Jeśli… chciałabyś wziąć prysznic… pewnie ci zimo i w ogóle… mogę ci pożyczyć jakieś swoje ubrania… ale do niczego nie zmuszam – plątał się, nawet nie zauważając, że nie stosuje formy oficjalnej.
– Ja… chętnie – odparłam zażenowana.
Byłam w domu nauczyciela, który właśnie zaproponował mi prysznic i zaoferował suche ubrania. W prawdzie męskie, ale… Czy ten dzień może być gorszy?
– Pozwól za mną.
Weszliśmy do jego sypialni. W przeciwieństwie do reszty domu, tutaj było mrocznie. Granatowe ściany, zasunięte żaluzje i ciemne meble nadawały tajemniczości, odpowiadając charakterowi profesora. Otworzył dużą szafę, wyciągając z niej zwykłą koszulkę i spodnie od dresu. Podał mi beżowy, puszysty ręcznik i wskazał drzwi łazienki. Idąc w tamtą stronę czułam na sobie jego palący wzrok.
Zatrzasnęłam za sobą drzwi, oddychając z ulgą. Nie mogłam, nie potrafiłam znieść ani chwili w jego obecności. To wszystko zaszło zbyt daleko. Nie tak sobie to zaplanowałam. Miało być tak cudownie, a skończyło się jak zawsze. Pozbyłam się mokrych ciuchów oraz bielizny i powiesiłam je na suszarce obok pralki. Weszłam do kabiny z hydromasażem i pozwoliłam sobie na chwilę relaksu i słodkiego zapomnienia. Ale kiedy skończyłam, rzeczywistość dobiła mnie jeszcze bardziej niż wcześniej. Westchnęłam ciężko i zaczęłam się wycierać miękkim ręcznikiem. Moja bielizna była doszczętnie przesiąknięta deszczem, więc chcąc nie chcąc, musiałam ją pozostawić do wyschnięcia. Założyłam ubrania mojego nauczyciela. To było takie… niewłaściwe.
Po opuszczeniu łazienki skierowałam się do kuchni. Na blacie czekał mnie duży kubek z parującą jeszcze herbatą. Profesor Malik uśmiechnął się do mnie i wskazał miejsce obok siebie. Nieśmiało usiadłam na krześle. Byliśmy za blisko, zdecydowanie. Jego ramię niemal stykało się z moim. Obserwowałam go kątem oka, wciąż niezbyt mu ufając. Przez cały czas byłam spięta, nie mogąc się rozluźnić w jego obecności. To wina strachu, czy nie do końca zidentyfikowanych uczuć względem niego? Bo chcąc nie chcąc, wciąż coś czułam. Ostatnie przeżycia niewiele zaważyły na moich odczuciach. Jednak nie zmieniało to faktu, że bałam się przez cały czas. Ale czy na pewno to wszystko wyglądało tak strasznie, jak to sobie wmawiałam? Normalnie nie usiadłabym w jego obecności, sam na sam. A teraz? Siedzieliśmy razem, we dwójkę, w jego kuchni, popijając herbatę. Ponad to miałam na sobie jego pachnące ubrania. Wdychałam przyjemny zapach, jego zapach.
– Rito… – zaczął. – Jeśli twoje rzeczy wyschną, odwiozę cię do domu. Nie masz nic przeciwko? Chyba że wolisz zadzwonić po mamę.
– Nie. Wolałabym jej nie martwić. Już i tak sprawiłam jej zbyt wiele kłopotów.
– Co za bzdury? – oburzył się. – Obwiniasz się za to?
Zagryzłam wargę, powstrzymując się przed wybuchnięciem płaczem. Było blisko.
Położył dłoń na moim ramieniu. Momentalnie zesztywniałam, ale jego kojący dotyk powoli rozluźnił spięte mięśnie.
– Przepraszam – szepnął, nie zabierając ręki. – Nie chciałem znowu tego poruszać. Wybacz mi, Rito.
Opuszkami palców przesunął po moim policzku i odsłoniętej szyi. Zadrżałam. Chwyciłam jego dłoń, nie mogłam pozwolić na więcej, chociaż chciałam.
– Nie powinienem… – rzekł zachrypniętym głosem. – Ale ja…
Nie dokończył. Poczułam jego cudowne usta, zapalczywie pieszczące moją skórę. Miałam zbyt mało silnej woli i rozsądku, aby to przerwać. Nie chciałam tego robić. Pragnęłam go i pozwoliłam mu na to, zapominając o tym, co zrobił jego brat. Byłam oszołomiona.
Położyłam dłoń na jego karku, delikatnie umieszczając ją w miękkich, czarnych włosach, samym dotykiem błagając o więcej.
– To jest złe – mruczał między pocałunkami. – Zakazane… dlatego cię pragnę i potrzebuję czuć.
Jęknęłam cicho, kiedy jego dłoń powoli wsunęła się pod za dużą koszulkę, która okrywała moje ciało. Nie miałam na sobie bielizny!
Nim zdarzyłam jakkolwiek zareagować, jego palce ściskały mój sutek, który momentalnie stwardniał. Sięgnął do moich ust, całując mnie namiętnie, zachłannie i gorąco, jak jeszcze nikt do tej pory. Drżałam pod wpływem każdego, nawet najdrobniejszego dotyku.
– Proszę… – wydyszałam, kiedy się ode mnie oderwał.
– O co prosisz? – zapytał.
– Nie mogę… nie możemy… – westchnęłam ciężko, poprawiając koszulkę. Mruknął pod nosem coś bliżej nieokreślonego i odsunął się ode mnie. Poczułam pustkę i chłód, który w tak krótkiej chwili pojawił się w pomieszczeniu.
– Przepraszam… – szepnęłam tak cicho, że zaskoczyłam się, kiedy to dosłyszał i odpowiedział:
– Za co mnie przepraszasz? – zapytał. – Kim ja jestem, by ci rozkazywać? By zmuszać cię do czegoś, czego nie chcesz zrobić?
– To nie tak… – zaczęłam.
– Nie tłumacz się, masz rację. Nie dziwię ci się, Rito. Jestem sporo starszy od ciebie, a ty jesteś… nastolatką. Kurwa… Co ja robię? Co się ze mną dzieje?!
Nigdy nie słyszałam, by przeklinał w mojej obecności. Musiał być mocno sfrustrowany, a to wszystko przeze mnie. Nie chciałam, żeby to tak wyglądało. Naprawdę go pragnęłam, ale to, co robiliśmy było nieodpowiednie i karalne. Nie chciałam, by posadzono go o romans z uczennicą.
– Pańska praca jest ważniejsza.
– Czy ty się słyszysz, dziewczyno? To już się stało, jest za późno! – warknął.
I miał cholerną rację.

____________________________________________________________
Znajdziecie mnie także na:

WATTPADZIE

<KLIK>

BLOGGERZE

<KLIK>

Serdecznie zapraszam <3
Miłego czytania
Tagi: #24
16.03.2016 o godz. 19:19
ROZDZIAŁ 23

... dedykacja należy się trzem wspaniałym osobom które dają mi ogromną motywację. Mowa o moich przyjaciołach: Alex, Janusek i Tomuś ;3 Bez nich ten rozdział pewnie wciąż by nie istniał...


Wpatrywałam się w okno. Nie mogłam w to uwierzyć. Cała historia wydawała mi się coraz bardziej pogmatwana. Veronica wyjaśniła mi, że moim prześladowcą nie był profesor Malik, ale… jego brat bliźniak. Sama nie wiedziałam już co jest prawdą, a co kłamstwem. Zagubiona w tym wszystkim, zostałam samotna. Leżałam w szpitalnym łóżku, a w kącikach oczu zaczęły gromadzić się łzy. Czy za każdym razem tak będzie? Spojrzę w jego twarz i zobaczę mężczyznę który tak dotkliwie mnie skrzywdził, zeszmacił, zrobił kurwą. Będę widziała tamtego sukinsyna, bo to jego pieprzony brat bliźniak. Ponownie ogarnie mnie ten strach, przerażenie, wszystko wróci. Każdy jego obleśny dotyk, usta… Skrzywiłam się i rozpłakałam. Dlaczego ja? Dlaczego moje życie musi być tak popieprzone? Czemu nie jest tak idealne jak Kendall?
Za każdym razem, kiedy zamykałam oczy, widziałam jego. Bałam się zasnąć, bo wiedziałam jak to się skończy. Skurwiel znów będzie mnie dręczył. Gdzie bym nie spojrzała, jego okrutna twarz była wszędzie. Już nic nie będzie nigdy takie samo. Nie będę w stanie uczęszczać na lekcje matematyki.
– Rito, pani Cox przyszła cię odwiedzić – powiedziała mama, wchodząc do mojej salki. Za nią stała pani od angielskiego. Zbladłam. Konkurs… Spieprzyłam sprawę.
– Pani profesor, jestem winna przeprosiny – zaczęłam, kiedy usiadła na krześle obok mojego łóżka.
– O czym ty mówisz, moja droga? – zapytała kobieta.
– Bo konkurs w Brukseli… Nie pojechałam tam, a wczoraj był termin – wyjaśniłam.
– Dziecko… Co za głupstwa opowiadasz. Nie mogłabym cię zmusić do jechania tam. Jestem z ciebie dumna, Rito.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Myślałam, że będzie miała mi to za złe. W końcu zawiodłam. Znowu.
– Dla mnie wygrałaś, Rito. To, jaki poziom zaprezentowałaś było bardzo imponujące. Zajęłaś drugie miejsce w konkursie ogólnokrajowym. To ogromne osiągnięcie. Masz teraz prostą drogę, by dostać się na Oxford. A potem zapraszam cię do mnie na praktyki – posłała mi uśmiech. – Uwierz, Rito. Do zobaczenia w szkole.
Opuściła pomieszczenie, zostawiając mnie samą ze swoimi myślami.

Nie mogąc dłużej wytrzymać w szpitalu, poprosiłam mamę, by załatwiła mi możliwość opuszczenia tego przybijającego miejsca. Jedna chwila dłużej, a zwariowałabym. Wolałam już wrócić do szkoły i znosić lekcje z Malikiem. Chociaż wiedziałam, że jego widok wcale mi nie pomoże, a wręcz przeciwnie. Ale przecież zawsze sobie jakoś radziłam w każdej sytuacji. Raz lepiej, raz gorzej… Bądź co bądź, ale nie pozwolę by zawładnął mną ten chory strach i paniczne przerażenie. Profesor Malik nie był moim prześladowcą i nie jego winą jest, że wygląda jak swój brat. Przecież on nie chciał takiego życia, wiem to. On jest inny. Może i był pieprzonym, zimnym dupkiem, ale to nie jest powód, dla którego miałabym wrzucać go do jednego worka razem z braciszkiem-przestępcą. Nie mam prawa potępiać kogoś za to, że ma ułomnego członka rodziny. Jedyne, co mnie ciekawiło, to fakt, dlaczego jego brat miał poważne problemy z psychiką.
Mama przyjechała po mnie wczesnym rankiem, jeszcze przed pracą. Szef nie zgodził się na kolejny dzień wolny, bowiem było mnóstwo pracy i musiałam siedzieć sama w domu. Niespecjalnie mi to przeszkadzało, wręcz się cieszyłam z takiego obrotu spraw, bo chciałam pobyć sama, przemyśleć wszystko… Po szkole zaprosiłabym Veronicę, żeby pomogła nadrobić mi zaległości. Niedługo egzaminy, a ja byłam tępa. Nie wiedziałam nawet co teraz przerabiają. O angielski się nie martwiłam, bo miałam go już z głowy. W sumie nie powinnam się specjalnie przejmować tymi testami. Dostałam już indeks na Oxford, więc teoretycznie musiałabym skupić się na tym, co mnie tam czeka i przygotować się psychicznie. To był koniec. Zostało niewiele czasu i bardzo chciałam go wykorzystać jak najlepiej. Koniec z imprezowaniem. Mam już dość takiego życia. To było idiotyczne, a moje zachowanie zbyt nieodpowiedzialne. Po… ostatnich wydarzeniach wiele do mnie dotarło. Zachowywałam się jak cholerne dziecko. I to nie profesor Malik miał humorki i fanaberie, a ja. Knułam intrygi jak pojebana, chcąc sprawić, żeby był zazdrosny. Przecież to mój nauczyciel!

Już niedługo. Jeszcze tylko kilka tygodni i będziecie dwójką zwykłych ludzi. Ty studentka, on profesor w liceum. Czy to coś nadzwyczajnego?

Kiedy ja nawet nie wiem, czy on cokolwiek do mnie czuje. Pewnie teraz mnie nienawidzi. Zresztą, nie dziwiłabym się. W końcu to przeze mnie jego brat wylądował w więzieniu. Po rozprawie pewnie przeniosą go do szpitala psychiatrycznego, by leczyć jego chore myśli i zapędy.
Ja nie chciałam tego. Nie chciałam takiego życia. Wolałabym być zwykłą nastolatką, która nie ma problemów z kosmosu. Lepiej by było, gdyby profesor Malik się nie pojawił. Odkąd zaczął uczyć, wszystko zaczęło komplikować się jeszcze bardziej.
Najchętniej wsiadłabym do jakiegokolwiek samolotu i uciekła z miejsca, które sprawiało, że złe wspomnienia stawały się nie do zniesienia.

Przecież zawsze byłaś taką twardą babką, nigdy się nie poddawałaś. Co stało się z tamtą Ritą?

Zabił ją ten pieprzony prześladowca. Zniszczył moje marzenia o wspaniałym pierwszym razie z tym jedynym. Sprawił, że czułam się jak tania kurwa, której ciało było bezwartościowym kawałkiem mięsa. Jak można być tak okrutnym, by dopuścić się czegoś takiego?

– Jak się czujesz? – zapytała mama, uważnie mnie obserwując. Traktowała mnie jak jakąś porcelanową lalkę. Ale ja z porcelany nie byłam.
– To idiotyczne pytanie, mamo. Dobrze o tym wiesz, więc darujmy sobie tę część – odparłam, zaciągając pasek od spodni, które spadały mi z tyłka. Warknęłam cicho pod nosem, wkurwiona o to, że były na mnie za duże. Chyba powinnam przytyć parę kilo. Kiedy inne laski chcą schudnąć, nie mogą. Ja mam odwrotny problem. Powinnam nabrać więcej wagi, bo wyglądałam jak pieprzona anorektyczka, którą nie byłam. A lekarze naprawdę mnie wzięli za chorą na anoreksję. Rozumiem, że wystające żebra w niczym mi nie pomagają, ale żeby aż tak… Ja naprawdę jadłam więcej niż powinnam, mimo to miałam trudność z przytyciem.
– Wiesz, że się o ciebie martwię – westchnęła kobieta.
– Jasne, że wiem. W końcu jesteś moją matką, ale proszę cię, dajmy już temu spokój.
– Niech ci będzie, ale gdyby coś się działo…
Opadłam na swoje łóżko, za którym cholernie tęskniłam i spojrzałam na rodzicielkę. Widać było, że przez te kilka dni się postarzała. Cieszyłam się, że się o mnie troszczy, ale momentami naprawdę przesadzała.
– Zawsze możemy zacząć od nowa, Rito – zasugerowała.
– Mamo! Nie chcę. Mam tu prawdziwych przyjaciół. I naprawdę serdecznie dość przeprowadzek na najbliższe kilka lat – odpowiedziałam.
– No dobrze – mruknęła nieprzekonana. – Idę się zbierać. Najchętniej zostałabym z tobą, ale ta konferencja jest bardzo ważna.
– Rozumiem, mamo. Idź, bo się spóźnisz, a musisz wyglądać olśniewająco.
Uśmiechnęła się tylko i wyszła z mojego pokoju. Wciąż leżałam na łóżku, wpatrując się tępo w sufit i rozmyślając.

Poszłam spać wcześnie, by rano móc wstać przed siódmą rano. Wzięłam szybki prysznic, zjadłam porządne śniadanie i po wypiciu kawy, wyszłam z domu. Droga do szkoły zajęła mi wyjątkowo mało czasu. Gdy tylko przekroczyłam jej próg, Nicki rzuciła się na mnie jak jakiś dzikus.
– Ri, jak się cieszę, że już wróciłaś! – zawołała radośnie, mocno mnie ściskając.
– Świetnie – odrzekłam, odwzajemniając uścisk.
– Jakby co, miałaś zapalenie płuc. Prawdę znamy tylko my, dyrektor i Malik, ale nim nie musisz się przejmować. Jestem pewna, że w takiej sytuacji dochowa tajemnicy. Dlatego podtrzymujemy wersję z twoją rzekomą chorobą, przez którą wylądowałaś w szpitalu. Wyobraź sobie, że wszyscy połknęli haczyk bez niczego. W przypadku niektórych, na przykład takiej Kendall, to aż dziwne – gadała jak nakręcona. Pokiwałam jedynie głową, uciszając ją gestem dłoni.
– OK. dotarło do mnie – powiedziałam. – Co mamy najpierw?
– Francuski – odparła. Uśmiechnęłam się pod nosem. Dzięki, że nie matma.

Matematyka była na ostatniej lekcji, co wcale nie wprawiło mnie w dobry humor. Siedząc na końcu klasy, obserwowałam widok za oknem. Nie uważałam, bo nie mogłam się zmusić do spojrzenia na jego twarz. Bolała mnie myśl, że ktoś posiadający identyczną twarz, wyrządził mi tak wiele krzywdy, której nie da się wybaczyć. Nie chciałam popatrzyć na Malika, bo wywoływało to zbyt wiele złych wspomnień.
Ale mimo wszystko, nie mogłam pozbyć się smaku i dotyku ust profesora. To wciąż siedziało we mnie, uczepiło się jak cholerny tasiemiec. I miałam świadomość, że to nie zniknie. Będzie tkwiło wewnątrz mnie i dręczyło, sprawiało, że poczuję się jeszcze gorzej niż dotychczas. Czy tak będzie już zawsze? Wyprowadzka byłaby jedynie ucieczką od wszystkich problemów, a nie ich rozwiązaniem. A to tego drugiego potrzebowałam najbardziej. Chciałam załatwić wszystkie swoje sprawy, wyrównać rachunki, pozbyć się jakichkolwiek wyrzutów sumienia… Pragnęłam nie czuć niczego, mieć wyjebane na to, co dzieje się dokoła. Tylko że nie mogłam. Nie mogłam przestać podkochiwać się w nauczycielu, bo to tkwiło zbyt głęboko mnie i było czymś silniejszym. Ja nawet nie potrafię powiedzieć, co czuję naprawdę! A może się tego boję? Cholera!
– Panno Black – zwrócił się do mnie Malik. Przygryzałam wargę do krwi, ale nie podniosłam wzroku. – Dwutygodniowa nieobecność nie zwalnia pani z obowiązku uważania na lekcji. Proszę więc zejść na ziemię i nie myśleć o niebieskich migdałach, tylko zająć się zadaniem, które przed chwilą zadałem klasie do rozwiązania. To będzie na egzaminie, proszę mi wierzyć.
W klasie panowała niespotykana cisza. Z reguły byliśmy jedną z najbardziej hałaśliwych, a tu taka grobowa martwota, że można ją ciąć nożem. Pochyliłam się nad zeszytem i podręcznikiem, usiłując skupić się na treści zadania, ale żadne słowo do mnie nie przemawiało. Osoba, która wymyśliła obowiązkową matematykę na egzaminach była kretynem! Zdecydowanie! Czy nie myślała o takich beznadziejnych przypadkach jak ja, które naprawdę niczego nie ogarniają? Pewnie chciała zrobić z nas jeszcze większych idiotów. Świetnie.
– Czy ja mówię w jakimś nieznanym języku, panno Black? Bo nie mam pojęcia, jak przemówić, by dotarło do pani, że to zadanie jest obowiązkowe i będę sprawdzał je za dokładnie trzy minuty. Jeśli się pani nie pospieszy, będę musiał wpisać minusa, albo co gorsza złą ocenę. Wybór należy do pani, panno Black.
Miałam ochotę rzucić w niego książkami i wyjść, zatrzaskując za sobą drzwi. On to robił specjalnie, czy jak? Mścił się? Ale, kurwa, za co? Sama się zgwałciłam i zrzuciłam winę na jego brata? Litości! Faceci to największe świnie, a profesor Malik zdecydowanie był w czołówce. Cholerny, pieprzony egoista, który nie widzi świata po za swoim nosem! Pierdolony, bipolarny kutas!
Niespodziewanie podszedł do mnie i pochylił się. Odskoczyłam jak poparzona, przez co zaliczyłam spektakularny upadek na podłogę. Hałas, którego byłam sprawcą, zwrócił uwagę moich rówieśników. Nauczyciel popatrzył na mnie ze smutkiem, który szybko został zastąpiony doskonałą maską obojętności. Zaoferował mi ramię, ale odsunęłam się jeszcze bardziej. Powoli zebrałam moją godność z płytek i wstałam, trzymając się z dala od profesora. Ten jedynie westchnął i oddalił się. Postawiłam krzesło i usiadłam, zaglądając do zeszytu. Zajebiście! Właśnie brakowało mi kolejnej bani do kolekcji.


____________________________________________________________
Wracam, jak widać ;) I od razu mówię, że rozdział 24 jest już w całości, więc w przeciągu dwóch tygodni powinien pojawić się na blogu.
Tagi: #23
08.03.2016 o godz. 17:10
Witajcie kochani, o ile ktoś tu jeszcze wpada. Jak pewnie wiecie, w życiu każdego pisarza, niezależnie od tego czy amatora czy profesjonalisty, przychodzi kryzys. Przybywam, by powiadomić Was o moim drobnym kryzysie. Od dwóch miesięcy nie ruszyłam z 23 rozdziałem i najzwyczajniej w świecie – utknęłam. Mam zastój i jakąś blokadę, muszę się z tego pozbierać, by pisać, bo nie mam zamiaru porzucić bloga ani opowiadania. Istnieje możliwość jego przeniesienia na inną platformę, ale tymczasem wciąż pozostaję tutaj.
To, że na chwilę obecną nie piszę "Subsequentis", nie oznacza, iż niczego nie tworzę. A wręcz przeciwnie. Możecie mnie znaleźć teraz na Wattpadzie z nową historią. Gdyby ktoś był zainteresowany, serdecznie zapraszam do czytania, głosowania i komentowania.





To nie jest kolejne fanfiction o sławnych zespołach, muzykach, gwiazdach, celebrytach... To opowieść o przyjaźni, miłości, szczęściu, smutku, cierpieniu...

Kiedy ona jest Hinduską, a on Arabem.
Kiedy dwa tak różne światy stają się jednym.
Kiedy uczucia są ponad wszystkim.
Kiedy różnice nie mają znaczenia...

'When two different worlds become one..."
Tagi: info
29.02.2016 o godz. 18:28
ROZDZIAŁ 22

... z dedykacją dla miłości mojego życia, która okazała się nieudana...


Jego oczy błyszczały czystym, ekstatycznym szaleństwem. Wpatrywałam się w jego twarz. Z jednej strony była dla mnie znajoma, zaś z drugiej – całkowicie obca, pozbawiona jakichkolwiek uczuć. Nie mogłam uwierzyć w to, że człowiek, którego uważałam za cudownego, pociągającego mężczyznę okazał się być taką bestią. A ja się w nim zauroczyłam! W potworze! Pierdolony skurwiel! Jak taki człowiek w ogóle może egzystować?! Jak może żyć z tyloma maskami? I co robi, kiedy mnie zostawia? Wraca do szkoły, szukając kolejnych ofiar?
– Chuju! – wrzasnęłam, waląc go pięściami w klatkę piersiową. Dyszał ciężko, poruszając się. Splugawił mnie kolejny raz. Zostawił w moim wnętrzu coś swojego. Coś, co mogło w przyszłości mieć potworne konsekwencje.
– Świnia! – krzyczałam, zdzierając sobie gardło.
– Zamknij się, głupia! – wysyczał wściekły.
Ostatnią rzeczą, jaką zobaczyłam zanim straciłam świadomość, był łom.

Słyszałam świst. Zacisnęłam dłonie na uszach, ale ten dźwięk był w mojej głowie. Załkałam cicho. Czuła suchość w ustach.
Drzwi za mną otworzyły się. To on. Znałam jego ciężkie kroki i przyspieszony oddech. Skuliłam się jeszcze bardziej, zakrywając swoją nagość. Zimna podłoga sprawiła, że przeszywały mnie dreszcze i szczękałam zębami. Gdzie jestem? Co się ze mną dzieje? Pochylił się nade mną i sprawdził puls.
– Wciąż żyjesz, maleńka – wyszeptał. Odwrócił moją twarz w swoją stronę, zmuszając do spojrzenia mu w oczy. Zrobiłam to, ale w ogóle nie przypominały mi one onyksowych tęczówek, które znałam aż za dobrze. Były inne. Nosił soczewki? Możliwe. Ale jakie to miało znaczenie w chwili, kiedy moje ciało zostało przez niego zeszmacone. Wpatrywał się we mnie intensywnie.
– Minął tydzień. Czekałem długo. Muszę cię pieprzyć, bo oszaleję – wymruczał, językiem dotykając czułego punktu na szyi.
Ile? Ile minęło? Jak to możliwe?
– Wody – wycharczałam.
– Pij.
Przechylił plastikową butelkę, dostarczając mi życiodajnego napoju. Łapczywie spijałam każdą cenną kroplę, pragnąc coraz więcej i więcej.
– Wystarczy.
Z każdą chwilą czułam się coraz lepiej. Nie zdążyłam jednak całkowicie się zregenerować, aby móc go pokonać. Zagłębił się we mnie gwałtownie. Nie krzyczałam, chociaż wciąż odczuwałam ból, zwłaszcza, że jego przyrodzenie nie należało do najmniejszych, a nawet do średnich. W tym przypadku Matka Natura mu nie żałowała. Pchnięcia były krótkie i mocne. Nie mógł wejść do końca, co go niesamowicie wkurwiało. Nie starał się też, żeby sprawić mi jak najmniej cierpienia. Przecież miał w dupie to, co czuję. Liczyło się tylko własne zaspokojenie żądzy seksualnej. Doszedł dość szybko. Zapłakałam cicho, mając nadzieję, że to niczym nie zaowocuje. Traktował mnie jak tanią dziwkę, która nie szanuje swojego ciała i jest jej wszystko jedno kto ją przerżnie. Ja przecież nie byłam kurwą, która jest w stanie oddać się przypadkowemu facetowi. Czułam się okropnie. Kiedy to się skończy? Czy w ogóle się skończy? Będę kiedyś wolna? A może zgniję w tej norze i cały świat o mnie zapomni?
Odepchnął mnie i zostawił, wychodząc z ciemnego pokoju. Mój brzuch i uda pokryte były jego nasieniem, nie pozwalając zapomnieć o tym, co się stało. Podciągnęłam kolana pod brodę. Nawet nie miałam siły, żeby podnieść się z ziemi. Zamknęłam jedynie oczy i zasnęłam, marząc o tym, żeby ktoś mnie wreszcie odnalazł.

Obudziły mnie krzyki. Podniosłam obolałą głowę, wpatrując się w szeroko otwarte drzwi. Błagam, niech to nie będzie sen… Nagle zostałam złapana przez prześladowcę. Przystawił mi spluwę do skroni i powiedział drżącym głosem:
– Wynoście się stąd! Zostawcie nas w spokoju! Jeśli natychmiast nie wyjdziecie, zastrzelę ją.
– Nie zrobisz tego – odrzekł jeden z antyterrorystów.
– Zrobię! Jej mózg będzie spływał po tej ścianie – warknął, zaciskając palce na mojej szyi.
– Puść ją, Malik – niecierpliwił się.
– Nie zabierzecie mi jej. Kocham ją! – krzyknął rozpaczliwie.
Patrzyłam nieprzytomnie na scenę, która się rozgrywała. Nie miałam nawet siły błagać o szybką pomoc. Było mi obojętne to, czy mnie zastrzeli czy nie. Kompletnie wycieńczona i ledwo żywa mogłam jedynie obserwować całą scenerię.
– Krzywdzisz ją, Malik. Gdybyś kochał tę biedną dziewczynę, dałbyś jej święty spokój. A ty ją uprowadziłeś i wykorzystywałeś seksualnie. Wypuść ją teraz, to może wyrok będzie łagodniejszy – mówił uzbrojony po zęby mężczyzna.
– Nie mogę! Nie potrafię bez niej żyć. Ona jest cudowna…
– Szczegóły zachowaj dla siebie.
Mimo mojego rozkojarzenia, zauważyłam, jak skinął palcem, dając znak pozostałym. Tymczasem, Malik powoli opuścił pistolet. Pięciu antyterrorystów rzuciło się na mojego prześladowcę. Nacisnął spust, a kula przeszyła moją skórę. Chciałam krzyknąć z bólu, ale nie mogłam wydusić żadnego dźwięku. Upadłam na podłogę, czując się, jakby przypalano mnie żywcem. Rana niesamowicie pulsowała, pompując ciepłą krew, promieniując na całe ciało. Łzy spływały po moich policzkach. Tak bardzo cierpiałam. Nigdy wcześniej nie doświadczyłam czegoś tak potwornego.
– Szybko, zabierzcie ją do karetki! – padła komenda.
Ktoś okrył mnie szorstkim kocem i wziął na ręce. Moja głowa opadła bezwładnie na jego bark. Przed oczami wyskoczyły mroczki i plamki, powoli zapełniające wolną przestrzeń. Wreszcie zapadła całkowita ciemność, ale wciąż byłam świadoma. Czułam! Zostałam położona na miękkiej powierzchni, a środki, które mi podano, skutecznie mnie odurzyły, pomagając odpłynąć.

Pulsujący ból głowy niesamowicie przypominał mi chwilę, kiedy obudziłam się na zimnej podłodze w ciemnym pomieszczeniu. Gdzie jestem? Dawno nie leżałam na tak miękkim łóżku, okryta ciepłą kołdrą. Ponad to miałam poduszkę. Aż westchnęłam. Było mi wygodnie i nie bardzo miałam ochotę budzić się ze słodkiego snu, ale musiałam. Powoli podniosłam powieki. Rozmazany obraz zaczął się powoli wyostrzać. W pierwszej kolejności zobaczyłam twarz mamy – załzawioną, ale uśmiechniętą, następnie Nicki i Jamesa, a nawet Michaela, który patrzył na mnie przepraszająco. Przesunęłam wzrok w prawo i wstrzymałam oddech. Nie, to nie może być prawda.
– Powiedzcie mi, że to zły sen – wyszeptałam przerażona, nie spuszczając wzroku z Malika.
– Jaki zły sen, kochanie? – zapytała mama.
Krzyknęłam. I krzyczałam przez dłuższy czas, dopóki nie wstrzyknęli mi leków na uspokojenie po których odpłynęłam.

Stałem na korytarzu, tępo wpatrując się w drzwi od pokoju, gdzie trzymali Ritę. Dlaczego tak zareagowała na mój widok? Przecież nie zrobiłem jej niczego złego… Ty może i nie, ale twój kochany brat bliźniak owszem.
– Kurwa! – warknąłem, kopiąc w krzesło. – Pieprzony Ratib. Zabić go to mało!
– Wszystko OK., profesorze? – spytała Veronica. Wpatrywała się we mnie z niepokojem.
– Jasne – powiedziałem chłodno.
Nagle rozdzwonił się mój telefon, wybawiając mnie od rozmowy z przyjaciółką Rity. Nie miałem ochoty na żadne tłumaczenia.
– Tak, słucham?
– Pan Malik? Jest pan proszony o przyjechanie na komisariat. Będzie pan zeznawał.

Siedziałem na niezbyt wygodnym krześle w sali przesłuchań. Rozglądałem się dokoła, wciąż oczekując komisarza prowadzącego śledztwo. Powinien być tu całe pięć minut temu, tymczasem nie przyszedł nikt. Czy oni mają to we krwi? Uczą ich tego na szkoleniu? Zawsze się spóźniają.
– Witam pana, panie Malik. Komisarz Paul Nickle oraz aspirant sztabowy Vicky Martinez. Mamy kilka pytań – zaczął postawny mężczyzna, siadając naprzeciw mnie. Kobieta, która z nim przyszła stanęła z tyłu, w jednej ręce trzymając notatnik, zaś w drugiej – długopis.
– Zamieniam się w słuch – westchnąłem. Wszędzie tylko te pieprzone pytania.
– Jest pan spokrewniony z Ratibem Malik, tak?
– Tak. Bliźniacy jednojajowi – odparłem. – Różni nas kolor oczu i długość włosów. Po za tym jesteśmy niemal identyczni.
– Nie umknęło to naszej uwadze – mruknął zgryźliwie. Skrzywiłem się.
– Świetnie.
– Jako świadek spokrewniony z oskarżonym, może pan odmówić zeznań.
– Nie. Będę mówił. – Robię to dla niej.
– Co może pan powiedzieć o zaburzeniach psychicznych brata? – zapytał.
– To rodzinne. Nasz ojciec był niezrównoważony, a mój brat zbyt słaby, aby się nie poddawać. Mnie się udało, dzięki matce. On nie miał tyle szczęścia. Tata miał chorobę afektywną, inaczej manię, którą niestety odziedziczył Ratib. Na początku niczego nie zauważyliśmy, bo gdyby tak się stało, najprawdopodobniej byłby teraz zdrowy. Kiedy skończył osiemnaście lat, było z nim tak źle, że został zamknięty w szpitalu psychiatrycznym. Po roku, mama wypisała go, nie mogąc patrzyć jak się tam męczy. Zrobiła to na własną odpowiedzialność. Wiedziała, jakie mogą wyniknąć konsekwencje. Tylko ja wiedziałem, że nie brał leków. Wyrzucał je i nikt tego nie dostrzegł. Choroba postępowała z każdym dniem. Matka, zaślepiona miłością do syna niczego nie dostrzegała. Wszystko odbijało się na mnie. Doszedłem do wniosku, że dłużej tam nie wytrzymam i wyjechałem. Dostałem się na studia, od czasu do czasu dzwoniłem do domu, żeby zapytać co u nich słychać, jak mój brat. Pół roku temu dowiedziałem się, że Ratib uciekł z domu. Zawiadomiono policję, ale on jakby zapadł się pod ziemię. Nie miałem pojęcia, że dotarł aż tutaj, do Londynu. Mama nawet stwierdziła, że tęsknił za mną. Nonsens… Po upływie trzech miesięcy dostałem pracę w liceum jako nauczyciel matematyki. Zapomniałem o problemach. Przez pewien czas wszystko wróciło do normy. To znaczy niezupełnie. Urwał mi się kontakt z rodziną, a jedna z moich uczennic zachowywała się dziwnie.

Ciekawe dlaczego, idioto. Może się pochwalisz?

– Dziwnie? Co ma pan na myśli?
– Każda przychodząca wiadomość wzbudzała w niej lęk. Nie umknęło to mojej uwadze, ale nie bardzo wiedziałem, jak mam zapytać. Chyba nie miała do mnie zaufania.

Intrygujące. Nigdy nie słyszałem lepszego tłumaczenia. I co dalej?

– Czy zrobił jej pan krzywdę, że panu nie ufała? – dociekał. Tak. Skrzywdziłem ją i tego kurewsko żałuję. Gdybym tylko mógł cofnąć czas… – Czy obsesja pańskiego brata na punkcie tej młodej dziewczyny miała wpływ na pański stosunek do niej?
– Oczywiście, że nie.

Kłamca! Przyznaj, stary draniu, cholernie cię pociąga.

– Kiedy dowiedział się pan o tym, że brat jest w Londynie?
– Po fakcie, od matki uczennicy.
– Jak pan sądzi, dlaczego to panu powiedziała, jako jednemu z pierwszych?
– Skąd mam wiedzieć? – odparłem oschle. Jak zacznie wszystko wywlekać, nie zniosę tutaj ani chwili dłużej.
– Uprowadzona nie miała do pana zaufania, więc dlaczego matka miałaby panu wierzyć?
– Nie mam pojęcia, jasne? – warknąłem. – Coś jeszcze?!
– Może pan iść, pani Malik – wypluł z zawiścią. – Ale niech pan pamięta jedno: ja widzę wszystko. Jeden błąd i cię zniszczę.
Prychnąłem pod nosem i wyszedłem pospiesznie z pokoju przesłuchań. Odetchnąłem z ulgą, gdy tylko znalazłem się po za budynkiem komisariatu.

____________________________________________________________
Miałam zamiar dodać w Sylwestra, ale jakoś tak się odciągnęło. A ostatnio leczę złamane serce i też nie miałam głowy. Ponad to zmarł dziś mój ulubiony aktor – Alan Rickman. Czy moje życie może być gorsze niż jest?
Tagi: #22
14.01.2016 o godz. 16:09
Cześć! Tu Św. Mikołaj! Byłeś grzeczny? Nie kradłeś? To się kurcze naucz bo ja Ci prezentów wiecznie przynosić nie będę!!!


Czego mogłabym Wam życzyć? Przede wszystkim cierpliwości, miłości i spełnienia marzeń. Oklepane życzenia zdrowia, szczęścia, pomyślności są zbyt nudne. Każdy to mówi. I tak nigdy nie działa. Życzenia nie mają żadnej mocy, a przynajmniej ja w nią nie wierzę. Ale nigdy nie traćcie wiary i nadziei. Wszystko kiedyś nadejdzie, w swoim czasie. Nasz los jest gdzieś zapisany. Co się wydarzy należy zaakceptować. Szanujcie siebie i innych; kochajcie, a będziecie kochani. Może miłość jest tuż obok Was, może trzeba jej trochę pomóc w rozwinięciu się. Działajcie, bujajcie w obłokach, zawsze bądźcie sobą i nie wstydźcie się tego, kim jesteście i jacy jesteście. Takich Was Bóg stworzył(ewentualnie jakaś nieznana moc, wszystko da się naukowo wyjaśnić). Walczcie o swoje, nie poddawajcie się! Jeszcze raz Wesołych Świąt, szczęśliwego Nowego Roku – poprzedzonego szampańską zabawą sylwestrową.


Tagi: info
24.12.2015 o godz. 12:25
ROZDZIAŁ 21


... z dedykacją dla AnotherGirl. Kiedyś Ci ją obiecałam ;*...


Przez całą noc nie mogłem zmrużyć oka. Podświadomość mówiła mi, że coś jest nie tak, jednak nie miałem pojęcia, co. Weekend zapowiadał się monotonnie. Kartkówki i sprawdziany, które musiałem poprawić, piętrzyły się w salonie na stoliku. Nie mogłem zmusić się, aby przysiąść i zabrać się do pracy. Na wczorajszej imprezie miałem nadzieję spotkać Ritę. Widziałem jedynie jej przyjaciółkę z chłopakiem, która dość szybko zniknęła. Obserwowałem jej reakcję, gdy rozmawiała z kimś przez telefon. Od wściekłości po przerażenie. Nie rozumiałem, co tak bardzo nią wstrząsnęło, że wybiegła w takim pośpiechu, jakby ktoś ją gonił. Tak bardzo mnie to zaintrygowało, że przez resztę wieczoru nie myślałem o niczym innym. W końcu opuściłem klub, w którym zacząłem się najzwyczajniej w świecie nudzić. Żadna kobieta, która próbowała nawiązać ze mną jakąkolwiek rozmowę, zazwyczaj flirt, nie pociągała mnie. Oczywiście, wszystkie były piękne i zgrabne, ale nie były nią. Nie były Ritą, a pustymi, bezwartościowymi laleczkami, które na twarzy nosiły kilogram tapety. A ona była naturalna. Naturalna i na swój sposób piękna. Nie była ideałem, ale dla mnie była wręcz doskonała. Uwielbiałem całować jej usta, czuć dotyk jej delikatnych dłoni…
Z mojego gardła wydobyło się ciche jęknięcie. Otworzyłem oczy i zauważył, iż przez myślenie o dziewczynie podnieciłem się.
Wstałem i ruszyłem do łazienki. Przemyłem twarz zimną wodą i oparłem dłonie o umywalkę. Nie wytrzymam bez niej. Była zbyt kusząca, aby móc z niej zrezygnować. Musiałem pojechać, zobaczyć ją. Przynajmniej z daleka.
Ubrałem się w pośpiechu, zakładając czarne dżinsy, koszulkę i skórzaną kurtkę. Zjadłem kanapkę, popijając ją kubkiem zimnej kawy z poprzedniego dnia. Przez drogę do jej domu wymyślałem jakąś dobrą wymówkę, na wypadek, gdybym zastał jej matkę. Dojeżdżając na miejsce, zauważyłem coś niepokojącego. Na podjeździe stał samochód policyjny. Serce podskoczyło mi do gardła. Zatrzymałem samochód i wysiadłem, kierując się w stronę drzwi wejściowych. Nacisnąłem dzwonek i czekałem. Po chwili, otworzyła mi zapłakana kobieta.
– Pan Malik? – zapytała zaskoczona.
– Czy… czy coś z Ritą?
Rozpłakała się mocniej i głośno pociągnęła nosem. Spojrzała na mnie załzawionymi oczami i wyszeptała:
– Ona zniknęła. W ogrodzie znaleziono tylko jej buty.
Poczułem, jak robi mi się słabo. Ktoś musiał ją porwać.
– Przepraszam – powiedziałem cicho.
– Nie ma pan za co, panie Malik.
Ruszyłem w stronę ogrodu i usiadłem na ławce, wpatrując się w rozłożyste drzewo. Nagle, coś zamigotało w trawie. Wstałem i szybki krokiem podszedłem do tamtego miejsca. Wśród zieleniny leżał czarny telefon. Podniosłem go i jakimś cudem odblokowałem ekran. Nie był zbyt dobrze zabezpieczony. Na wyświetlaczu były powiadomienia o nieodebranych połączeniach. To musiała być komórka Rity. Nacisnąłem ikonkę wiadomości. W oczy rzuciły mi się SMS-y wymieniane z numerem zastrzeżonym.
To, co tam przeczytałem, przeszło moje najśmielsze wyobrażenia. Ona to ukrywała. Nie powiedziała nikomu. Do diabła! Ten ktoś musiał mieć dużo wspólnego z zniknięciem dziewczyny.
Zapukałem do drzwi. Tym razem otworzył mi policjant.
– W czym mogę pomóc? – spytał.
– Znalazłem coś, co może mieć kluczowe znaczenie w tej sprawie – wyrzuciłem. Mężczyzna przepuścił mnie w drzwiach.

Dum-dum-dum… Cała głowa pulsowała, jakby zaraz miała pęknąć. Zacisnęłam mocno powieki i trwałam tak przez kilka długich sekund. Zamiast ulgi pojawił się on. Czułam jego obecność, chociaż słyszałam jedynie jego obleśny oddech. Dlaczego to wszystko potoczyło się tak, a nie inaczej? Co ja takiego zrobiłam? Z jakiego powodu zostałam porwana przez jakiegoś zboczeńca? Miliony pytań na które wciąż brakowało odpowiedzi.
Stał nade mną i przez krótką chwilę po prostu się na mnie gapił. Następnie powoli rozwiązał przepaskę na moich oczach. Pomieszczenie, w którym się znajdowaliśmy, było ciemne, ale nie tak zimne i cuchnące jak poprzednie. Wpatrywałam się uważnie w mojego prześladowcę. Wśród wszechogarniającego mroku nie mogłam jednak dostrzec jego twarzy. Ale wiedziałam, że niczym jej nie zakrywał. Spoglądał na mnie pożądliwie. Jego natrętny wzrok palił moją skórę w bardzo nieprzyjemny sposób. Cholernie bałam się tego, co zaraz może nastąpić. Był nieobliczalny, nie miałam pojęcia, czego mam się po nim spodziewać. Zerżnie mnie teraz, czy jeszcze poczeka? Może wtedy przyjdzie wybawienie?
– Gdzie jestem? – wycharczałam. Nawet się nie spodziewałam, że mój głos jest tak okropny…
– Z dala od twojego domu, od kochanej mamuśki, przyjaciół… Nie masz nikogo, mała pierdolona suko – warknął. – Jesteś skazana na mnie. Nigdy stąd nie uciekniesz. Będę cię pieprzył do nieprzytomności, aż będziesz błagać, żebym przestał. A potem… Poczujesz pustkę, bo mój kutas nie będzie penetrował twojego wnętrza.
Zadrżałam. Ze strachu i… jego wulgarne słowa działały na mnie. Zacisnęłam usta w wąską kreskę, żeby nie zacząć wrzeszczeć. Nie dam się tak łatwo. Nie pozwolę mu…
– Kochanie, a teraz zabawimy się w kotka i myszkę – wyszeptał podnieconym tonem. W pierwszej kolejności uwolnił moje nogi, potem ręce. Odsunął się od łóżka, powoli się wycofując. Jak dzikie, zranione zwierzę zerwałam się z twardego materaca i schowałam się za legowiskiem. Jego chrapliwy śmiech rozległ się w pomieszczeniu.
– Myślisz, że się przede mną schowasz? Że się ukryjesz? Przede mną nie ma ucieczki, skarbie.
Mimo gróźb, wciąż stał w tym samym miejscu, obserwując mnie z uwagą. Skuliłam się na zimnej podłodze, pocierając bolące nadgarstki i nieudolnie próbując się rozgrzać. Czarna, skąpa sukienka nie dawała mi upragnionego ciepła, którego tak bardzo potrzebowałam, aby mieć więcej siły. W myślach wciąż powtarzałam wszystkie chwyty jakich się nauczyłam. Pamiętasz? On nie ma kondycji. Kiedy cię gonił, szybko go zgubiłaś… A i tak mnie odnalazł. Parszywy, plugawy i niewyżyty skurwysyn. Znalazł mnie i uprowadził. Nikt mnie nie znajdzie, bo jestem chuj wie gdzie. Zamknął mnie w ciemnym pomieszczeniu bez okien. Nawet nie wiedziałam, gdzie tu są drzwi. A nawet jeślibym je znalazła, nie dałabym rady uciec.
– Wrócę niebawem, kochanie. Przygotuj się.
Zamknął drzwi. Do moich uszu dotarł szczęk klucza w zamku. Podbiegłam do ściany i zaczęłam szukać wyjścia. Było dokładnie naprzeciw łóżka. I jak się okazało – trafiłam na drzwi pancerne. Załamana osunęłam się na podłogę i cicho załkałam. Nie ma możliwości, aby niepostrzeżenie zwiała. Jedynym rozwiązaniem wydawało się pobicie prześladowcy do nieprzytomności i zamknięcie go tutaj. Ale z drugiej strony męczyłyby mnie wyrzuty sumienia, że być może go zabiłam, zostawiając go w ciemnym pomieszczeniu bez dostępu do pożywienia. Przecież ja nie jestem mordercą, nie jestem nim. Nie byłabym w stanie przyczynić się do czyjejś śmierci. Nawet, jeśli ten ktoś dotkliwie mnie skrzywdził.
Postanowiłam jednak pójść na kompromis z samą sobą. Stwierdziłam, że najlepszym rozwiązaniem będzie pobicie go, ale pozostawienie otwartych drzwi. Jeśli odzyska przytomność, policja będzie już na niego czekać. Zabiorą go i aresztują.
Przez godzinę siedziałam w jednym miejscy, wciąż dopracowując szczegóły mojego idealnego planu. Wydawało mi się, że nie mogłam wymyślić niczego lepszego.
Starałam się ignorować żołądek, który głośno domagał się jakiegokolwiek jedzenia. Nawet kromki suchego chleba. Nie jadłam od dwóch dni.
Klucz został przekręcony. Gwałtownie wstałam, przygotowując się do ataku. Drzwi otworzyły się, a w szczelinie pojawiło światło. Postawna sylwetka mężczyzny rzuciła długi cień. Ugięłam nogi w kolanach i wskoczyłam na niego, okładając go pięściami. Prześladowca zasłonił twarz dłońmi, przez ułamek sekundy poddając się. Po chwili jednak odzyskał rezon. Mocno chwycił mnie za nadgarstki i przerzucił. Tego się nie spodziewałam. Moje plecy boleśnie zderzyły się z podłogą, wyciskając ze mnie całe powietrze. Jęknęłam głośno, czując, jak coś przeskoczyło.
– Kurwa mać! – wrzasnął. – Pierdolona szmata.
Wymierzył mi siarczysty policzek. Nie zamierzałam się poddawać. Wyrwałam dłonie z jego uścisku i ponownie zaczęłam z nim walczyć. Tymczasem on zatrzasnął drzwi, przez co cała jasność zniknęła, ustępując miejsca ciemności. Kopnęłam go w brzuch, ale celowałam trochę niżej. Złapał moje uda i przygwoździł je do ziemi, siadając na nich. Wierciłam się, chcąc wydostać się spod jego ciała. Objął swoimi dużymi dłońmi moje i przytwierdził do zimnej podłogi. Szarpnęłam się kilka razy, ale byłam bezsilna.
– I co teraz zrobisz, brudna dziwko?
– Chuj ci w dupę – wysyczałam i splunęłam mu w twarz. Otarł ślinę ramieniem i pochylił się nade mną.
– Radzę ci oszczędzać, bo przez najbliższy tydzień nie dostaniesz niczego do picia – wycedził wściekle. Przygryzł płatek mojego ucha. Chciałam się od niego odsunąć, ale nie miałam jak. Jego wargi zaznaczały drogę do moich ust, które mocno zacisnęłam w cieniutką linię. Szorstki zarost mocno drażnił moją skórę. Odwróciłam głowę w drugą stronę, co wcale nie zniechęciło go do pieszczot. Wiłam się pod nim jak zwierzę, próbujące się wyrwać i uciec. Twarda męskość uciskała moje krocze i mimowolnie poczułam, że zrobiłam się wilgotna. Z moje gardła wydobył się zduszony jęk. Mężczyzna zamruczał lubieżnie. Zauważyłam, że znacznie poluzował uścisk. Jakimś cudem udało mi się go zepchnąć. Zerwałam się i uciekłam na drugi koniec, chowając się za łóżkiem. Wstrzymałam oddech i nasłuchiwałam, jak podniósł się z ziemi i zapytał:
– Gdzie się schowałaś, księżniczko? I tak cię znajdę.
Położyłam się i bezszelestnie wczołgałam pod łoże, mocno zaciskając dłonie w pięści.
– Chodź do tatusia.
Kurwa mać! Co? Jeszcze każe się nazywać tatusiem? Serce waliło mi jak oszalałe, jakby chciało wyrwać się z piersi. Swoją drogą, nie byłoby to takie złe. Umarłabym, leżąc schowana pod łóżkiem.
Doskonale słyszałam jego kroki. Wręcz czułam to, jak spacerował po całym pomieszczeniu, szukając mnie. Nagle zachciało mi się kichnąć. Chwyciłam się za nos, próbując powstrzymać moją reakcję na kurz. Odetchnęłam z ulgą, kiedy ta chęć minęła i odsunęłam dłoń. Gdy tylko to zrobiłam, moje głośne kichnięcie sprawiło, że prześladowca mnie odnalazł. Chwycił mnie za kostki i wyciągnął spod łóżka. Wrzasnęłam.
– Puszczaj! – krzyczałam. Na próżno. Jego uścisk zdecydowanie się wzmocnił.
– Nigdy!
Kiedy jego palce dotykały mojego ciała, czułam się jak dziwka, chociaż nią nie byłam. Nie tak wyobrażałam sobie swoje życie. Chciałam skończyć dobre liceum, pójść na wymarzone studia, znaleźć dobrą pracę, mieć męża i dzieci. Pragnęłam tylko odrobiny szczęścia. Czy to tak wiele? Czy ja zawsze muszę mieć pod górkę? Dlaczego taka Kendall ma wszystko? Miała normalnego faceta(szczegół, że pustogłowego), normalną rodzinę(przynajmniej zawsze była kochana) i wszystko inne, czego ja nigdy nie posiadałam. I wcale nie chodziło mi o pieniądze. Miałam je w gdzieś. Miłość to wszystko, czego mi definitywnie brakowało.
Nawet nie zauważyłam, kiedy moja sukienka została odrzucona w ciemny kąt. Leżałam bezwładnie na zimnej podłodze, miałam wrażenie jakbym straciła kontrolę nad swoim ciałem. Powoli stawałam się obojętna na to, co dzieje się dookoła. Nie mogłam się poddać… Nie teraz… Byłam taka beznamiętna, jakby życie było mi niemiłe. W sumie nic przyjemnego się w nim nie działo. Dotychczas moja mama miała mnie w dupie, dowiedziałam się, że nie mam ojca, byłam totalnie zauroczona nauczycielem matematyki, który działał na mnie jak magnes. Nie dobrze… Po co żyć? Po co walczyć o coś, co nie ma najmniejszego sensu?
Jego dłonie były obrzydliwe. On mnie zniszczy. Już to robił, odkąd do mnie napisał. Skąd miał mój numer? Tak niewiele osób go posiadało. Kto mógł mu dać? Może to była zemsta? Czyżby Patricia postanowiła w końcu się odwdzięczyć za zmasakrowanie jej idealnej twarzyczki? Pasowałoby to do niej, ale to raczej wątpliwe. Nie posiadała żadnego kontaktu do mnie. Moje dane osobowe znajdowały się jedynie na komisariacie w Manchesterze. Ale były nieaktualne.
Miękkie usta muskały mój brzuch. Jęknęłam z całkowitej bezsilności. Jednak mój prześladowca odebrał to całkiem na opak. Dla niego była to zachęta do szybszego działania.
Cierpliwości, skarbie – mruknął, zaczepiając palec o gumkę od majtek.
Po moich policzkach spływały łzy. Łzy rozpaczy. Nie tak chciałam stracić dziewictwo. Trzymałam je dla tego jedynego. To miał być najpiękniejszy dzień mojego życia. I co? Właściwie to gówno. Byłam taka głupia. Marzenia mnie kiedyś zniszczą.
Naparł na moją kobiecość, zagłębiając powoli w moim ciele. Zaszlochałam cicho.
– Proszę nie…
Dotarł do błony i zatrzymał się.
– Bardzo boli, kochanie? – zapytał z udawaną troską.
– T-tak – załkałam.
Cofnął się. Ucieszyłam się, pełna nadziei, że jednak mnie nie rozdziewiczy. Tymczasem on sięgnął ręką za mnie i po chwili w pomieszczeniu pojawiło się światło. Spojrzałam na jego twarz. Okryta była kominiarką. Jego podłe wargi ułożyły się w najbardziej kpiącym uśmiechu, jaki kiedykolwiek widziałam. Podświadomie się odsunęłam, ale złapał moje biodra i gwałtownie wbił się we mnie. Wrzasnęłam z bólu.
– O taaaaak, skarbie… Jesteś taka ciasna…
Moje krzyki roznosiły się echem po wnętrzu nieprzyjemnego pokoju. Prześladowca zerwał czarny materiał z głowy. Momentalnie zamilkłam, patrząc na niego w szoku.
– Profesor Malik?


____________________________________________________________
Ostatni raz do spowiedzi byłam... Proszę o wybaczenie i rozgrzeszenie mnie. Drobny kryzys pisarski, miejmy nadzieję, że już za mną :3
Czyżby dwulicowość? A może coś innego? Interpretację pozostawiam wam.
Wy czytajcie, ja spadam do mojego bunkru i prawdopodobnie nie wyjdę przez najbliższy miesiąc. Pamiętajcie jednak, że Boże Narodzenie to okres, kiedy sobie przebaczamy, zatem miejcie to na uwadze, gdy skończycie czytać ;) Do zobaczenia niebawem <3

Tagi: #21
15.12.2015 o godz. 22:31
Żyję, mam się całkiem dobrze :D Nie zawieszam bloga ani o nim nie zapomniałam, po prostu nie mogłam znaleźć czasu... Zabrałam się trochę za betowanie ;) A przede wszystkim, wena mnie opuściła :/ Tak, niestety... Jednakże myślę, iż powoli wracam do formy. Jestem trakcie pisania 21 rozdziału, chociaż idzie mi to opornie, ale zawsze coś ;3 Mam nadzieję, że w ciągu najbliższego tygodnia uda mi się go skończyć i wrzucić ;P

W razie jakichkolwiek pytań – Ask
Tagi: info
03.12.2015 o godz. 18:52
ROZDZIAŁ 20


Jego pocałunek był gorący, brutalny, pełen pragnienia i pożądania. Nie spodziewałam się tego po kimś takim jak Mike. Odepchnęłam go z całej siły i wytarłam wargi, które przygryzł aż do krwi.
– Zwariowałeś?! – wrzasnęłam zachrypniętym głosem. – Kurwa! Michael!
Chwyciłam się za głowę. Mężczyzna wyciągnął ręce w moim kierunku, ale odskoczyłam jak porażona prądem.
– Nie dotykaj mnie, kurwa mać, nie dotykaj! Jak mogłeś? Dlaczego mi tego nie powiedziałeś na początku? Ja pierdole, co ja najlepszego zrobiłam? Okłamywałeś mnie cały czas. Ty nie grałeś. Kurwa, nie grałeś! A ja ci tak ślepo wierzyłam – warknęłam.
– Ri… – zaczął.
– Nie, nie, nie i jeszcze raz nie! Nie będę robić ci żadnych złudzeń, nie mam zamiaru mydlić ci oczu i udawać, że cię kocham. Jak ja mogłam tego nie zauważyć? Czemu jesteś tak pieprzoną perfekcją aktorstwa? Nie potrafię tak żyć, to koniec.
Zacisnął mocno szczękę i spojrzał na mnie wściekły.
– To nie koniec, Ri. To dopiero początek.

Znowu uciekałam. Zatrzymałam jakąś taksówkę, podając adres. Po moich policzkach spływały łzy. Byłam załamana tym, co powiedział mi Michael. Do diabła! Gdybym wcześniej wiedziała, że on… Że coś do mnie czuje, nigdy nie poprosiłabym go o coś takiego.

To nie koniec, Ri. To dopiero początek…

Zapłaciłam taksówkarzowi i opuściłam jego samochód. Na zewnątrz, chociaż było już ciemno, temperatura wciąż była dość wysoka jak na Londyn. Usiadłam na krawężniku i zaśmiałam się gorzko. Jestem nic niewartą suką. Nie zasługuję na szczęście. Do diabła! Dlaczego ja mu zaufałam? Myślałam, że jest moim przyjacielem. Chciałam dobrze, a wyszło jak zawsze. Spierdoliłam całą sprawę.
Spojrzałam na dom. Ciemno i pusto. Mama pewnie gdzieś wyszła, a ja znów zostałam sama. Jak ja teraz spojrzę Nicki w oczy? Co jej powiem, jak się wytłumaczę z tego wszystkiego?

Zastrzeżony: Moja piękna siedzi tak samotnie… Potrzebujesz pomocy, skarbie? Z przyjemnością ci jej udzielę…

Zerwałam się i szybkim krokiem ruszyłam w stronę drzwi, po drodze szukając kluczy w torebce. Ręce drżały mi ze strachu, a serce waliło jak oszalałe. Gdzie te pieprzone klucze?!
Usłyszawszy nieprzyjemny szelest, odwróciłam się gwałtownie. W ciszy, jaka zapanowała, słyszałam krew, która wręcz gotowała się w moich żyłach. Oblał mnie zimny pot, gdy z cienia powoli wyłoniła się mroczna postać. Otworzyłam usta, ale krzyk uwiązł mi w gardle. Po sylwetce poznałam, że to mężczyzna. Cofnęłam się o kilka kroków do tyłu, natrafiając na drewniane drzwi. Przerażenie sparaliżowało moje ciało. Nie mogłam ruszyć żadną częścią ciała. Tymczasem postać w czerni powoli zbliżała się w moją stronę, pomniejszając dystans między nami. Przygryzałam wargi, a czując w ustach posmak metalicznej krwi, splunęłam mu w twarz, a przynajmniej zamierzałam, bo miał na sobie kominiarkę.
– Taka piękna i taka niegrzeczna – wymruczał lubieżnie, ścierając moją ślinę pomieszaną z posoką.
Mój oddech stał się ciężki, zaczęłam dyszeć ze strachu, a klatka piersiowa szybko falowała. Mężczyzna przechylił lekko głowę, obserwując mnie z zainteresowaniem. Wyciągnął rękę i palcami pogładził mój policzek, szyję, delikatnie pieszcząc odsłonięty dekolt. Usłyszałam cichy jęk wydobywający się z jego gardła.
– Patrz, co ze mną robisz – wysyczał. Chwycił mnie za kark i zmusił do upadnięcia na kolana. Na wprost moich oczu znalazła się widoczna erekcja. Z trudem przełknęłam ślinę, próbując się wyrwać, ale on jedynie wzmocnił uścisk. Nagle zadzwonił mój telefon. Skorzystałam z okazji, że mnie puścił i szybko się podniosłam, odzyskując rezon. Odepchnęłam mężczyznę i zaczęłam biec, po drodze zrzucając szpilki. Kiedy byłam pewna, że mu uciekłam, sięgnęłam po wciąż dzwoniący telefon i odebrałam. Szłam szybkim marszem, oglądając się za siebie, ale nikogo nie zauważyłam.
– Ha-halo? – wysapałam do słuchawki.
– Boże, Ri! Gdzie ty jesteś?! Miałaś przyjść z Michaelem, a nigdzie was nie ma! Co się stało? – zawołała.
Rozpłakałam się i wyszeptałam.
– Nicki…
Nie zdążyłam powiedzieć niczego więcej, gdyż komórka została mi brutalnie wyrwana. To on… Chwycił mnie za nogę. Upadłam na ziemię, a mój telefon wylądował nieopodal. Słyszałam krzyczącą przyjaciółkę, która nawoływała mnie po imieniu. Chciałam jej coś powiedzieć, ale prześladowca zawiązał brudną szmatę na moich ustach. Leżałam na brzuchu, cicho łkając, a on siedział na mnie okrakiem, zawiązując sznurem moje nadgarstki.
– Już od tak dawna pragnąłem cię mieć tylko dla siebie i udało mi się. Nikt nie jest w stanie mi przeszkodzić, moja słodka księżniczko. Nikt cię nie odnajdzie. Zostaniesz uznana za zaginioną bez śladu… – wycharczał swoim obrzydliwym głosem. Polizał mnie po policzku, a ja poczułam, jak robi mi się niedobrze. Zacisnął mocniej powróz na moich kończynach. Jęknęłam płaczliwie, czując, jak wrzynają się w moją skórę. Chciałam krzyczeć, wrzeszczeć, wołać o pomoc… Ale byłam bezsilna.
Bez trudu podniósł mnie i przerzucił przez umięśnione ramię. Zaczęłam się wiercić, ale niczego nie mogłam tym zdziałać. Uderzył mnie mocno w pośladki, idąc dalej. Zatrzymał się. Słyszałam, jak otwiera samochód. Brutalnie wrzucił mnie na siedzenie z tyłu. Czarną przepaską zasłonił moje oczy. Zatrzasnął drzwi, a ja poruszyłam się niespokojnie, chcąc się podnieść. Z rezygnacją położyłam głowę na twardym fotelu. Łzy spływały po moich policzkach, a z mojego gardła nie mógł się wydobyć nawet cichy szloch. Zakrztusiłam się obrzydliwym, poplamionym smarem, materiałem. Auto ruszyło z miejsca, a mi było niedobrze. Wzdrygnęłam się, czując wymioty podchodzące do gardła. Nie dałam rady się normalnie wyrzygać. Wszystko wróciło z powrotem do żołądka, a ja zaczęłam się dusić.
– Co jest? – warknął prześladowca, odwracając głowę w moją stronę. Jego głos nie był przytłumiony tak, jak przedtem. Zdjął kominiarkę, żeby nie wzbudzać podejrzeń.
Krztusiłam się własnymi rzygami, które znów chciały opuścić mój organizm. Mężczyzna docisnął pedał gazu, znacznie przyspieszając. Znienacka poczułam tępy ból w skroni, który odebrał mi zmysły i świadomość…

Kiedy otworzyłam oczy, poczułam ostre rwanie w głowie. Chciałam się skulić, ale zauważyłam, że nie mogę się poruszyć. Moje kończyny przywiązane były do łóżka. Leżałam na nieprzyjemnym materacu, który okropnie cuchnął. Wolałam nie wiedzieć od czego pochodził ten fetor. Szarpnęłam rękami, a sznury mocniej wpiły się w moje nadgarstki. W pomieszczeniu było zimno, a ja miałam na sobie jedynie czarną sukienkę, która podwinęła się do pasa. Nawet nie czułam bosych stóp, oraz powrozów je raniących. Załkałam. Podłoga w pomieszczeniu zaskrzypiała. Wstrzymałam oddech, a ciążąca cisza znów mnie przytłoczyła, zakłócana jedynie biciem serca.
Delikatny dotyk na moim nagim ramieniu sprawił, że się wzdrygnęłam. Palce sunęły po mojej ręce, lekkie jak muśnięcia piórkiem. Duża, męska dłoń spoczęła na mojej łydce. Przygryzłam mocno szmatę, która uniemożliwiała mi wydobycie głosu. Potrząsnęłam nogą, w zamiarze pozbycia się niechcianego napastnika. Zacisnął mocniej palce, przesuwając obrzydliwym łapskiem w górę. Zatrzymał się. Materac ugiął się pod ciężarem mężczyzny. Przyklęknął między moimi nogami. Nie mogłam go zobaczyć, bo moje oczy zasłonięte były czarna opaską. Poruszyłam się nerwowo, gdy odczułam jego dyszący oddech na udzie. Z mojego gardła wydobył się przytłumiony odgłos, niebezpiecznie przypominający jęk.
– Pragnę cię – odezwał się zachrypniętym z pożądania głosem. Jego usta muskały moje ucho. Przylgnął swoim cielskiem do mojego, wgniatając mnie w łóżko. Twardy kolega wbijał się w moją kobiecość. Do oczu znów napłynęły mi łzy. – Jesteśmy za Londynem, kochanie. W miejscu, gdzie nikt nas nie znajdzie. Jutro pojedziemy gdzieś indziej. Bo dziś nie potrafię ci się oprzeć…
Dzwoniący telefon uratował mnie przed jego obleśnym dotykiem. Wstał i ruszył w nieznanym mi kierunku. Słyszałam jedynie kroki.
– Słucham? – usłyszałam ostry, rozwścieczony wręcz, głos. – Mam wolne, chuju. I nie mam zamiaru tam wracać. Pierdolę tą brudną robotę. Wolę zająć się znacznie przyjemniejszym rzeczami.
Wiedziałam, że wpatruje się we mnie, a na jego wargach gości obrzydliwy uśmieszek. Po chwili drzwi się zatrzasnęły. Zostałam sama w zimnym pokoju, zdana na łaskę prześladowcy.

Pech, który towarzyszył mi od początku mojego istnienia, nigdy mnie nie opuszczał. Pomimo drobnych osiągnięć, jakie miałam na swoim koncie, on jednak zawsze robił coś na przekór. Co mi z takich wysokich wyników z konkursu językowego, jeśli zostałam uprowadzona przez faceta, który wręcz oszalał na moim punkcie. Nie byłam ani urodziwa ani też nie posiadałam niczego, co mogłoby zachęcić mężczyzn do spojrzenia w moją stronę. Miałam małe cycki, płaski tyłek, kościste ciało, krzywe kolana i łopatki. Babcia, przy każdym naszym spotkaniu, pytała, czy rodzice mnie nie głodzą. A ja zawsze jej odpowiadałam, że jem ile chcę. Mimo to od dzieciaka miałam niedowagę. Mama, pod namowami babci, zabrała mnie do dietetyka. Ten nic nie mógł poradzić. Próbował różnych metod, ale żadna nie poskutkowała. I zostałam kościotrupem w ludzkiej skórze, z drobnymi deformacjami. Moja twarz także pozostawiała wiele do życzenia. Lekko zapadnięte policzki i często podkrążone oczy, wąskie usta. Tak nie wygląda ideał kobiety. Dziennie potrafiłam przespać od dziesięciu do dwunastu godzin na dobę, ale sińce i tak się pojawiały. W dodatku niezdrowo blada skóra. Jedyną rzeczą, jaką mogłam się poszczycić była idealnie gładka cera i brwi. Na szczęście nie doświadczyłam trądziku młodzieńczego, który nie omieszkał ominąć Kendall. Tylko raz widziałam ją bez makijażu. Wyglądała okropnie. Codziennie nakładała kilogram tapety, żeby zakryć niedoskonałości. Zbyt mało osób wiedziało o jej problemach skórnych, aby rozprzestrzenić tę wiadomość do większej ilości odbiorców. Gdyby coś takiego wyszło z moich ust, zapewne nikt by mi nie uwierzył. W końcu taka nic nieznacząca maturzystka przeciw najpopularniejszej lasce w szkole… Zmiotłaby mnie z powierzchni ziemi samym skinięciem palca.
Moje ciało drżało pod wpływem obezwładniającego chłodu, który bił z każdej strony. Byłam pewna, że gdyby nie szmata w moich ustach, szczękałabym zębami. Ciemność, jaka panowała, sprawiła, że mój strach stawał się nie do zniesienia. Pragnęłam uciec i schować się gdziekolwiek. Byle mieć obok siebie kogoś bliskiego, komu ufam. Zaburczało mi w brzuchu. Która godzina? Jaki dziś dzień? Straciłam poczucie czasu. Jak długo nie miałam niczego w ustach? Wargi piekły mnie i były popękane, język suchy. Materiał wchłonął całą ślinę, pozostawiając w moich ustach pustynię. Byłam głodna, ale jeszcze bardziej potrzebowałam wody. Chociaż mały łyczek…
Ciężkie drzwi zaskrzypiały przeraźliwie. Głowa mi pękała, jakby ktoś walił młotem w moją potylicę. Materac ugiął się pod ciężarem siadającego mężczyzny. Pogłaskał mnie po policzku.
– Wybacz, skarbie, że musiałaś tak długo na mnie czekać. Przyniosłem coś dla ciebie – wyszeptał.
Odwiązał brudną szmatę z mojej buzi, a ja natychmiast zwymiotowałam. Rzygowiny wylądowały na mojej twarzy, klatce piersiowej i prześladowcy. Uderzył mnie siarczyście z liścia. Jęknęłam cicho.
– Nie ładnie tak. Bardzo mi się to nie podoba, mała dziwko.
– Nie… nie jestem… dziwką.
Z mojego gardła wydobył się skrzeczący głos. Zakrztusiłam się.
– Pij – rzekł. Uniósł moją głowę, wlewając mi do ust zawartość butelki. Piłam łapczywie, ale połowa i tak spływała po mojej brodzie i szyi. Drugi raz poczułam moc jego dłoni. – Pij normalnie! Nie będę wydawał pieniędzy na wodę, bo ty całą zmarnujesz!
Odwróciłam twarz, gdy poczułam, że mój żołądek zaraz pęknie od nadmiaru wody. Poczułam jego oddech na swojej szyi.
– Zaraz musimy jechać, księżniczko. Wybacz, ale nie możesz być przytomna.
– Proszę, tylko nie…
Zapadła ciemność…


____________________________________________________________
CZEŚĆ ROBACZKI! Prezentuję wam jedną z najważniejszych części opowiadania, na którą czekałam baaardzo niecierpliwie. Jestem wyjątkowo zadowolona z tego rozdziału i liczę, że wam także się spodoba ;* Miłego czytania, kochani.
Tagi: #20
05.11.2015 o godz. 16:51
ROZDZIAŁ 19

... Delight, specjalnie dla ciebie...


– Hej, mała. Wszystko OK.? – zapytał Mike, patrząc na mnie uważnie. W końcu wyglądałam jak siedem nieszczęść.
– Jasne. Źle spałam – odparłam, wymuszając uśmiech.
– Przecież widzę. Jeśli potrzebujesz pogadać, jestem otwarty. Chętnie wysłucham i pomogę, w miarę swoich możliwości – powiedział.
– Dziękuję – westchnęłam, siadając za nim na motorze. Wtuliłam się w jego plecy okryte czarną skórą i zamknęłam oczy. Miałam ogromną ochotę na sen, ale wiedziałam, że teraz nie mogę zasnąć.
Wiatr rozwiewał moje brązowe włosy, które postanowiłam zostawić rozpuszczone. Starałam się chociaż przez chwilę myśleć o czymś przyjemniejszym, ale to było nie wykonalne. Ciemna sylwetka całkowicie zaprzątnęła mój umysł.
– Przykleiłaś się? – spytał rozbawiony chłopak.
Opuściłam ramiona i odsunęłam się od niego, zsiadając z harleya. Pochyliłam się, aby go pocałować. Przyciągnął mnie do siebie jak najbliżej. Między nami nie przecisnęłaby się nawet kartka. Oplotłam ramionami jego szyję, szepcząc:
– Dziękuję, że jesteś.
– No, mała, nie smuć się. Zawsze możesz na mnie liczyć – powiedział, puszczając mi perskie oko. Posłałam mu smutny uśmiech i ruszyłam w stronę wejścia do szkoły.

Nie lubiłam piątków z tego względu, że miałam dwie godziny matematyki. Dwie lekcje musiałam spędzić z profesorem Malikiem, który cholernie mnie pociągał.
Nie wiedziałam jednak, co mam o nim myśleć. Był jak Christian Grey, miał wiele twarzy. Zakładał maski i zmieniał je bez większego trudu. Nie potrafiłam go zrozumieć i nie miałam pojęcia, które oblicze jest prawdziwe.

Przyglądałam mu się całe dwie godziny. Prowadził lekcje tak, jak zawsze. Jego twarz była spokojna i obojętna, głos lekko znudzony, jakby siedział z nami na siłę. Kilka razy spojrzał na mnie o chwilę za długo. Jako pierwsza odwracałam wzrok.
– Black – odezwał się minutę przed dzwonkiem. Oczy wszystkich uczniów zostały skierowane na mnie. Skuliłam się. – Zostań po lekcji. Mniemam, że przyniosłaś zadanie karne.
Zbladłam. Całkowicie zapomniałam o twierdzeniu kogoś tam, które miałam na dziś przynieść. Zadzwonił dzwonek. Nie widziałam sensu w tym, aby wtopić się w tłum i najzwyczajniej w świecie uciec. Nic nie ujdzie mi na sucho, jak zawsze z resztą. Ponosiłam konsekwencje swoich czynów. Z reguły potrafiłam się z nimi zmierzyć, tym razem wymiękłam.
– Co tak siedzisz? – zapytał głosem o temperaturze zera bezwzględnego. Niechętnie wstałam z krzesła. Z każdym krokiem coraz bardziej oddalałam się od strefy bezpieczeństwa, idąc na spotkanie z lwem. Jego zazwyczaj ciepłe tęczówki wbijały się we mnie zimno, przebijając skórę maleńkimi sztylecikami z lodu, a wąskie wargi układały się w drwiącym uśmieszku. Mocno zagryzłam wargę, stając nad siedzącym profesorem. Mężczyzna lekko przechylił głowę, przypatrując mi się uważnie. Czułam się niekomfortowo.
– Zadanie – ponaglił mnie. Zacisnęłam usta w cienką kreskę.
– Nie mam – powiedziałam.
– Co było ważniejsze od zrobienia zadania karnego? – zapytał oschle.
– Ja…
Gdybyś wiedział, pieprzony sukinsynu. Mam milion innych zmartwień niż twoje pojebane zadania. Pewien facet, który prześladuje mnie od jakiegoś czasu zdecydowanie bardziej zaprząta mój umysł.
– Z resztą to nie pańska sprawa. Niby dlaczego miałabym się tłumaczyć przed kimś, kogo nie znam? – warknęłam.
Gwałtownie wstał, górując nade mną. Jego wysoka sylwetka pełna była majestatyczności i wrodzonej elegancji.
– Jestem twoim nauczycielem!
– Tak, tak. Już to przerabialiśmy – odparłam, lekceważąco machając dłonią tuż przed oczami matematyka. Chwycił mój nadgarstek, zaciskając szczupłe palce na moim przegubie. Syknęłam z bólu. – Puszczaj!
Szarpnęłam ręką, próbując się wyrwać. Złapał mnie za drugą dłoń, lekko luzując uścisk.
– Nie wyrywaj się – mruknął. Patrzyłam zahipnotyzowana, jak oblizuje swoje seksowne wargi. Omal nie jęknęłam, nieświadomie powtarzając jego czyn.
– Eh, Black… Jak ty na mnie działasz – wyszeptał mi do ucha. Lekko zadrżałam, chichocząc nerwowo. – Jednego dnia mnie wkurwiasz, a drugiego mam ochotę cię mocno rżnąć…
Wulgarne słowa sprawiły, że zrobiło mi się zdecydowanie za gorąco, a moje majtki zaczęły przeciekać, gdy jego dłonie wędrowały po moim ciele, poznając jego zakamarki. Jęknęłam cicho…
– Black – usłyszałam groźne warknięcie. Podniosłam nieprzytomne spojrzenie na Malika, który siedział za swoim biurkiem. Zauważyłam, że wciąż jestem w ostatniej ławce. Jak? Przecież my… Kurwa! Znów zaczynam fantazjować.
– Czy ja mówię po chińsku? Kazałem ci podejść!
– Tak, tak – rzekłam zawstydzona. Czułam, jak robię się cała czerwona.
– Dobrze się czujesz? – zapytał, unosząc lewą brew.
– Niezbyt – wykrztusiłam. Ja naprawdę byłam mokra! Podnieciłam się na lekcji matematyki.
– Nie zrobiłaś zadania – bardziej stwierdził niż zapytał. Skinęłam krótko głową. Westchnął ciężko. – Tym razem ci podaruję, ale możesz być pewna, że następnym nie będę już tak wyrozumiały.
– Mogę iść? – spytałam gorączkowo.
– Idź.
Najszybciej jak się dało opuściłam szkołę. Nie zniosłabym ani chwili dłużej w jego towarzystwie.

Zaczął się upragniony weekend. Dwa dni bez towarzystwa nauczyciela. Nareszcie mogłam odpocząć, przemyśleć kilka spraw. Jako, że mama miała wolne, zabrała mnie do lekarza, aby sprawdził, co z moją ręką. Jeśli będzie w porządku, pozbędę się tego cholerstwa, które oblepiało moje ramię.
– Panno Black, czy czuje pani ból?
Chirurg patrzył na mnie wyczekująco, a ja się zamyśliłam. Do tej pory nie zastanawiałam się nad tym, czy boli. Byłam do tego przyzwyczajona.
– Nie. Raczej nie – odparłam.
– W porządku. Zdejmiemy zatem gips i zobaczymy, jak to wygląda w środku. Przez jakiś czas będzie pani ciężko…
Wyłączyłam umysł, nie słuchając jego słów. Moje myśli zaprzątał ktoś znacznie bardziej ciekawszy, mianowicie jeden z moich nauczycieli, dla którego zupełnie straciłam głowę i serce. Mogłam rzec, iż mam spory problem, bo… nie miałam pojęcia, jak je odzyskać. Z jednej strony marzyłam o jego pocałunkach, a nawet czymś więcej, zaś z drugiej, brzydziłam się sama sobą. Jakim prawem zachowywałam się tak w stosunku do swojego profesora? Co mnie podkusiło, aby go prowokować. To ja tu byłam najbardziej winna. I ja powinnam ponieść konsekwencje swoich czynów.
– Wszystko wygląda jak należy, panno Black – rzekł lekarz. Poczułam krople letniej wody, spływające po ręce. To pielęgniarka przemywała moje przedramię. Wpatrzyłam się w miejsce gdzie jeszcze dziesięć minut temu był gips. Chociaż bardzo nie znosiłam tego opatrunku, poczułam pewną pustkę.
– Dziękuję – mruknęłam. – Do widzenia.
– Do widzenia. Miłego dnia życzę.
Opuściłam gabinet. Na korytarzu czekała mama, siedząc na jednym z wielu twardych krzesłach i popijając chłodną kawę z mlekiem.
– Jest OK.
Wstała i razem skierowałyśmy się do wyjścia. Nie znosiłam szpitali…

Jako, że było późne, sobotnie popołudnie, postanowiłam wybrać się na imprezę razem z Veronicą, Jamesem i Michaelem. Zadzwoniłam do przyjaciół, umawiając się z nimi w klubie za pół godziny. Wzięłam szybki prysznic, założyłam czarną sukienkę, szpilki i torebkę. Ciemne włosy zostawiłam rozpuszczone, lekko podkręcając je lokówką, tworząc łagodne fale. Zdecydowałam się na delikatny, subtelny i bardzo kobiecy makijaż. Podkreśliłam usta krwistoczerwoną szminką i spojrzałam w lustro. Wyglądałam całkiem znośnie.
Dzwonek do drzwi bardzo mnie zaskoczył. Ani ja ani mama nie spodziewałyśmy się żadnych gości. Jakież było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam Mike’a. Stał oparty o framugę. Miał na sobie koszulę w kratę, idealnie dopasowane czarne bojówki i skórzaną kurtkę. Posłał mi zniewalający uśmiech.
– Cześć, mała. Gotowa? – zapytał.
Moja mama przyglądała mu się z niepokojem. Uśmiechnęłam się do niej uspokajająco i powiedziałam:
– Mamo, to Michael, brat Veroniki.
Rozszerzyła oczy ze zdziwienia.
– Ten Michael? Ten sam, który nie tak dawno był trochę niższy, miał długie włosy i nosił kolczyki?
Zachichotałam i skinęłam głową.
– Dokładnie ten sam. A teraz pozwól, że pójdziemy na imprezę.
Cmoknęłam ją w policzek i chwyciłam dłoń młodego mężczyzny.
– Wiesz, że twój wybranek też tam będzie?
Otworzyłam usta, patrząc na niego z niedowierzaniem. Tego się nie spodziewałam.
– A skąd ty niby wiesz?
– Nicki pojechała nieco wcześniej ze swoim chłopakiem i zanim wszedłem do twojego domu, zadzwoniła do mnie z tą wiadomością. Będziemy znów musieli odstawić szopkę – westchnął.
Przygryzłam wargę, spuszczając wzrok. Było mi go żal. Wykorzystywałam jego zdolności aktorskie i to, że był równie pociągający jak mój nauczyciel. Ale fizycznie mi się nie podobał. Był dla mnie jak stuprocentowy przyjaciel. Nic więcej.
– Mike… – zaczęłam nieśmiało. – Jeśli… jeśli nie chcesz, nie musisz tego robić. To był mój cholernie głupi błąd. Nie powinnam prosić cię o coś takiego.
– Nigdy się nie łudziłem, mała.
Jego słowa dotarły do mnie dopiero po chwili. Poderwałam gwałtownie głowę.
– Co?
– Jakoś nigdy nie miałem szczęścia w miłości. Zawsze byłem odrzucany. Przyzwyczaiłem się do tego.
– Dlaczego się zgodziłeś mi pomóc?
– Bo jedynie w taki sposób miałem okazję, aby się do ciebie zbliżyć. Przepraszam, Ri. Wybacz, że nie powiedziałem tego wcześniej. To mój błąd.
Zatrzymał samochód na parkingu przed klubem.
– Ale tylko ja będę cierpiał.
– Zwariowałeś?! – warknęłam. – A jak ja mam się z tym czuć? Nie chciałam cię zranić!
Wysiadłam z auta, trzaskając drzwiami. Mike wybiegł za mną. Chwycił mnie za ramię i odwrócił w swoją stronę. Ujął moją twarz w swoje duże dłonie i wyszeptał tuż przy moich ustach.
– Pozwól… pozwól mi jeszcze trochę żyć złudzeniem. Błagam, bo oszaleję. Kocham cię, Rito i zrobię dla ciebie wszystko.

____________________________________________________________
Jedyne, co jestem w stanie powiedzieć, to wielkie, soczyste: KURWA! Poważnie... Wierzcie mi na słowo, że nie miałam w planach Michaela, a zwłaszcza jego uczucia. Tak jakoś wyszło... Nawet sama nie wiem, jakim cudem...
Zdradzę Wam, że powoli zbliżamy się do meritum. Już niedługo wszystko się rozstrzygnie ;) Na chwilę obecną ciężko mi powiedzieć, ile jeszcze będzie rozdziałów. Na pewno nie skończy się za dwa, trzy. Chciałabym dobić do 30. Liczę na komentarze i wsparcie oraz konstruktywną krytykę.
Tagi: #19
25.10.2015 o godz. 13:00
ROZDZIAŁ 18

... z dedykacją dla not–all–about–me, chyba nie muszę mówić za co...


Przełknęłam z trudem ślinę. Spojrzałam w oczy profesora. Ciężko było mi rozróżnić tęczówkę od źrenicy. Jego oblicze wykrzywiał grymas wściekłości.
Posadził mnie z powrotem na twardym krześle. Syknęłam z bólu, czując, jak jego szczupłe palce pianisty wbijają się w moje ramię. Wyrwałam rękę z jego żelaznego uścisku i wstałam ponownie, stając z nim twarzą w twarz.
– Słucham, pana, profesorze – powiedziałam jadowicie.
– Trochę szacunku, Black. Jestem twoim nauczycielem.
– Tak? A jaki nauczyciel całuje swoje uczennice?!
– Zamknij się! – krzyknął, łapiąc mnie za nadgarstki. Przewidział to, że chciałam go uderzyć.
– Nie mam zamiaru siedzieć cichutko, jak mysz pod miotłą. I niech pan nie liczy na szacunek z mojej strony, skoro sam pan go nie ofiaruje. Myśli pan, że jestem głupia?! Że można bawić się moim kosztem i uczuciami?! To, co pan robi, wcale nie jest zabawne. A teraz, proszę mi wybaczyć. MÓJ chłopak na mnie czeka.
W rzeczywistości nikt na mnie nie czekał.
– Idź do diabła, Black!
Opuściłam pomieszczenie i ruszyłam do wyjścia. Powiedzieć, że byłam wściekła, to mało. Miałam ochotę coś zniszczyć, sponiewierać, a najchętniej udusiłabym Malika własnymi rękoma. Nie obchodziło mnie to, że poniosłabym konsekwencje. Wydawało mu się, że jest pępkiem świata, a wszyscy będą koło niego skakać. Przeliczyłeś się, profesorku.
Wystająca kostka w chodniku pojawiła się znikąd. Nie zdążyłam jej w porę wyminąć. Zaczepiłam o nią metalowym czubkiem buta i boleśnie wylądowałam na kolanach. Syknęłam i pospiesznie wstałam. Prawie nikt mnie nie widział. Prawie…
Akurat w tamtej chwili, jak na złość, matematyk przejeżdżał obok. Oczywiście musiał się zatrzymać.
– W porządku? – zapytał, kładąc dłoń na moim ramieniu.
– Tak – syknęłam, odsuwając się od mężczyzny.
– Rito…
Po raz trzeci, odkąd go poznałam, usłyszałam z jego pięknych ust moje imię. Zabrzmiało jak muzyka w najczystszej postaci. Nieskazitelnie, subtelnie, erotycznie…
– Miło, że się pan martwi – sarknęłam. – Dziękuję także, iż powiedział mi pan, gdzie mam iść. Nie ukrywam, w tamtym kierunku właśnie zmierzam, jeśli pan pozwoli. I nie przypominam sobie, abyśmy przeszli na „ty”.
Na jego ustach pojawił się ironiczny uśmieszek, który sprawiał, że na moim ciele pojawiała się gęsia skórka.
– Mogę cię podwieźć, bo jak widzę, twój chłopak wystawił cię do wiatru – zadrwił.
– Nie, dziękuję.
Głośny warkot nadjeżdżającego motocyklu zmusił mnie do spojrzenia na ulicę. Mike…
Posłałam nauczycielowi słodki uśmiech i pomachałam mojemu chłopakowi. Zatrzymał się nieopodal i zdjął kask. Rozwichrzone włosy zaczesał szczupłymi palcami do tyłu. Spojrzał groźnie na mojego nauczyciela i podszedł do nas. Objął mnie zaborczym ruchem i pocałował w usta. Zanim zamknęłam oczy, zauważyłam, jak Malik zaciska dłonie w pięści.
– Cześć, księżniczko. Czy ten facet za bardzo ci się narzuca? – zapytał ochrypłym głosem.
– Troszeczkę – powiedziałam niewinnie, trzepocząc zalotnie rzęsami.
– Słuchaj no, jeśli jeszcze raz się do niej zbliżysz, to z przyjemnością poprzestawiam kości na twojej idealnej twarzyczce i pozbędę się kilku zębów.
Z każdym słowem był coraz bliżej profesora. Wreszcie złapał go za koszulkę i potrząsnął.
– Zrozumiałeś?!
– Black, jeśli z nim pojedziesz, dostaniesz naganę od dyrektora. Dopilnuję tego osobiście – rzekł matematyk, patrząc na mnie z wściekłością w oczach, a ja śmiałam się w duchu, ostatkiem sił powstrzymując się przed wybuchnięciem.
– Śmiesz jej rozkazywać? – wtrącił się Mike. Uniósł dłoń, jakby zamierzał go rzeczywiście uderzyć. Wiedziałam, że tego nie zrobi, ale mimowolnie przestraszyłam się.
– Mikey, proszę…
– Nie wtrącaj się, skarbie. Załatwię to.
– To mój nauczyciel, Mike.
Podeszłam i pociągnęłam brata przyjaciółki za ramię, w stronę motocyklu.
– Jedź – szepnęłam mu na ucho. Puściłam mu oko. – Wpadnę potem.
Przyciągnął mnie i mocno pocałował. Odwzajemniłam gest, wczuwając się w rolę, chociaż w rzeczywistości marzyłam, aby na miejscu przyjaciela znalazł się profesor Malik.
– Black.
Oderwałam się od chłopaka i odwróciłam w stronę nauczyciela. Uśmiechnęłam się nieprzytomnie.
– Profesorze, jeszcze nikt nigdy mnie tak cholernie dobrze nie całował.
Oczy mężczyzny pociemniały. Tymczasem Mike odjechał, zostawiając mnie sam na sam z wkurwionym matematykiem.
– Idziemy! – fuknął.
– Do piekła?
– Już ja ci pokażę piekło!

Profesor Malik odwiózł mnie pod sam dom. Do samych drzwi zostałam odprowadzona przez jego natrętny wzrok. Gdy tylko zamknęłam się w środku, wybuchłam głośnym śmiechem. Osunęłam się na podłogę, rechocząc wniebogłosy. Dzisiejsza akcja zdecydowanie należała do najlepszych, a Michael spisał się fantastycznie.
Opanowałam się i wstałam z drewnianych paneli, po czym otarłam kąciki oczu mokre od łez. Obiecałam przyjacielowi, że do niego wpadnę, opowiedzieć jak było i zamierzałam dotrzymać słowa. Zamknęłam za sobą drzwi i energicznym krokiem ruszyłam ulicą. Na szczęście, Veronica i jej brat mieszkali niedaleko mnie.
Nacisnęłam dzwonek i czekałam. Otworzyła mi rudowłosa.
– Ri? Ty płakałaś? – zapytała z lekkim przestrachem. – Czy mój braciszek coś ci zrobił? A może profesorek?
Zaczęłam się śmiać, a z kuchni wyszedł Michael, rzucając mi zdziwione spojrzenie. Uspokoiłam się i odparłam:
– Przepraszam. Popłakałam się ze śmiechu – zachichotałam. – Nicki, gdybyś ty widziała Malika, nie wytrzymałabyś. Musiałam się powstrzymywać całe pół godziny, żeby się nie zdradzić.
– Wszystko w porządku? – spytał Mike.
– Jasne. Dobrze, że pojechałeś. Był wściekły, bardzo wściekły. Sądzę, że jego kontrola upadała, zwłaszcza, jak pocałowałeś mnie drugi raz – wyjaśniłam.
– Czyli udało nam się wzbudzić w nim zazdrość?
– Tak, ale on jakby nie chce tego pokazać. Nie wiem, dlaczego. Czyżby się czegoś obawiał? – pytałam.
– Ri, on jest twoim nauczycielem. Dziwisz mu się? Gdyby ktoś was zobaczył, mielibyście przesrane – stwierdziła Nicki.
– Tak? A jakoś nie miał żadnych obiekcji, gdy całował mnie trzy razy.
Kiedy tylko słowa opuściły moje usta, stało się kilka rzeczy naraz. Veronica zakrztusiła się krakersem, którego jadła, a Mike potknął się o dywan. Dwie szklanki z sokiem, które niósł wypadły z jego rąk, lądując na jasnych panelach.
– Co kurwa?! – krzyknęła przyjaciółka. – I ja się dopiero teraz o tym dowiaduję?!
– Nie było okazji… – zaczęłam niepewnie.
– Pocałował cię sam z siebie? On do ciebie lgnie, a ty próbujesz wzbudzać w nim zazdrość? – zapytał Mike.
– Malik jest skomplikowanym człowiekiem. Nie potrafię zrozumieć jego toku myślenia. Raz mnie całuje, by potem warczeć i wściekać się o byle co. On się mną bawi, rozumiecie? Skoro uważa, że mu na to pozwolę, to się grubo myli. Chciałam mu pokazać, jak ja się czuję, gdy traktuje mnie tak, jak to robił do tej pory – tłumaczyłam.
– Co za świnia – warknęła Veronica.
– Zachowuje się jak świnia, ale nią nie jest. Jest wspaniałym facetem – westchnęłam cicho. – Nicki, czasami się zastanawiam, czy to, co czuję nie jest zwyczajnym zauroczeniem. Czekałam, aż mi przejdzie. Minęło sporo czasu, od kiedy odkryłam swoje uczucia względem niego. Nie potrafię przestać o nim myśleć. Na każdą wzmiankę o nim, moje serce bije szybciej, a żołądek wywija koziołki. Nie mam pojęcia, co powinnam zrobić. To jest złe, a ja… chcę się w tym pogrążyć. On jest moim profesorem i nie możemy łamać stosunków nauczyciel – uczennica. Ale ja nie potrafię inaczej. Za każdym razem, gdy tłumaczy coś na lekcji, nie jestem w stanie oderwać wzroku od jego ust. Boże, jak on całuje!
– Każdy się w końcu zakochuje. Nie ma co się bronić przed tym uczuciem. W końcu dopadnie każdego. Zawsze tak się broniłaś przed miłością, Ri. To, co czujesz nie jest złe. Patrząc na zasady moralnego postępowania, jest nieetyczne. Ale miłość nie wybiera. On ci pokazuje, daje znak, że to ta osoba – powiedziała Nicki. – Jeśli go kochasz, mam zamiar cię wspierać.

Do domu wróciłam wieczorem. Postanowiłam zabrać się za naukę, bo następnego dnia miałam mieć sprawdzian z historii. A nie lubiłam dostawać złych ocen z przedmiotów, które sprawiały mi przyjemność.
Powtarzając czwartą lekcję, usłyszałam dźwięk przychodzącego SMS – a. Sięgnęłam po telefon i wpisałam kod.

Zastrzeżony: Mała dziwka… Puszczasz się z każdym napotkanym facetem? Pamiętaj, należysz do mnie.

Upuściłam telefon i skuliłam się na łóżku. Już zdążyłam zapomnieć, miałam nadzieję, że dał sobie spokój, ale nie. On pamiętał. Wie, gdzie mieszkam, obserwuje mnie, śledzi… Powinnam powiedzieć to mamie. Nie, to zły pomysł. Ma wystarczająco swoich problemów, nie mogę obciążać jej jeszcze swoimi kłopotami. Nikt mi nie może pomóc. Nikt…

Ze stresu i zdenerwowania, nie byłam w stanie zmrużyć oka. Myśl, że on jest w pobliżu napawała mnie szaleńczym strachem. Pragnęłam, aby to wszystko okazało się być jedynie złym koszmarem, z którego zaraz się obudzę. Dzwoniący telefon sprawił, że cicho krzyknęłam. Sięgnęłam po niego i spojrzałam na wyświetlacz. Zastrzeżony. Bez zastanowienia odrzuciłam połączenie. Jednak zadzwonił raz jeszcze, a potem kolejny. Za szóstym razem zdecydowałam się odebrać.
– Halo? – szepnęłam drżącym głosem.
– Bardzo mi się nie podoba, że mnie ignorujesz, kochanie. Muszę cię ukarać – wychrypiał. Wzdrygnęłam się.
– Czego chcesz? – wyjąkałam.
– Ciebie…
– Kim do cholery jesteś? – zapytałam, stojąc na skraju załamania.
– Twoim koszmarem…
Wyłączyłam telefon i schowałam go pod poduszkę. Pora zmienić numer.

Wstałam kompletnie niewyspana. Pod oczami pozostały sińce, które za wszelką cenę starałam się ukryć pod korektorem. Moje próby na niewiele się zdały.
Śniadania nie zjadłam, bo apetyt całkowicie zniknął, pozostawiając pustkę. Na dworze usłyszałam warkot motoru. Przynajmniej nie musiałam iść sama do szkoły. Po ostatniej nocy obleciał mnie paniczny strach. Bałam się tego, że za rogiem będzie czekał on… Prześladowca, mężczyzna, który sprawia, że drżę na samą myśl o nim. Jego głos jest jak gorycz spływająca po mojej duszy… Oddech żagwi, które wypalają moją skórę…


____________________________________________________________
Macie już jakieś podejrzenia względem prześladowcy? ^.^ Jak myślicie, kim on może być?
Miłego czytania, wciąż liczę na komentarze.
Tagi: #18
13.10.2015 o godz. 08:50
ROZDZIAŁ 17

... z dedykacją dla Nati. Dziękuję za wsparcie...


Patrzyłam na niego wyczekująco. Każda cholerna sekunda ciągnęła się w nieskończoność. Denerwowałam się coraz bardziej, a on… Wybuchnął głośnym śmiechem. Rzuciłam mu zdezorientowane spojrzenie.
– Kiedyś chodziłem na kółko teatralne, Ri. Występowałem w wielu sztukach, grałem różne role. Myślę, że dam radę – wyjaśnił.
– Czyli się zgadzasz? – zapytałam głupio.
– Jasne, że tak – uśmiechnął się,
Uściskałam go z całej siły, wołając:
– Dziękuję, dziękuję, dziękuję!
– A teraz powiedz jak mam się zachowywać, co robić, żeby twój wybranek był zazdrosny do bólu.
– Masz być czuły, ale bez przesady. Trochę szorstki, ostry i zaborczy. Nie odstępuj mnie na krok. Możesz pozwalać sobie na znacznie więcej, niż przyzwoitość nakazuje, jednocześnie pamiętając, iż to nasza pierwsza randka. Głupio to wszystko brzmi – westchnęłam.
– Nie ma problemu, Mała. Wolisz złych chłopców, co? Da się załatwić, tylko jeszcze skoczymy do mnie, OK.?
Pokiwałam głową, doskonale wiedząc, co ma na myśli. Wyglądał zdecydowanie za grzecznie. Zastanawiało mnie jedynie, jakim cudem zdoła w tak krótkim czasie dokonać przemiany image’u.
Czekając na Mike’a, rozmawiałam z Veronica, która czekała na Jamiego. Zazdrościłam jej relacji z chłopakiem, którego kochała. Ja niestety wciąż miałam pod górkę. Mimo to, nie chciałam rezygnować z dążenia do celu. Musiałam osiągnąć to, czego pragnęłam.
Z zamyślenia wyrwały mnie kroki Michaela. Ciężkie i obojętne. Jakby było mu wszystko jedno. Niepewnie podniosłam wzrok i wpatrzyłam się w brata mojej przyjaciółki. Wybałuszyłam oczy i byłam zaskoczona, że moja szczęka nie zderzyła się z ziemią. Rodzeństwo zaśmiało się z mojej reakcji.
– Im gorzej, tym lepiej – mruknęłam.
– Co? – zapytał Mike.
– Chodzi mi o to, że im groźniej wyglądasz, tym korzystniej dla mnie. Zabijaj wzrokiem każdego napotkanego faceta – wyjaśniłam.
– Nie ma sprawy, Mała.
Uśmiechnął się kpiąco i chwycił moją dłoń. Pożegnałam się z Nicki i razem z jej bratem opuściłam ich dom. Wsiedliśmy do samochodu. Przez całą drogę milczałam, myśląc w jaki jeszcze sposób mogłabym wzbudzić zazdrość w matematyku.
– Dobrze by było, żebym się czerwieniła – zaczęłam niepewnie. – Od czasu do czasu rzuć jakąś uwagą.
– Do usług.
Zgromił wzrokiem mężczyznę, który o sekundę za długo się na mnie gapił, po czym posłał mu szatański uśmieszek. Byłam pod ogromnym wrażeniem przemiany, jaka w nim zaszła w ciągu dwudziestu minut. Gdy tylko weszliśmy do środka, poczułam zapach piwa i męskiego potu. Pierwsza połowa meczu już trwała, a Barcelona strzeliła Manchesterowi gola. Rozejrzałam się po przyciemnionym wnętrzu. Zayna Malika nie dało się przeoczyć. Rozwichrzone, czarne włosy żyły własnym życiem. Biała koszulka z dekoltem w serek odcinała się na tle jego ciemnej karnacji. Spojrzałam na jego przystojną twarz. Wyglądał jak grecki bóg, a czarne oczy… Wywiercały mi dziurę w brzuchu. Patrzył na mnie intensywnie, a kiedy dostrzegł Michaela, który zaczął mi coś szeptać na ucho, zmarszczył brwi. Jego twarz wykrzywiła się w grymasie złości. Zaczerwieniłam się i uśmiechnęłam się do mojego chłopaka. Cmoknęłam go w policzek i pociągnęłam w stronę wolnego stolika, skąd miałam doskonały widok na rozwścieczonego profesorka. Jego irytacja mocno mnie pociągała. Miałam ochotę podejść i mocno go pocałować, dając mu do zrozumienia, że cholernie mi na nim zależy.
Zamiast tego zamówiłam szklankę wody z cytryną. Opicie się na pierwszej randce nie wchodziło w grę. Musiałam być trzeźwa, żeby wiedzieć, co się dzieje. Czy Malik wkurwi się na tyle, że po prostu wyjdzie? A może w obliczu zazdrości odwinie Mike’owi? Miałam nadzieję, że nie zdecyduje się na bijatykę, bo nie chciałam zajmować się krwawiącym i bijącymi się o mnie facetami.
– Tamten gościu cały czas się na nas gapi. Czuję, jakby wypalał mi dziurę w plecach. Moje ostrzegawcze spojrzenia nic nie dają. O co mu chodzi? – spytał Michael.
– To on. Nie odwracaj się.
– Przyznaj się, Mała, ile on ma lat?
Oblałam się głębokim rumieńcem i powiedział cicho:
– Dwadzieścia osiem.
– No, no, no. Widzę, że gustujemy w starszych, co?
Dałam mu sójkę w bok, a on zaśmiał się.
– Przecież to żaden grzech, kochana – zamruczał mi do ucha. Oparł ramię za moimi plecami i udawał, że całuje moją szyję. Spod półprzymkniętych powiek spoglądałam na swojego nauczyciela. Mężczyzna zaciskał usta w tak cienką kreseczkę, że nie było widać jego cudownych warg. Jęknęłam cicho, gdy wyobraziłam sobie, jak namiętny potrafi być.
– Ej, Mała, nie za bardzo wczuwasz się w rolę? – zaśmiał się, podnosząc na mnie rozbawiony wzrok. – Twój wybranek jest mega wściekły. Mam się go obawiać?
– Nie mam pojęcia, Mike. Nie wiem, do czego się posunie.
– My za to możemy się posunąć dalej.
Zaczerwieniłam się. Michael był naprawdę świetnym aktorem. Gdybym nie poprosiła go o taką przysługę, nigdy nie wpadłabym na to, czy mówi szczerze, czy gra.
– W jakich sztukach grałeś? – zapytałam. Objął mnie ramieniem i uśmiechnął się ironicznie. Grał.
– W Makbecie, Romeo i Julii, Mistrzu i Małgorzacie i Juliuszu Cezarze. To z takich poważniejszych ról. Reszta to epizody, niewarte wspomnienia. I odpowiadając na niezadane jeszcze pytanie, od października wybieram się na Akademię Filmową do Hollywood – odparł.
– Będę mieć sławnego przyjaciela – ucieszyłam się. – Liczę, że kiedyś mnie zaprosisz do Hollywood.
– Jakżebym mógł tego nie uczynić?
Przytuliłam się do niego, a mój wzrok uciekł w stronę Malika. Mężczyzna nie spuszczał z nas wzroku. Zaczęłam bawić się zgrabnymi palcami Michaela, które niestety nie były tak cudowne jak mojego nauczyciela. Powstrzymałam się przed jęknięciem, gdy wyobraziłam sobie, co mógłby zrobić z tymi dłońmi.
– Muszę do toalety – szepnęłam.
– Mam z tobą iść, prawda?
Pokiwałam jedynie głową.

Rano wstałam zmęczona, ale zadowolona jak nigdy. Ubrałam się, umyłam zęby, włosy związałam w kucyk i zeszłam na śniadanie. Kiedy wkładałam naczynia do zmywarki usłyszałam dzwonek do drzwi. Zdziwiona tym, kto mógł przyjść o tak wczesnej porze, poszłam otworzyć. Jakież było moje zaskoczenie, gdy ujrzałam swojego chłopaka. Uśmiechnął się do mnie konspiracyjnie, a ja zabrałam się za ubieranie butów.
– Nie spodziewałaś się mnie, co, Mała?
– Szczerze powiedziawszy, to nie. Ale to fantastycznie, że przyszedłeś, jednak… skąd wiesz, że on…
– Słuchaj, Ri. Miłość nie wybiera. Wiem, że on jest twoim nauczycielem. Nie dawałem żyć mojej siostrze, prosząc ją, żeby mi wszystko opowiedziała. Chciałem wiedzieć, na czym stoję i pod czym się podpisuję. Jeśli go kochasz, nie w moim interesie leży wyperswadowanie ci tego. Chcę ci pomóc jeszcze bardziej niż na początku. Chodź, Mała. Zobaczysz, że wreszcie nie wytrzyma. Złamiemy go – powiedział.
Przytuliłam go i cmoknęłam w policzek.
– A to za co? – zaśmiał się.
– Przyzwyczajaj się, Mike.

Pierwszy raz w życiu jechałam harleyem. Zawsze o tym marzyłam i moje marzenie właśnie się spełniło. Byłam w tak dobrym humorze, jak jeszcze nigdy. Michael celowo zaparkował przed oknem w pokoju nauczycielskim. Zauważyłam twarz Malika, którą wykrzywił grymas wściekłości, gdy dostrzegł mnie z moim chłopakiem. Uśmiechnęłam się uroczo do przyjaciela. Wszystkie dziewczyny oglądały się za bratem Nicki. Żadna jednak nie znała jego tożsamości.
– No, kochany, buziaczka daj na pożegnanie swojej dziewczynie – mruknęłam, śmiejąc się.
– Jak sobie życzysz, księżniczko.
Przyciągnął mnie i namiętnie wpił się usta. Zaplotłam dłonie na jego karku i oddałam pocałunek z równie ogromną pasją. Kiedy się oderwaliśmy, byłam cała zdyszana i zarumieniona. Mike przesunął kciukiem po mojej dolnej wardze i uśmiechnął się lekko, po czym wsiadł na harleya i odjechał. Chwiejąc się lekko na boki, ruszyłam w stronę wejścia do szkoły. Czułam się cudownie, ale wiedziałam, że to nie było to.

Obawiałam się matematyki. Malik był zły i mógł się nade mną poznęcać, żeby mnie ukarać. Westchnęłam i przetarłam oczy. Byłam zmęczona, ale wiedziałam, że nie mogę odpłynąć, nie teraz. Profesor wpadł do klasy jak tornado, robiąc przeciąg. Drzwi głośno za nim trzasnęły. Widziałam w jego oczach furię. Podszedł do swojego biurka i niedbale rzucił książki.
– Wyciągamy karteczki – warknął tak zimnym głosem, że aż się wzdrygnęłam. Zauważyłam przerażenie malujące się na twarzach innych osób. Ups…
– Panie profesorze, nie zapowiadał pan kartkówki – zaczęła Kendall. Pierwszy raz w życiu byłam skłonna się z nią zgodzić.
– Nie mam takiego obowiązku! – ryknął. – Koniec pobłażania, głaskania po główkach i chwalenia. Macie się starać! Macie pokazać mi, że zasługujecie na dobre oceny! Cisza!
Jeszcze nigdy w życiu nie widziałam go w tak paskudnym stanie. Bywał zły i sarkastyczny, ale w porównaniu do tego, co działo się z nim teraz, tamto to była zabawa w piasku.
– Co go ugryzło? – wyszeptała Nicki.
– Nie mam zielonego pojęcia – rzekłam równie cicho.
– BLACK! Zadanie karne! – wrzasnął.
– Ale…
– NIE DYSKUTUJ! Widzimy się po lekcji, dostaniesz temat.
I na tym zakończyły się wszelkie rozmowy. Każdy dostał kartkę z działaniami do rozwiązania. Nikt nie był w stanie się z nimi uporać do końca lekcji. Gdy zadzwonił dzwonek, Malik przeszedł się po klasie, wyrywając wszystkim arkusze. Nie obchodziło go, że ktoś jeszcze pisał. Miał wszystko w dupie. Nie chciałam zostawać z nim sam na sam w klasie, więc wmieszałam się w tłum, próbując dostać się jak najszybciej do wyjścia. Wszyscy opuszczali pomieszczenie w pośpiechu, chcąc znaleźć się od rozwścieczonego nauczyciela jak najdalej. Ktoś chwycił mnie za ramię i zostałam wręcz brutalnie pociągnięta z powrotem do sali lekcyjnej.
– A gdzie to się wybieramy, Black? Zapomniałaś o karze? – wysyczał.
Ostatni uczeń popatrzył na mnie ze współczuciem i wyszedł, zamykając za sobą drzwi.
– Siadaj – rozkazał tonem nieznoszącym sprzeciwu.
Posłusznie wykonałam polecenie, zajmując krzesło w pierwszej ławce.
– Wyciągnij zeszyt od matematyki i zapisuj. Radzę ci się pospieszyć, bo nie mam zamiaru się powtarzać.
Wygrzebałam notatnik z plecaka i otworzyłam na stronie z ostatnią lekcję. Byłam gotowa.
– Wyjaśnij twierdzenie Herona z Aleksandrii dotyczące drogi promienia światła.
– Ale profesorze, przecież to jest na rozszerzeniu, a ja…
– Nie obchodzi mnie, jak to wykonasz. Zadanie ma być zrobione prawidłowo i powinno znaleźć się jutro przed lekcją na moim biurku. Brak zadania równa się jedynce. I dopóki go nie otrzymam, dostaniesz tyle jedynek, ile będziemy mieć wspólnych zajęć.
Pokiwałam posłusznie głową i podniosłam się z siedzenia, w celu jak najszybszego opuszczenia szkoły. Chciałam znaleźć się daleko od profesora Malika. Poczułam jego dużą, męską dłoń, która skutecznie uniemożliwiała mi jakikolwiek ruch.
– Czy ja powiedziałem, że możesz iść?

____________________________________________________________
Hejka naklejka. Rozdział dodaję głównie dlatego, że nie znoszę robić sobie zaległości. A nie było niczego od 17 dni. Smuci mnie to, że pod ostatnią notatką było jedynie pięć komentarzy. Dawniej w kilka dni dobijaliście do 10, a teraz? Nie mam motywacji.
Rozdział 18 jest napoczęty. Kiedy dodam? Dobre pytanie. Nie mam pojęcia. Na chwilę obecną muszę zmierzyć się ze szkołą i... cóż pewną istotną dla mnie rzeczą. Nie poświęcam tyle uwagi "Subsequentis" co wcześniej. Mogę jednak obiecać, że mam zamiar dokończyć tą historię. Przygotowuję też pewną niespodziankę, ale na chwilę obecną nie chcę zapewniać, że ona się uda. Mam ogromną nadzieję, że tym razem pojawi się więcej komentarzy.
Tagi: #17
30.09.2015 o godz. 16:37
ROZDZIAŁ 16

... z dedykacją dla mojej kochanej Alex...


Okolica była piękna. Świeże powietrze, brak zapachu spalin. Wokół bujne trawy, a na horyzoncie las. Ogromny, mroczny, kryjący zbyt wiele tajemnic, by odkryć je za życia. Wiosna to najpiękniejsza pora roku, a ja nigdy nie miałam okazji zobaczyć, jak naprawdę wygląda. Zawsze mieszkałam w mieście, nigdzie nie wyjeżdżałam, bo i po co?
Profesor Malik zatrzymał motocykl i zgasił silnik. Z gracją zeskoczył ze ścigacza i uprzejmie podał mi ramię. Gdy tylko poczułam grunt pod stopami, nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Adrenalina sprawiła, że cała drżałam. Oparłam się o motor i pozwoliłam, aby nauczyciel pozbył się kasku z mojej głowy.
– Podobało się? – zapytał, jakby od niechcenia.
Nie ufając swojemu głosowi, skinęłam. Uśmiechnął się i pociągnął mnie za rękę. Ciemny las, dorosły mężczyzna i ja… Przygryzłam wargę i zatrzymałam się gwałtownie. Matematyk odwrócił się i spojrzał na mnie pytająco.
– Nie – powiedziałam tylko.
Jego zgrabne palce sprawnie pieściły moją dłoń, powoli łamiąc moją silną wolę. Jęknęłam z rezygnacją.
– Nie ufasz mi? – wyszeptał tak cicho, że musiałam czytać z ruchu jego warg.
Ostrożnie przyciągnął mnie do siebie. Objął moją twarz dużymi, męskimi dłońmi, z których biło ciepło. Ciepło i żar do których tak mocno lgnęłam. Jak ćma do odrobiny światła.
Opuszkami gładził delikatnie skórę.
– Dlaczego pan to robi? – spytałam błagalnie. – Dlaczego nie może zostawić mnie pan w spokoju?
– Nie potrafię – rzekł. – Zaufaj mi, proszę.
Delikatnie ujął moje ręce i spojrzał mi głęboko w oczy. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie. Zakochałam się w jego niemal czarnych tęczówkach. Biła od nich tajemnica, mroczność, które zachęcały do odkrywania nowych miejsc. Nie mogłam uwierzyć w to, że… że mu na mnie zależało.
– Ufam…
Ruszyliśmy w drogę, przedzierając się przez gęste zarośla. Malik mocno trzymał moją dłoń, nie chcąc jej puścić, a mnie to wcale nie przeszkadzało. Nie bałam się, bo wiedziałam, że on nie zrobi mi krzywdy. Wierzyłam wszystkiemu, co mówił. Byłam zbyt zaślepiona…
– Jesteśmy – usłyszałam po pół godzinnym marszu.
Wyszłam zza jego szerokich barek i oniemiałam. Widok, jaki roztaczał się przed moimi oczami był oszałamiający. Nieduże jezioro na środku polany przybrało piękny odcień niebieskiego koloru, doskonale odbijając w swojej przejrzystej tafli niebo. Soczysta trawa, która aż prosiła, by na niej usiąść, kusiła oczy, a kwiaty wręcz błagały, by je wąchano, zapoznawano się z ich pięknym zapachem, który niósł się po całej polanie i przyjemnie drażnił nozdrza. Odetchnęłam głęboko.
– Pięknie – zdołałam wykrztusić.
Poczułam ręce, które zaborczo spoczęły na moim brzuchu.
– Jesteś pierwszą osobą, której pokazałem to miejsce – wyszeptał.
Wąskie usta muskały moją szyję. Oparłam głowę na ramieniu profesora… Zayna. Pociągnął mnie w dół i posadził przodem do siebie. Siedziałam teraz okrakiem na jego umięśnionych nogach i aż jęknęłam z zachwytu, gdy zaczął mnie całować. To, co wyprawiał ze swoimi ustami, z jaką pasją i czułością pieścił moje wargi, przechodziło najśmielsze wyobrażenia. Jego dłonie powoli zsunęły się na pośladki. Przyciągnął mnie bliżej, jakbym była zbyt daleko.
I choćby świat miał się skończyć, żadna siła by nas…
Nagły szelest sprawił, że oderwałam się od mężczyzny. Spojrzałam na niego ze strachem. Wyglądał na zaskoczonego i zdezorientowanego.
– Co to było? – wyszeptałam przerażona.
– Niby co? – odparł pytaniem.
– Chodźmy stąd.
– Ale…
– Proszę. Po prostu chcę już iść – przerwałam mu.
– Jasne – odparł oschle.
Magiczna chwila pękła jak bańka mydlana. Została zastąpiona chłodem bijącym z postaci Malika. Nie podobało mi się to wszystko coraz bardziej, ale w żaden sposób nie potrafiłam temu zaradzić. Wszystko się pokomplikowało do tego stopnia, iż nie mogłam i nie chciałam egzystować bez Zayna. Za bardzo mi na nim zależało. Przywiązałam się do niego jak do niewielu osób w moim życiu. Uzależniłam się od jego postaci i każdego gestu. Zakochałam się w jego głosie i bezdennych oczach, podejściu do ludzi i świata. To nie było czyste pożądanie. To było kiełkujące uczucie, którego zawsze się bałam za wszelką cenę starałam się go uniknąć, ale wiedziałam, że kiedyś nadejdzie ten moment i będę musiała stawić czoła miłości.
Mężczyzna podał mi kask, który w pośpiechu założyłam. Nawet nie zauważyłam, jak znaleźliśmy się przy ścigaczu. Równie szybko minęła droga do domu. Bez zbędnych problemów. Miałam nadzieję, że mamy nie będzie. Nie chciałam żadnych pytań. Pragnęłam jedynie znaleźć się w pokoju, chociaż na krótką chwilę zapomnieć o wszystkich problemach, które ciążyły nade mną jak fatum.
Gdy tylko przekroczyłam próg, zastałam niezmąconą niczym ciszę. Odetchnęłam ciężko i pozwoliłam sobie na chwilę słabości. W końcu każdy musi się wypłakać.
W tamtej chwili potrzebowałam przyjaciela, by móc się wygadać, wyrzucić wszystkie tłumione emocje, pozbyć się zbędnego balastu, ciążącego na moich barkach.
Bez zastanowienia zadzwoniłam do Nicki i już po dziesięciu minutach byłam w jej objęciach.
– Nie płacz, skarbie. Uspokój się i wszystko opowiedz.
I powiedziałam. O skrywanych uczuciach do profesora, o prześladowcy i wszystkim innym, co męczyło mnie od dawna.
A ona? Nic nie mówiła. Po prostu była i aż była…

Nie miałam pojęcia, jak znalazłam się w łóżku. Niewiele pamiętałam z poprzedniego wieczoru. Nawet nie wiedziałam, kiedy zasnęłam.
Wstałam, zbyt otępiała, by myśleć i funkcjonować normalnie. jak w transie wykonałam poranną toaletę, ubrałam się i bez śniadania wyszłam z domu. Środa była środkiem tygodnia i jednocześnie przypominała, że do weekendu zostało dwa dni. Marne pocieszenie, ale zawsze jakieś.
Czułam się, jakbym dostała młotem w głowę, zupełnie jak wtedy, gdy dowiedziałam się, że przez całe życie byłam okłamywana przez rodzoną matkę. To bolało. Tak samo bolesne było zachowanie Malika. Raz traktuje mnie jak idiotkę i ośmiesza przed wszystkimi, aby potem namiętnie całować.
Jeśli uważa, że może grać na moich uczuciach, to się grubo myli. Już ja mu pokażę…

Plan rodził się w mojej głowie przez cały dzień. Miałam nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z moją myślą.
Po lekcjach poprosiłam przyjaciółkę o numer do jej starszego brata.
– Chcesz się z nim umówić? – zapytała, śmiejąc się.
– Poniekąd.
– Przecież ty nigdy… – zaczęła, ale przerwałam jej.
– Wiem, Nicki. On też nigdy nie myślał o mnie w jak o potencjalnej drugiej połowie. Zawsze traktował mnie jak przyjaciółkę swojej młodszej siostry. Ja po prostu chcę się na kimś zemścić.
– To wszystko wyjaśnia – uśmiechnęła się do mnie szatańsko. – Zapisuj.
Pół godziny później byłam umówiona na „randkę” z Michaelem o dziewiętnastej w „Sherlocku”. Dziś miał grać Manchester z Barceloną i byłam w stu procentach pewna, że profesor także się tam pojawi.
Gdy tylko wróciłam do domu, zabrałam się za przygotowania. Z szafy wyciągnęłam letnią, zwiewną sukienkę, wiązaną na karku. Jej odcień przypominał lazurowy błękit tropikalnego nieba. Włosy zakręciłam w delikatne loki, na twarz nałożyłam jasny podkład, puder, odrobinę różu i niebieskie cienie. Rzęsy wydłużyłam tuszem, a eyeliner dodał moim oczom wyrazistości. Biała kredka powiększyła rzeczywisty rozmiar narządu wzroku. Usta pociągnęłam szminką w kolorze czerwonego wina. Spojrzawszy w lustro, nie poznałam samej siebie. Cóż… raz na jakiś czas każdy potrzebuje odskoczni.
Usłyszawszy dzwonek, zbiegłam na parter. Z szafki wyciągnęłam białe, asymetryczne szpilki. Otworzyłam drzwi i uśmiechnęłam się na widok Michaela.
– Cześć, Mike.
– Gdybym cię dobrze nie znał, powiedziałbym, że ktoś cię podmienił – rzekł poważnie.
Zaśmiałam się perliście. Młody mężczyzna podał mi ramię, które bez wahania ujęłam.
Michael miał 23 lata i był cholernie idealny. Zupełnie jak siostra, chociaż poza oczami nie mieli wiele wspólnego. Mimo to, dogadywałam się z nim równie dobrze.
Chłopak miał metr dziewięćdziesiąt wzrostu i grał w koszykówkę. Krótkie, brązowe włosy ułożone były w artystycznym nieładzie, a lekki zarost dodawał męskości. Zawsze, kiedy się uśmiechał, w jego policzkach pojawiały się dołeczki, które sprawiały, że wyglądał jak chłopiec w ciele mężczyzny.
– Ri, skarbie, czy byłabyś tak miła i dokładnie wytłumaczyła, co zmierzasz? – zapytał, gdy wyjechaliśmy.
– Mam nadzieję, że nie masz dziewczyny – zaczęłam, a jego uśmiech uznałam za potwierdzenie. – Chcę się zemścić na pewnym facecie, ale żeby tego dokonać, muszę wzbudzić w nim zazdrość. I właśnie tu jest twoja rola. Czy byłbyś gotowy udawać mojego chłopaka?
Spojrzałam na niego, oczekując jakiejkolwiek reakcji.

____________________________________________________________
Po pierwsze wyjątkowo krótko, po drugie beznadziejnie. Pisane wręcz na kolanie, w ogromnym pośpiechu. Dodaję, żeby nie narobić sobie ogromnych zaległości. Mam nadzieję, że następne będą publikowane troszeczkę częściej. Wciąż czekam na mojego nowego laptopa. Prawdopodobnie w tym tygodniu już go będę mieć, więc zabiorę do internatu. A teraz miłego czytania i ciao. Lecę na autobus ;)

Michael Blue – tak mniej więcej sobie go wyobrażam. Początkowo miał być Zac Efron, ale nie przepadam za nim.
Tagi: #16
13.09.2015 o godz. 15:08
ROZDZIAŁ 15

... z wyjątkową dedykacją dla mojego Przyjaciela, który bardzo mnie wspiera. I tak tego nie zobaczy, ale mimo wszystko...


Niedziela minęła zbyt szybko i nadszedł poniedziałek. Denerwowałam się tak bardzo, że omal zaspałam i nie byłam w stanie skonsumować śniadania. W kuchni zbiłam szklankę, a po wyjściu z domu potknęłam się i boleśnie wylądowałam na soczyście zielonej trawie. Na szczęście miałam na sobie czarną sukienkę sięgającą połowy uda, więc nie poplamiłam ubrania. Jedynie kolana były trochę ubrudzone. Musiałam wrócić i umyć je w łazience.
Pech prześladował mnie od samego rana. Spóźniłam się na geografię, więc za karę zostałam pytana. Wszystkie informacje, jakie posiadałam, wyparowały i dostałam jedynkę. Jakby atrakcji było mało, Kendall ośmieszyła mnie przed całą szkołą, puszczając plotkę o tym, że próbowałam jej wmówić, iż mam romans z księciem Harrym, co było bzdurą nad bzdurami. I teraz wszyscy mieli mnie za idiotkę, która za wszelką cenę chce zdobyć przyjaźń Jenner i popularność.
Na szczęście odnalazłam zrozumienie i oparcie w moich prawdziwych przyjaciołach. W tamtym momencie dziękowałam, że ich mam. Wiedziałam, że zawsze będą ze mną.
Mama przyjechała po mnie po drugiej lekcji, przed matematyką. Wspaniale, bo nie zniosłabym lekcji z Malikiem. Nie dziś i najlepiej już nigdy. Nie mogłabym patrzyć na niego i słuchać tego, co mówi, bez wyobrażenia, jak całuje i co jeszcze może mi zrobić swoimi cudownymi ustami. To była jedyna dobra wiadomość tego dnia.
– W porządku? – zapytała mama.
– Jasne – westchnęłam.
– Przecież widzę. Co się dzieje, Rito?
– Oprócz tego, że zbiłam szklankę, dwa razy się potknęłam, dostałam pałę na geografii, zostałam wyśmiana przez całą szkołę w związku z moim rzekomym romansem z księciem Harrym i posądzona o chęć przyjaźnienia się z Kendall Jenner? Nic. – Wzruszyłam ramionami i spojrzałam na kobietę. Zaskoczona zauważyłam, że ostatkiem sił powstrzymuje się od chichotu. Po chwili nie wytrzymała i wybuchła głośnym śmiechem. A ja zrobiłam to, co ona.
– Jak na jeden dzień to bardzo dużo – powiedziała, ochłonąwszy.
– Zdecydowanie – rzekłam, uśmiechając się. – Myślałam, że bardziej się przejmiesz tym wszystkim.
– Szklankę się kupi. Jeśli nie zrobiłaś sobie krzywdy, kiedy się przewróciłaś, to w porządku. Jedynkę poprawisz, a romans z księciem to coś. Zawsze można wykorzystać tę plotkę na twoją korzyść. Przyjaźń z Jenner? Nie sądzę – wyjaśniła. – A po za tym potrzebowałam trochę się pośmiać. Zwłaszcza przed tym, co nas teraz czeka.
Pokiwałam głową i westchnęłam. Miałam nadzieję, że wszystko pójdzie tak, jak sobie to zaplanowałyśmy poprzedniego dnia. I byłam wręcz pewna, że nam się uda. Moja mama była silną kobietą i wspaniałym prawnikiem. Ponad to, miała za sobą swojego szefa, innych pracowników, a nawet rodziców Williama, którzy, gdy tylko dowiedzieli się o tym, co zrobił ich syn, natychmiast skontaktowali się z mamą i powiadomili nas o swoim wsparciu. Musimy to wygrać!

Zgodnie z decyzją sądu, majątek rodziców został podzielony. Mama otrzymała trzy czwarte całości, włącznie z domem i dwoma samochodami, William resztę, wraz z nakazem płacenia comiesięcznych alimentów w wysokości tysiąca funtów. Po rozprawie, która trwała dobre dwie godziny, cieszyłyśmy się z mamą jak małe dzieci. Równoznacznie z rozwodem, godność mojego ojczyma, który przy ślubie przyjął panieńskie nazwisko matki, uległo zmianie. Od tej pory był Williamem Murdock. Swoją drogą, nie zazdrościłam mu tego. Okropne!
Zdecydowałam się wrócić do szkoły, ponieważ miałam umówione spotkanie z Cox, a bardzo nie chciałam jej zawieść, nie pojawiając się na nim. W końcu było bardzo ważne, bo dotyczyło konkursu na etapie międzynarodowym.
Gdy tylko przekroczyłam próg budynku, musiałam wpaść na profesora Malika. Bo jakże by inaczej.
– Panna Black – rzekł cicho, nie odrywając wzroku od moich ust.
– Witam, profesorze. Przepraszam, ale bardzo się spieszę.
Chciałam go wyminąć, ale dyskretnie złapał mnie za nadgarstek.
– Musimy porozmawiać.
– Hm… Nie – odparłam, wzruszając ramionami.
– Nie? – zapytał zdezorientowany.
– Gratuluję dedukcji – powiedziałam ironicznie.
Wyrwałam dłoń i odsunęłam się od niego.
– Żegnam.
Szybkim krokiem przebyłam korytarz dzielący mnie od klasy do języka angielskiego. Weszłam do środka i zatrzasnęłam za sobą drzwi. Było pusto. Moi rówieśnicy mieli ostatnią godzinę z panem Shelby, który był sześćdziesięcioletnim nauczycielem historii. Sposób, w jaki prowadził swoje zajęcia usypiał nawet kujonów.
Usiadłam w jednej z wielu ławek i postanowiłam poczekać. Wyciągnęłam książkę i zagłębiłam się w lekturze. Nie potrafiłam się jednak skupić na czytaniu, bo rozpraszała mnie myśl o dotyku Malika. Wciąż czułam mrowienie na nadgarstku.
Drzwi otworzyły się i energicznym krokiem weszła roześmiana Jocelyn Cox. Puściła mi perskie oko i zasiadła naprzeciw mnie.
– Witaj, skarbie. Mam dla ciebie kilka interesujących testów do rozwiązania – zaczęła. – Dziś będzie krótki i szybko, ponieważ bardzo mi się spieszy. Mam nadzieję, że mi to wybaczysz.
– Jasne, nie ma sprawy.
– Świetnie.
Z torebki wyciągnęła sporej grubości teczkę. Otworzyła ją i wyjęła kilka plików kartek.
– Są skserowane z mojego repetytorium. Stopień trudności w skali od jeden do dziesięć oceniam na siedem. Wierzę, że dasz sobie świetnie radę.
– Dziękuję – odpowiedziałam. – Mam nadzieję, że tak będzie.
– Wiesz już jaki kierunek studiów obierzesz? – spytała, gdy byłam w trakcie chowania testów.
– Chciałabym bardzo filologię angielską i francuską, ale pewnie pójdę na prawo – odparłam.
– Dlaczego?
– Bo jestem już tam zapisana od dwóch lat – szepnęłam.
Do tej pory jakoś unikałam tego tematu. Nie potrafiłam przeboleć faktu, że decyzje zostały już dawno podjęte. Niestety, beze mnie.
– Nie pozwól sobie zniszczyć życia i radości z niego – odezwała się po chwili milczenia.
Uśmiechnęłam się smutno.
– Do widzenia, pani profesor.
Wyszłam z klasy i skierowałam się do wyjścia. Dziś musiałam wracać na nogach.

Kiedy znalazłam się w domu, dotarł do mnie cudowny aromat. Zrzuciłam buty i pognałam do kuchni. Byłam diabelnie głodna.
Przy blacie stała mama, krojąc warzywa do sałatki. W piekarniku piekła się pierś z indyka, a na kuchence bulgotała kremowa zupa z dyni.
– Cześć mamo! – zawołałam radośnie. Od bardzo dawna nie miałam okazji, aby zobaczyć ją w takiej sytuacji.
– Och, już jesteś? Myślałam, że będziesz później.
– Cox nie przedłużała. Załatwiłam, co miałam zrobić i oto jestem. Pomóc ci w czymś?
– Nie. Idź do jadalni i usiądź. Prawie skończyłam.
Zrobiłam to, co kazała. Stół nakryty był białym obrusem. Na środku stała butelka wina. Całość ozdobiona była bordowymi detalami. Nie spodziewałam się, że stać an coś takiego moją mamę.
Usiadłam na jednym z krzeseł i czekałam. Po chwili do pomieszczenia weszła mama z dwoma talerzami zupy. Postawiła jeden przede mną i zajęła swoje miejsce. Do kieliszków nalała trochę wina.
Uniosła lampkę i powiedziała:
– Za wygraną rozprawę.

Po dwóch godzinach siedziałyśmy na kanapie, kończąc zimnego szampana. W głowie mi szumiało od nadmiaru alkoholu. Mama tez była w nienajlepszym stanie. Oglądałyśmy jakiś film romantyczny i na przemian płakałyśmy i śmiałyśmy się. Wreszcie zasnęłyśmy, wykończone.
Obudziłam się z głową na kolanach rodzicielki. Przetarłam oczy i spojrzałam na zegarek. Cholera! Dochodziła ósma, a ja nie byłam przygotowana do szkoły. Wstałam i w ekspresowym tempie znalazłam się w łazience. Włosy związałam w niedbałego koka, umyłam zęby i ruszyłam do łazienki. Z szafy wyciągnęłam pierwsze lepsze ubrania, w pośpiechu je na siebie zakładając. Spryskałam szyję wodą toaletową, przepakowałam się i zaczęłam wiązać glany. Dwadzieścia minut później byłam gotowa do wyjścia. Schowałam klucze i na deskorolce dojechałam na miejsce. Do klasy weszłam razem z dzwonkiem. Usiadłam w ostatniej ławce i odetchnęłam. Miałam ogromnego kaca, a nawet nie zdążyłam zabrać tabletek. Na przerwie będę musiała wybrać się do pobliskiego sklepu.
Zajęcia mijały całkiem szybko. Na samym końcu była matematyka, której obawiałam się najbardziej. Podczas trwania lekcji, wierciłam się niecierpliwie na krześle, nie mogąc doczekać się jej zakończenia. Gdy wreszcie zadzwonił dzwonek, zerwałam się jako jedna z pierwszych i ruszyłam do wyjścia. Niespodziewanie zatrzymał mnie głos, którego przez krótki moment znienawidziłam.
– Panno Black, proszę do mnie.
Uczniowie w pośpiechu opuszczali salę, a ja stałam jak idiotka na jej środku. Zacisnęłam dłonie w pięści i na drżących nogach podeszłam do matematyka, siedzącego przy biurku.
– Słucham pana, profesorze – wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
Uśmiechnął się złośliwie. Zmierzył mnie wzrokiem, specjalnie się z tym nie kryjąc. Nie odzywał się przez kilka minut, a ja ze zdenerwowania zaczęłam przygryzać wargę. Skrajnie irytowała mnie ta niezręczna cisza. Postanowiłam ją przerwać.
– Liczę na wytłumaczenie z pana strony. Cóż to za istotny powód, dla którego miałam po raz kolejny zostać po lekcji?
– Chodź ze mną. Chcę ci coś pokazać – odezwał się.
– Już zaczęłam się obwiać, że stracił pan głos – rzekłam złośliwie.
– Przy twojej osobie nie trudno o to – odgryzł się.
Wyszliśmy z klasy. Korytarze szkolne świeciły pustką. Malik kazał na siebie zaczekać, samemu kierując się do pokoju nauczycielskiego. Wrócił chwilę później. Wskazał na tylne drzwi, prowadzące na parking dla nauczycieli. Stał tam jedynie czarny ścigacz Suzuki. Zmarszczyłam brwi. O co, do diabła, chodzi?
Zawsze marzyłam o tym, żeby mieć taki motor dla siebie. Rodzice jednak nigdy nie chcieli mi go kupić. Dlatego po jakimś czasie po prostu mi przeszło. Ale teraz znów się poczułam, jakbym była młodsza. Pragnienie powróciło.
– Na co czekasz? Chodź tu – powiedział.
Zbliżyłam się. Wcisnął mi kask w ręce i kazał założyć.
– A pan?
Posłał mi krótki uśmieszek i przyciągnął do siebie. Poczułam, jak nogi odmawiają mi posłuszeństwa. Bezceremonialnie wpatrywał się w moje usta. Z trudem odsunęłam się od niego. Zapięłam kask i czekałam. Mężczyzna wsiadł na motor i pomógł usadowić mi się za sobą. Objęłam go ramieniem i niecierpliwie wręcz czekałam, aż odpali motocykl. Zapomniałam o wszystkim. Liczyła się tylko ta chwila.
Powoli wyjechał z terenu szkoły. Po zapełnionych ulicach poruszaliśmy się bardzo wolno, ale gdy znaleźliśmy się na autostradzie poznałam smak prawdziwej jazdy na szybkim motorze. Adrenalina pulsowała w moim ciele, wywołując ciarki. Siedziałam tak blisko mojego profesora, a sytuacja w jakiej byliśmy sprawiała, że czułam podniecenie.
Malik niespodziewanie zjechał z autostrady. Jechaliśmy polną, wyboistą drogą i wtedy właśnie uświadomiłam sobie, co tak naprawdę się dzieje. Jestem w obcym dla mnie miejscu, około 30 kilometrów od Londynu, w towarzystwie nauczyciela, który cholernie mnie pociąga.

To nie mogło skończyć się dobrze…

____________________________________________________________
Cześć kochani! Dawno nie było rozdziału, ale byłam bardzo zabiegana. W poniedziałek jadę do internatu i na razie będę trochę odcięta od blogosfery. Jednakże, gdy tylko wrócę na weekend, w miarę moich możliwości i szybkości napisania kolejnego rozdziału, postaram się coś dodać.
Zdecydowałam się na stałą współpracę z betą Penna. Na chwilę obecną rozdział drugi jest w trakcie poprawiania. Postaram się zaktualizować wszystkie notatki po kolei. Jak zawsze mam nadzieję na komentarze i szczere opinie. Trzymajcie się ;)
Tagi: #15
29.08.2015 o godz. 19:00
ROZDZIAŁ 14

... z dedykacją dla lostprincess. Jesteś boska! Dziękuję z całego serducha za Twoją pomoc...


Tylko nie to!

Skąd mama ma pewność, że on mówi prawdę? Nawet się nie przedstawił. Walnął beznadziejne zdanie o tym, że jest nauczycielem, a ja mam lepsze wyniki w nauce i już mu uwierzyła. To całkowicie przeszło moje wyobrażenie. Co się stało z tą ostrożną i nieufną kobietą? Dlaczego tak łatwo to zaakceptowała i najzwyczajniej w świecie pozwoliła mu wejść do naszego domu?
Zagryzłam wargę i ruszyłam w stronę wejścia. Za mną szedł Malik, wiercąc mi wielką dziurę w plecach swoim cholernym wzrokiem.
– Napije się pan czegoś? Może kawy? – zaproponowała matka.
Prychnęłam pod nosem. I co jeszcze? Zaproponuj mu, żeby się przeprowadził. Będzie spał ze mną w pokoju…
– Chętnie. Czy byłbym zbyt nachalny, gdybym poprosił o porozmawianie z pani córką na osobności?
– Ależ skąd. Ja i tak za chwilę muszę iść do pracy. Proszę się rozgościć i nie krępować.
– Dziękuję.
Mama postawiła wodę i wyszła z kuchni. Profesor rozsiadł się na krześle, i jak gdyby nigdy nic czekał, aż zrobię mu tę pieprzoną kawę.
– Czego pan chce? – burknęłam.
Kpiarsko uniósł kącik ust i pokręcił lekko głową. A ja w myślach zaczęłam wymyślać najróżniejsze inwektywy pod jego adresem. Posłałam nauczycielowi diabelski uśmieszek.
Tymczasem do kuchni wróciła mama. Pocałowała mnie w czoło, pożegnała się z Malikiem i wyszła z domu.
– Zostaliśmy sami… – zauważył mężczyzna.
– Gratuluję dedukcji – warknęłam.
Zalałam kawę i postawiłam kubek na stole.
– Pan wypije i jedzie. Mam mnóstwo zajęć i niezbyt dużo czasu na bezsensowne pogawędki.
– I tak nie będziesz niczego robić – wymruczał. – Chcę wiedzieć, co się stało. Dlaczego byłaś w szpitalu?
– A skąd pan wie, że tam przebywałam?
– Mam swoje źródło informacji – wyjaśnił.
– Źle się poczułam – odparłam chłodno. – Skoro już pan wie, to co chciał, proszę iść.
– Kłamiesz, Black. Wiem o tym.
Przygryzłam wargę i spojrzałam na niego. Zaczął mnie wkurzać. Nienawidziłam osób, które wpieprzały się z buciorami do mojego życia i węszyły nie tam, gdzie powinny.
– Nie pańska sprawa.
Wstałam nerwowo z krzesła i wskazałam mu wyjście. Podniósł się i ruszył za mną. Położyłam dłoń na klamce i już miałam ją nacisnąć, gdy silne ramiona pociągnęły mnie do tyłu i przywarły do ściany. Poruszyłam się, chcąc wyrwać się z objęć mężczyzny, ale prawdę mówiąc, wcale się nie starałam. Gdybym naprawdę chciała, mogłabym go dotkliwie pobić. Jednak nie zależało mi na odsunięciu się od niego. Tak właściwie, pragnęłam, żeby mnie znów pocałował. Marzyłam, aby ponownie poczuć jego wargi na swoich.
– Wydaje mi się, że jak najbardziej moja…
Chwycił mnie za kark i brutalnie przyciągnął do siebie, wpijając się w moje usta. Jęknęłam głośno. Przygwoździł mnie swoim umięśnionym ciałem, nie pozwalając na jakikolwiek ruch. Podobało mi się to. Wsunęłam dłoń w miękkie, czarne włosy, chcąc mieć go jeszcze bliżej. Jego ręce zawędrowały na pośladki i mocno je ścisnęły. Poczułam, jak uniósł mnie do góry, więc bez zastanowienia oplotłam go nogami w pasie. Pociągnął lekko moje włosy, odchylając głowę do tyłu i udostępniając sobie moją szyję. Kąsał, ssał i lizał. Byłam w niebie… W najprawdziwszym raju z którego nie miałam ochoty wychodzić. Posadził mnie wyżej i zaczął pieścić mój dekolt.
– Odsuń koszulkę – wychrypiał między pocałunkami.
Oparliśmy się mocniej o ścianę, a ja zrobiłam to, co kazał. W myślach dziękowałam, że Malik mnie trzyma, bo z całą pewnością leżałabym już na podłodze. Przez materiał czarnego biustonosza pieścił mój sutek. Oszalałam…
– Dość! – wydyszałam.
Odsunął głowę i postawił mnie na podłodze. Poprawiłam bluzkę i odwróciłam wzrok.
– Dlaczego? – zapytał tylko.
– Bo nie chcę, aby stało się coś więcej. Lubię mieć kontrolę nad sytuacją, a przed chwilą niewątpliwie ją traciłam. Nie moglibyśmy sobie na to pozwolić. Wciąż jest pan moim nauczycielem – szepnęłam, czerwieniąc się mocno.
Uniósł mój podbródek i spojrzał mi prosto w oczy.
– Przepraszam, panno Black.
Wyszedł. Słyszałam jak odjechał. Zamknęłam drzwi na klucz i pozwoliłam sobie na moment słabości. Osunęłam się po ścianie na podłogę i opuściłam powieki. Westchnęłam ciężko.

Pogrążam się… Kopię sobie sama grób…


Postanowiłam wziąć prysznic, żeby się odświeżyć i zacząć myśleć bardziej trzeźwo. Rozebrałam się i weszłam do kabiny. Myjąc się dokładnie, zauważyłam coś, co sprawiało mi przyjemność. Przykucnęłam i wymierzyłam słuchawkę z płynącą wodą w stronę mojej kobiecości. Zachłysnęłam się z wrażenia. Usiadłam w brodziku, wciąż celując strumień wody w łechtaczkę. Czułam budujące się napięcie w podbrzuszu. Nie minęła minuta, gdy poczułam zalewającą mnie falę obezwładniającego orgazmu. Pierwszego w całym moim życiu.
– Zayn… – wyszeptałam.
Zamknęłam oczy, czując zaciskające się mięśnie. Zakręciłam kurek i cichutko westchnęłam. Powoli wstałam i na lekko drżących nogach wyszłam spod prysznica. Owinęłam się ręcznikiem i zaczęłam się wycierać. Nie mogłam pozbyć się uczucia rozkoszy, która całkowicie zawładnęła moim umysłem. Miałam ochotę na więcej. Pragnęłam jeszcze raz pozwolić sobie na chwilę takiej przyjemności.
Po wyjściu z łazienki skierowałam się do pokoju. Zasłoniłam okna i rozsiadłam się na łóżku z książką. Resztę dnia miałam zamiar spędzić na czytaniu, a wieczorem wybrać się z przyjaciółmi na imprezę.

Żeby zapomnieć…


Zdzwoniłam się z Nicki, która obiecała po mnie przyjechać razem z Jamesem. Była raczej sceptycznie nastawiona do pójścia na dyskotekę. Zważywszy na moje ostatnie wyskoki nie chciała się zgodzić, ale jako dobra przyjaciółka dała się uprosić.
Zostawiłam w kuchni kartkę z wiadomością do mamy, że wrócę raczej późno i żeby na mnie nie czekała. Nie chciałam upić się do nieprzytomności. Miałam ochotę odreagować stres związany z ostatnimi wydarzeniami. Pragnęłam się zabawić.
– Cześć, skarbie. Jak się czujesz? – zapytała Veronica.
– Wspaniale! – zawołałam, uśmiechając się szeroko.
– Dawno nie widziałam cię w tak dobrym humorze. Czyżby to zasługa profesorka, hm?
– Idiotka – skomentowałam. – On jedynie popsuł mi nastrój.
Kłamałam przed najbliższą mi osobą. Jestem największą świnią jaką widział świat.
– Jakoś ci nie wierzę, debilu. Chodźmy.
Zajęłam miejsce z tyłu. Gdy tylko dotarliśmy do klubu, wypiłam Sex on the Beach i skierowałam się na parkiet. Wśród samotnie tańczących osób znalazłam sobie miłego i przystojnego towarzysza, który spędził ze mną resztę wieczoru. Ani on, ani ja nie wyszliśmy z inicjatywą wymienienia się numerami. To była tylko jednorazowa zabawa, a ja czułam się jeszcze lepiej niż przedtem. Po czterech drinkach, które wypiłam byłam trzeźwa i pierwszy raz w życiu opuściłam klub w stanie normalnym.
– Dało się bez wlewania w siebie litrów alkoholu? – spytała przyjaciółka.
Zbyłam ją uśmiechem i wsiadłam do auta. Zbliżała się północ. Była odpowiednia pora na powrót do domu. Trochę się zmęczyłam i najzwyczajniej w świecie chciało mi się spać.
Nicki wysadziła mnie na podjeździe i odjechała. Weszłam do środka i zamknęłam za sobą drzwi na klucz. Było cicho, więc mama pewnie już spała. Ruszyłam do swojego pokoju, przebrałam się w piżamę i ułożyłam się wygodnie na łóżku. Zamknęłam oczy i zasnęłam niemal natychmiast.

Niedzielę spędziłam z mamą, przygotowując się do nadchodzącej rozprawy rozwodowej. Napisałam sobie wszystko, co chciałam powiedzieć następnego dnia w sądzie i pokazałam matce. Uśmiechnęła się ciepło i pokiwała głową w wyrazie aprobaty. Denerwowałam się chyba bardziej od mamy.
– Nie martw się, skarbie. Będzie dobrze. William nie ma szans. Szef jest po mojej stronie i powiedział, że nie przepuści okazji, aby dogryźć komuś takiemu. Zobaczysz, wygramy tę sprawę.
– Co z podziałem majątku?
– To zależy od zeznań świadków.
– A alimenty?
– Nie jest twoim biologicznym ojcem i niekoniecznie ma obowiązek płacenia na ciebie pieniędzy. Ale mimo wszystko był związany ze mną przez 18 lat i w jakiś sposób cię wychowywał, bo robił ci za rzekomego tatusia. A to o czymś świadczy. Jeśli wszystko będzie działało na jego niekorzyść, sąd ma prawo przyznać mu płacenie alimentów, nie biorąc pod uwagę faktu, że nie ma żadnego pokrewieństwa – wyjaśniła.
– Ach, rozumiem.
– A ten nauczyciel… Opowiedz mi coś o nim, bo nie przypominam go sobie.
– Jest na zastępstwie za Johnson. Równy gość. Zdecydowanie lepiej uczy.

Nie tylko matematyki…

– Jak się nazywa?
– Zayn Malik. Nie wiem o nim niczego więcej.

No, może oprócz tego, że świetnie całuje.

– Mhm… Dobra, myślę, że mamy wszystko, czego nam potrzeba.
Wszystkie dokumenty schowała do teczki i odłożyła ją na bok. Napiła się kawy ze swojego kubka i spojrzała na mnie, rozsiadając się wygodniej.
– A co z tym dalszym etapem konkursu z angielskiego?
– Będzie na początku maja. Lecę do Brukseli razem z dwoma pozostałymi finalistami. William i Kate obiecali się pojawić. Być może będzie także książę Harry.
– Nawet sobie nie wyobrażasz, jaka jestem z ciebie dumna. Wybacz mi, że nigdy ci tego nie okazywałam. Byłam najgorszą matką. Chciałabym ci to wynagrodzić w jakiś sposób. Co powiesz na wspólne wakacje po twoich egzaminach końcowych? Wybierzemy sobie świetne miejsce, z dala od miasta, od tłumów ludzi i tego całego zgiełku.
Nigdy nie sądziłam, że kiedykolwiek doczekam się tak ogromnej zmiany w zachowaniu mamy. Zawsze myślałam, że ona już pozostanie taką chłodną, wyrachowaną kobietą, jaką była wcześniej. Dałabym sobie rękę uciąć, że to wszystko przez Williama. To on miał na nią taki wpływ, że mnie zaniedbywała jako matka i nigdy nie miała dla mnie czasu. Kiedy mój ojczym zaczął ją zdradzać, zmieniła się. Kochałam ją. Naprawdę ją kochałam. Szczerą, prawdziwą miłością.
– To… cudowny pomysł. Przyda nam się trochę izolacji od wielkomiejskości i problemów, których nam nie brakuje.
– Cieszę się. Myślałam, że nie będziesz mieć ochoty na spędzenie ze mną kilku dni na jakiejś wycieczce. Czy jest miejsce, gdzie chciałabyś wybrać się najbardziej?
– Marzę o Grecji…
– W takim razie przynieś laptopa i zaraz znajdziemy jakiś przytulny hotelik. Zarezerwujemy pokój i już będziemy mieć z głowy.
Pobiegłam do swojego pokoju, zabrałam komputer i wróciłam do mamy. Podniosłam klapę i uruchomiłam procesor. Po kilku minutach już buszowałyśmy na Internecie, szukając jakiejś przyjemnej lokalizacji. Zdecydowałyśmy się na pięciogwiazdkowy hotel w Zakhyntos. Mama zadzwoniła do recepcji i zrobiła dwutygodniową rezerwację na dwa ostatnie tygodnie czerwca.
Już wiedziałam, że to będą najwspanialsze wakacje w moim życiu.

____________________________________________________________
Witam serdecznie, kochani. Dziś znowu gorący rozdział, ale to jeszcze nic!
Po za tym, kilka nowych informacji i aktualizacji. Mam nadzieję, że niczego nie pominę.


PRIMO Zrobiłam zwiastun. Cudów nie ma, dupy nie urywa, ale zapewne rzuci nowe światło na opowiadanie. [ZWIASTUN]

SECUNDO Tak trochę z nudów stworzyłam bloga na blogspot.com. Samodzielnie zrobiłam szablon. Na chwilę obecną nie mam zamiaru tam publikować, ale może w przyszłości się przeniosę, kto wie. Oczywiście jeszcze nie wszystko jest dopracowane. [BLOG]

TERTIO Postanowiłam, że spróbuję współpracy z betą. Na chwilę obecną został poprawiony pierwszy rozdział i jeszcze nie zdecydowałam się na kontynuację, więc na razie będą takie, jak do tej pory.
Mimo to, jestem z siebie dumna, bo w jedynce nie było zbyt wiele błędów. Tylko kilka powtórzeń.

Z mojej strony to chyba tyle... Do następnego! xoxo


Tagi: #14
14.08.2015 o godz. 17:34
ROZDZIAŁ 13

... z dedykacją dla Foreverstar i RebeccaandJustin. Bardzo Wam dziękuję za wspaniały czas, który spędziłyśmy razem ;*...


W pewnym momencie życia każdego człowieka dopada kryzys. Zastanawia się wtedy nad sensem swojego życia. Wciąż zadaje sobie pytanie, na które nie potrafi udzielić odpowiedzi ani on ani nikt inny.

Po co tak właściwie jestem? Dlaczego to właśnie ja dostałam taki dar, jakim była ludzka egzystencja?

Tak właściwie, nigdy nie miałam powodu, żeby o tym pomyśleć. A teraz… Nie rozumiałam, w jakim celu przyszłam na świat. I dlaczego tak bardzo ciągnie mnie do zakazanego? Czy Bóg, jeśli istnieje, ma litość? Jeśli tak, to czemu mi jej nie okaże? Nie byłam wierzącą, tylko ateistką, ale czy to powód, aby mnie pomijać? Czyż nie mogę dostać namacalnego znaku istnienia Boga? Abym mogła uwierzyć?
Biegłam przed siebie, czując szczypiące łzy pod powiekami. O pocałunku przypominały mi spuchnięte wargi i bolesna świadomość, która powoli zagłębiała ostrze w moim sercu.

Całowałam się ze swoim nauczycielem…

Byłam dziwką. Nic nieznaczącą kurwą, która nie potrafi zapanować nad żądzą i hormonami. Pocałowałam go… A to oznaczało, że podjęłam jego grę.
Zatrzymałam się i usiadłam na betonie, opierając się plecami o mur jakiegoś starego budynku. Nie zdążyłam zamknąć oczu, gdy rozdzwonił się mój telefon. Nie patrząc na wyświetlacz, odebrałam. Byłam całkowicie pewna, że to mama.
– Cześć mamo – wydyszałam.
Mój oddech wciąż się nie uspokoił po takim maratonie. Jak dla mnie był to rekord.
– Nie jestem twoją mamuśką – syknął głos.

Męski głos… który – do diabła! – wydawał mi się znajomy.

Przeżyłam déjà vu, słysząc go w słuchawce. Był tak znany, a jednocześnie całkowicie obcy.
– Kim jesteś? I czego chcesz?! – zapytałam.
– Popatrzyć na ciebie, ślicznotko. I muszę przyznać, że masz śliczny brzuszek. Całowałbym go bez przerwy.
Poderwałam głowę i zaczęłam się gorączkowo rozglądać. Nikogo nie widziałam, ale on mógł schować się wszędzie. A w tym obskurnym miejscu nie było nikogo, kto mógłby mi pomóc, gdybym w razie została napadnięta. To był zły pomysł z ucieczką od Malika…
– Myślisz, że mnie znajdziesz?
– Czego chcesz?! – powtórzyłam ostro, nie chcąc zdradzić drżenia głosu.
– Ciebie, moja piękna.
Natychmiast się rozłączyłam i zaczęłam biec. Potężny strach, jaki czułam dodał mi niesamowicie dużo energii. Nie czułam w ogóle zmęczenia. Adrenalina pulsowała w moich żyłach. Obejrzałam się tylko na chwilę. Podążał za mną. Jego głowa ukryta była pod obszernym kapturem i kominiarką. Nie miałam szans, aby dostrzec cokolwiek.
Zauważyłam, że mam znaczą przewagę. Byłam szybsza i zwinniejsza, a on najwyraźniej dość szybko się męczył, bo już po chwili zniknął mi z pola widzenia. Zamiast zwolnić, przyspieszyłam. Nigdy nie masz pewności, że cię nie dopadnie.
Nogi paliły mnie żywym ogniem. Moje mięśnie nie były przystosowane do pokonywania dłuższych dystansów. Nigdy nie znosiłam biegać na lekcjach WF-u, zawsze starałam się jakoś wywinąć. Może gdybym się bardziej przyłożyła, moja kondycja byłaby w nieco lepszym stanie.
Wpadłam na Kings Cross, jedną z najbardziej zatłoczonych ulic. Wmieszałam się w tłum, i ukrywając twarz, ruszyłam w stronę domu. W kuchni zastałam kartkę z wiadomością od mamy:


„Wrócę późno. Mam dziś bardzo ważną rozprawę. Nie czekaj na mnie z kolacją.
Kocham, Mama”


Zgniotłam papier w dłoni i wyrzuciłam do kosza. Z lodówki wyciągnęłam butelkę zimnej wody i nalałam pełną szklankę. Wypiłam duszkiem i poczułam, jak robi mi się niedobrze. To zdecydowanie nie był dobry pomysł. Pobiegłam szybko do toalety i zwymiotowałam. Torsje wstrząsały moim ciałem przez kilka dobrych minut. Kiedy skończyłam, spuściłam wodę i wymyłam zęby. Opuściłam łazienkę i skierowałam się w stronę schodów, spoglądając na zegar w salonie. Dochodziła piąta po południu. Westchnęłam i wbiegłam szybko na piętro. Nacisnęłam klamkę i przekroczyłam próg sypialni. Mój wzrok padł na balkon. Za oknem stała ciemna postać. Ostatnią rzeczą, jaką zdążyłam zrobić, było głośne wrzaśnięcie, które wydobyło się z mojego przerażonego gardła. Po tym, zemdlałam…

Otworzyłam oczy, aby niemal natychmiast zamknąć je z powrotem. Jasność mnie oślepiła. Jęknęłam cicho, czując tępy ból w potylicy. Jak przez mgłę usłyszałam nawołujący mnie głos:
– Rita? Rita, skarbie…
– Mama – wydusiłam mocno zachrypniętym głosem.
Kobieta pogłaskała mnie po twarzy. Nie byłam pewna, ale wydawało mi się, że jej łza skapnęła na moją dłoń, powoli spływając wzdłuż nadgarstka, wręcz czule muskając wystającą kość.
– Obudź się – szepnęła do mojego ucha. – Proszę, zrób to. Muszę być pewna, że wszystko w porządku.
Powoli podniosłam powieki, niemal natychmiast tego żałując. Światło spotęgowało ból głowy. Zasłoniłam twarz dłonią.
– Co się stało? Źle się poczułaś?
– Tak – skłamałam.
– Już dobrze. Wszystko w porządku. Napij się wody.
Czule podniosła moją głowę i ostrożnie przechyliła szklankę z letnią cieczą. Przełknęłam napój i odchrząknęłam.
– Gdzie ja jestem?
– W szpitalu. Twoi przyjaciele cię odnaleźli nieprzytomną. Nawet nie wiesz, jak bardzo się martwiłam, gdy do mnie zadzwonili. Przyjechałam najszybciej, jak to było możliwe. Miałam trudną rozprawę – powiedziała cicho.
– Tabletka – poprosiłam. – Głowa mnie boli tak bardzo…
– Już, kochanie. Pielęgniarka da ci dożylnie, przez kroplówkę. Zaraz ją przyprowadzę.
Powoli przypominałam sobie wcześniejsze wydarzenia. Ten ktoś… Nie byłam pewna, czy on stał tam na pewno, czy to tylko wyobraźnia płata mi figle. Wiedziałam jedno, omal nie dostałam zawału. Przyznaję, że uwielbiałam horrory, ale nigdy nie pomyślałam, że przeżyję swój własny.
Drzwi otworzyły się. Ktoś wszedł do pokoju. Poczułam, jak materac obok mnie ugina się pod ciężarem tej osoby.
– Mamo?
Usłyszałam dźwięk strzelających kości palcowych w stawie.
– Nie jestem twoją mamuśką…
Poderwałam się i zaczęłam niekontrolowanie krzyczeć. Do sali wpadła mama, dwie pielęgniarki i lekarz.
– Już dobrze, to tylko zły sen.
Nie mamo, ja nie zasnęłam. To było moje wyobrażanie, zbyt rzeczywiste, aby mogło być snem…
Uspokoiłam oddech i osunęłam się na poduszki. Nie ma go. Nie ma Prześladowcy. To mi się tylko wydawało…
– Podamy teraz pani córce lek na uspokojenie, który jednocześnie pozwoli jej szybciej zasnąć. Myślę, że jutro rano będzie mogła wyjść.
Po kilku minutach poczułam znużenie i najzwyczajniej w świecie zapadłam w niespokojny sen.

Rano obudziłam się dość gwałtownie. Rozejrzałam się po jasnym pokoju. Mama wpółleżała na moim łóżku. Nie miałam serca jej budzić, ale wiedziałam, jak musiało być jej niewygodnie. Delikatnie potrząsnęłam jej ramieniem. Mruknęła coś pod nosem i otworzyła nieprzytomnie oczy. Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się.
– Martwiłam się – wychrypiała. Odchrząknęła, oczyszczając gardło.
Uniosłam lekko kącik ust w górę.
– Niszczysz swój image surowej pani prawnik – powiedziałam.
Puściła mi perskie oko i przeciągnęła się.
– Wracajmy do domu – szepnęłam.
Skinęła głową i wstała. Odrzuciłam kołdrę i opuściłam nogi na podłogę. Założyłam buty leżące obok łóżka i ruszyłam za mamą do wyjścia. Nie mogłam pozbyć się widoku mrocznej postaci na moim balkonie. To… wspomnienie napawało mnie przerażeniem. Obawiałam się, że on znajdzie sposób, aby wreszcie mnie dopaść.
Wszystkie moje problemy pojawiły się, gdy w szkole zaczął uczyć profesor Malik. Czy mógłby mieć z tym coś wspólnego?

Teraz tylko profesor?

To nic nie znaczyło. To był błąd. Największa pomyłka mojego życia, które było bardziej pogmatwane niż słaby kryminał.
– Rito? – zapytała mama.
– Tak?
– Jeśli… byłoby coś, o czym powinnam wiedzieć, to proszę, żebyś mi powiedziała, dobrze?
Przełknęłam ślinę. Już sobie wyobrażałam, jakby wyglądało moje życie, jeśli mama dowiedziałaby się o wszystkich moich tajemnicach. Gdyby cokolwiek trafiło do informacji publicznej, to trąbiliby o tym we wszystkich gazetach. Już wyobrażałam sobie te wszystkie nagłówki.

Jedyna córka słynnych prawników Black puszcza się z nauczycielem. Ma taryfę ulgową?
Uczennica uwiedziona przez nauczyciela.
Córka Blacków wyrzucona z prestiżowej szkoły za romans z własnym nauczycielem.


– Jasne, mamo.
Uśmiechnęła się lekko i otworzyła samochód. Zajęłam miejsce pasażera i cierpliwie czekałam, aż mama ruszy.
– W poniedziałek mam rozprawę rozwodową. Będziesz musiała przyjść. Zwolnię cię z lekcji.
– Dobrze.
Drogę do domu spędziłyśmy w niezakłóconej niczym ciszy. Błogosławiony spokój, który mnie ogarnął, skończył się tak szybko, jak się zaczął. Na podjeździe stał samochód, który znałam aż za dobrze. Westchnęłam sfrustrowana i niezbyt zadowolona z zaistniałej sytuacji. Z pewnością będzie niezręcznie.
– To twój chłopak? – spytała mama, obserwując młodego mężczyznę, który nonszalancko opierał się o maskę samochodu i podrzucał kluczyki w dłoni. Mojej uwadze nie umknęły zgrabne ruchy wykonywane przez jego szczupłe palce. Już sobie wyobrażałam, co jeszcze mógłby nimi robić…
Otrząsnęłam się z niechcianych myśli i odpowiedział zła:
– Nie! Może sam ci powie, kim jest.
– Spokojnie, nie denerwuj się tak. Tylko zapytałam. Już go gdzieś widziałam. Ach! Przywiózł cię kiedyś, prawda?
Przewróciłam oczami i odwróciłam wzrok, by nie zobaczyła delikatnego rumieńca, który powoli wpełzał na moją mlecznobiałą twarz.
Mama zatrzymała samochód obok czarnego BMW. Mężczyzna zerknął na moją matkę, po czym zwrócił swoje oczy na moją postać, która skurczyła się pod wpływem przeszywającego spojrzenia. Zaczerwieniłam się mocniej i przygryzając wargę, wysiadłam z samochodu.

Pieprzona dziewica… Czerwieniąca się cnotka…

– W czym mogę panu pomóc? – zapytała rodzicielka.
– Chciałem sprawdzić, jak czuje się Rita, ale widzę, że miewa się dobrze. Czy będzie miała pani coś przeciwko, jeśli zamienię z córką dwa słowa?
– Owszem, będę. Nie znam pana.
Uśmiechnął się ironicznie i odparł:
– Proszę się nie obawiać, pani Black. Jestem nauczycielem matematyki. A skoro już jesteśmy w temacie, pani córka ma ostatnio zadowalające wyniki w nauce. Naprawdę mocno się przyłożyła do mojego przedmiotu.
– Przepraszam, nie wiedziałam – rzekła z lekkim uśmiechem. – Proszę wejść.

Tylko nie to!

____________________________________________________________
Oto kolejny rozdział. Pechowa Trzynastka być może okaże się szczęśliwa. Jak Wam się podoba? Mam nadzieję, że wyszedł całkiem znośnie.
Facebook'owa akcja z poznawaniem bloblowiczów wciąż jest aktualna. Dzięki niej udało mi się spotkać z dwoma wspaniałymi laskami. Jeśli ktoś chciałby się przyłączyć, to zapraszam w imieniu swoim i pozostałych dziewczyn.
Jeśli macie jakieś pytania, to zapraszam na ASKA.



Tagi: #13
07.08.2015 o godz. 17:16
ROZDZIAŁ 12

... z dedykacją dla AnotherGirl oraz Crystaal. Wy już bardzo dobrze wiecie za co...


Manchaster był doprawdy uroczym miastem, posiadającym bogatą historię i wiele zabytków. Rita doskonale znała swój rodzinny zakątek i kochała go całym sercem. Nie znosiła za to większości mieszkańców. Każdy był zbyt zadufany w sobie, by dostrzec potrzeby innych. To bardzo się jej nie podobało.
Mimo to, nigdy nie wyobrażała sobie, że mogłaby stamtąd wyjechać. Bardzo chciała dostać się na Univeristy of Manchester. Nie myślała o Oxfordzie, Harvardzie czy Sorbonie. Wydawało jej się, że całe życie spędzi w ukochanym mieście.
Lubiła się uczyć, była całkiem dobra z angielskiego. Pewnego dnia, gdy wreszcie rodzice zdecydowali się dać jej dostęp do Internetu, rozpoczęła się jej przygoda z pisaniem. Odkryła bowiem, że bardzo lubi to robić. Przeczytała mnóstwo innych historii i z czasem sama zaczęła tworzyć. Sprawiało jej to ogromną przyjemność i nie miała ochoty z tego zrezygnować.
Rita nigdy nie była zwyczajnym dzieckiem. Nie posiadała zbyt wielu przyjaciół, nie była lubiana ani popularna. Chociaż miała bogatych rodziców, w niczym jej to nie pomogło. Z resztą, specjalnie nie zależało jej na pieniądzach. Nie miała dobrego kontaktu ani z mamą ani z tatą. Przyzwyczaiła się do tego, że z reguły była samotna.
Być może głownie te czynniki sprawiły, że stała się oschła, zbuntowana i agresywna. Zawsze była spokojnym dzieckiem, ale w okresie dojrzewania zaszła w niej ogromna zmiana. Chciał być niezależna, pokazać tym wszystkim ludziom, gdzie ma ich zdanie i opinię na jej temat. Pragnęła, aby zwrócono na nią uwagę.
Nie skończyło się to dla niej zbyt dobrze. Omal nie trafiła do poprawczaka. Były momenty, gdy nie potrafiła ujarzmić dzikiej bestii, która w nią wstępowała. Mogła zabić. I zrobiłaby to, gdyby nie została powstrzymana.
Po przeprowadzce miała nadzieję, wręcz błagała, aby to się skończyło. Nie licząc Kendall i jej uroczych koleżanek, została przyjęta całkiem ciepło. Z każdym słowem, które opuściło usta Jenner i było bezpośrednio skierowane do niej, miała ochotę zrobić jej krzywdę. Jednak powoli zaczęła nad sobą panować. W dużym stopniu pomogła jej Veronica, później także James.
Nikt jednak nie znał drugiego oblicza Rity. Nikt nigdy nie dowiedział się, co tak naprawdę stało się w Manchesterze. I nikt miał o tym nie wiedzieć…


– Panna Black, cóż za niespodzianka – mruknął niechętnie Malik, patrząc na mnie chłodno. – Skoro już pani do nas wróciła, to zapraszam do tablicy.
Przełknęłam z trudem ślinę. Podniosłam wzrok. Chwileczkę! Przecież rozwiązywałam to zadanie w domu. I zrobiłam je dobrze!
Uśmiechnęłam się lekko i pewnym krokiem ruszyłam na przód klasy. Wzięłam kredę do ręki i lekko drżącą dłonią zaczęłam rozpisywać równanie, tworząc poprawny wynik.
Odwróciłam się i spojrzałam na profesora. Przez jego twarz przebiegł cień uśmiechu, który zniknął równie szybko, jak się pojawił.
– Dobrze, panno Black. Proszę rozwiązać kolejne zadanie.
Zabrałam się do pracy, przygryzając co jakiś czas wargę, dopóki nie poczułam metalicznego smaku krwi. Cholera!
– Obydwa równania wykonała pani prawidłowo, więc muszę postawić pani pozytywną ocenę. Proszę przynieść zeszyt.
Przemierzyłam całą długość klasy. Ze swojej ławki zabrałam notatnik i wróciłam do profesora, ssąc dolną wargę, z której wciąż ciekła krew. Malik wpisał mi B i kazał wrócić na miejsce, powracając do prowadzenia lekcji.

– Muszę przyznać, że byłem bardzo pozytywnie zaskoczony – powiedział, gdy tylko przekroczyłam próg klasy. Uśmiechnął się do mnie i wskazał miejsce, które zwykłam zajmować na każdym szlabanie. – Gratuluję, panno Black.
– Powracamy do oficjalnych zwrotów? – wypaliłam, nie do końca to przemyślając.
Mężczyzna zmarszczył brwi, po czym rzekł
– Przecież tego właśnie chciałaś. Nie możemy przekroczyć stosunku nauczyciel – uczennica. Czyż sama tego nie powiedziałaś?
Westchnęłam. Było mi ciężko. A kiedy na niego spojrzałam, znów chciałam zatopić się w jego umięśnionych ramionach i poczuć te seksowne, wąskie wargi na swoich ustach.
– Dlaczego wtedy, prawie…
– Prawie, robi wielką różnicę, panno Black.
Spuściłam wzrok. Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku, niezauważona przez profesora. Przecież nie będę płakać, prawda? Bo nie mam o co.
– Tak, oczywiście, panie profesorze. Ma pan rację.
– Nie zgadzasz się z narzuconym zdaniem, i ja bardzo dobrze o tym wiem.
– Dziś jest ostatni dzień szlabanu, profesorze. A ja jestem panu winna przysługę – powiedziałam z trudem.
Mężczyzna uniósł lekko kącik ust i spojrzał na mnie przeszywającym wzrokiem. Czułam się, jakby poznał wszystkie moje tajemnice i najskrytsze pragnienia. Moje fantazje…
– Czy jest coś, co mogłabym dla pana zrobić? Coś, co sprawiłoby panu przyjemność?
Słowa opuściły moje usta, nim zdążyłam zareagować. Malik przekrzywił lekko głowę i uśmiechnął się.
– Jest wiele rzeczy, które… sprawiają mi przyjemność, panno Black.
– N-na przykład?
Profesor wstał i zrobił coś nieoczekiwanego. Zamknął drzwi klasy, a klucz wsunął do kieszeni czarnych spodni, które lekko opinały jego zgrabne nogi, tyłek i strategiczne miejsce.
Usiadł z powrotem i skinął na mnie szczupłym palcem.
– Podejdź.
Wstałam, jak w transie i powoli zbliżyłam się do matematyka. Mężczyzna uśmiechnął się kpiąco, po czym wyciągnął ramiona w moją stronę i rozszerzył mi nogi. Przed upadkiem uratowały mnie uda Malika, na których wylądowałam. Przygryzłam wargę, czując rosnącą sensację w podbrzuszu. Byłam zbyt podniecona, aby myśleć o czymkolwiek, a zwłaszcza o konsekwencjach. Zapach Zayna skutecznie mnie otumanił. Zacisnęłam zęby, żeby nie jęknąć. Sama nie byłam świadoma, jak bardzo na mnie działał.
– Podoba ci się, Black?
Zacisnął długie palce na moich pośladkach, gwałtownie przysuwając mnie bliżej. Jego erekcja wbiła się w moje krocze, a ja poczułam, że robi mi się mokro. Nie wytrzymałam… z mojego gardła wydobyło się jękniecie, które zostało skwitowane mruknięciem zadowolenia przez Zayna.
– Wyzwanie dla ciebie, kotku… Przetestuję twoją wytrzymałość. Jak długo wytrzymasz bez pocałowania mnie. I wierz mi, to wcale nie będzie takie łatwe, bo mam zamiar cię prowokować…
Bardzo powoli przesunął opuszkami palców po moich bokach. Zadrżałam z przyjemności. Pochylił się nad moim uchem i wymruczał erotycznym głosem, który wręcz ociekał seksem:
– Masz pięć minut… Jeśli mnie pocałujesz, ja wygrywam i gramy na moich zasadach. Jeśli ty, kończymy tą szaradę i o niej zapominamy.
Miałam dylemat. Czułam się, jak jakaś pieprzona bohaterka dramatu, która stanęła przed dwoma równorzędnymi racjami i musiała wybrać. Z jednej strony cholernie pragnęłam złączyć nasze usta, ale nie miałam pojęcia z czym to się wiązało, jakie narzuci zasady. Czyżbym miała być panienką na zawołanie, zwykłą kurwą, która zaspokaja potrzeby seksualne? A może zabaweczką? Zaś z drugiej, chciałam żyć normalnie, bez zbędnych kłopotów, których i tak miałam już zbyt wiele. Romans z nauczycielem nie byłby na miejscu. Gdyby ktokolwiek się o tym dowiedział… Malika wzięliby za starego zboczeńca, a mnie za dziwkę, która w zamian za seks dostawała lepsze stopnie.
Tymczasem Zayn pochylił się i pieścił moją szyję. Odchyliłam głowę do tyłu i zaczęłam mruczeć z zadowolenia. Moje dłonie samowolnie wędrowały po jego udach, muskając po drodze wybrzuszenie w spodniach. Z jego gardła wydobyło się niskie warknięcie, które niesamowicie na mnie działało. Ręce podążały dalej, po wyrzeźbionym torsie, twardych bicepsach, zatrzymując się na karku. Moja samokontrola powoli upadała.
– Jesteś wilgotna – powiedział triumfalnie.

Cholera!

Jego niski, gardłowy głos zburzył mój obronny mur doszczętnie. Poczułam się naga i bezbronna wobec pragnienia, które targało moją duszą. Wpiłam się w jego wąskie usta, które od samo początku mnie intrygowały.

Ciekawe, jak smakują…

Już wiedziałam… Poczułam smak mojej ulubionej gumy do żucia, co wyostrzyło doznania. Pragnęłam także, aby i on jakkolwiek zareagował na tę pieszczotę. Przesunęłam rozpalony językiem po jego dolnej wardze. Nie musiałam czekać zbyt długo na odzew z jego strony. Wślizgnął się brutalnie, splatają swój język z moim. Z wrażenia jęknęłam głośno. Jego szczupłe palce wręcz boleśnie wbijały się w moje jędrne pośladki. Całowałam go zachłannie, jak jeszcze nikogo.

Przecież ty się z nikim jeszcze nie całowałaś, kretynko.

Nie zwróciłam uwagi na mój wewnętrzny głos. Skupiłam się całkowicie na mężczyźnie, który oddawał pocałunki z równie ogromną pasją. Powoli nie mogłam złapać oddechu, ale równocześnie nie potrafiłam się oderwać. Uzależniłam się od niego. Dlatego też to on przerwał pocałunek. Obydwoje ciężko dyszeliśmy. Oparłam głowę o jego ramię, wdychając łapczywie powietrze. Gdy nieco ochłonęłam, podniosłam twarz i spojrzałam w płonące oczy profesora.
– Podobało się panu? – zapytałam wciąż drżący głosem.
W odpowiedzi musnął swoimi wargami moje opuchnięte usta. Na początku jego pocałunki były delikatne, jak lekkie dotknięcie piórka, ale potrafiły skutecznie doprowadzić mnie do szału. Całował nieziemsko i ja bardzo dobrze się o tym przekonałam. Wiedziałam też, że teraz, po tym, co przeżyłam, nie będzie mi łatwo wytrwać bez jego namacalnej bliskości.
To, jak się czułam było... wspaniałe. Owe uczucie potęgował fakt, iż to, co robimy jest... zakazane i nie powinno mieć miejsca. Zbliżając się do siebie złamaliśmy całe mnóstwo obowiązujących zasad. Gdyby ktokolwiek dowiedział się o dzisiejszym zajściu... nie mielibyśmy normalnego życia. Obawiałam się reakcji moich przyjaciół. Jak Veronica przyjęłaby tą wiadomość? Wprawdzie sama mnie popychała w jego kierunku, ale... Może robiła to dla żartów?
– Nad czym tak rozmyślasz? – wymruczał miękko.
– Ja…
Ciężko było mi się skupić na skleceniu sensownego zdania, bo jego usta pieszczące najwrażliwsze miejsce na szyi wyraźnie mi to uniemożliwiały. Jęknęłam sfrustrowana.
– Niech pan przestanie – poprosiłam cichym, zachrypniętym od podniecenia głosem.
Niechętnie zsunęłam się z jego kolan i… poczułam pustkę. Przygryzłam wargę i spojrzałam na jego nieprzeniknioną twarz.
– Obleciał cię strach? – zakpił.
– Tak, profesorze. Jestem cholernym tchórzem. Boję się konsekwencji, które mogłyby wyniknąć, gdyby ktoś zobaczył to, co… się wydarzyło, to… byłoby to zarówno dla mnie, jak i dla pana zgubne. Mój Boże! Co ja zrobiłam?!
Zrozpaczona usiadłam na krześle i schowałam twarz w dłoniach. Miałam tak mieszane uczucia jak jeszcze nigdy. Pragnęłam mojego profesora, ale jednocześnie zapierałam się rękami i nogami przed niechcianym uczuciem. Do diabła! Dlaczego nie wytrzymałam tych kilku minut?! Czy to tak wiele? Od przeprowadzki byłam całkiem opanowana. Czasami tylko mnie nosiło i po prostu musiałam się wyżyć.
Poczułam szorstkie palce na swoich. Malik odsunął moje ręce i uniósł mój podbródek, zaglądając mi głęboko w oczy. Oczy, z których zaczęły płynąć łzy.

Przecież ty nigdy nie płaczesz…

Każdy ma chwilę słabości. Nienawidziłam tego okazywać publicznie, ale nie potrafiłam dłużej tłumić w sobie tego wszystkiego. To wszystko stało się tak nagle…
– Wygrał pan. Jest pan usatysfakcjonowany? – warknęłam.
Nie odpowiedział, tylko pogładził mnie po policzku. Odepchnęłam go i wstałam.

Znowu masz zamiar zwiać, Black? Tak, jak zawsze to robisz? Uciekasz przed czymś co już dawno cię dogoniło. Nie masz najmniejszych szans. To cię powoli zniszczy od środka.

Chwyciłam swój plecak i wybiegłam.
Uciekłam.
Jak najdalej od niego.
Uciekłam.

Tak, jak zawsze…

____________________________________________________________
Cześć, witajcie! Udało mi się w ekspresowym tempie napisać kolejny rozdział. Zaczęłam w sobotę, jak tylko wróciłam do domu i skończyłam dziś. Śmiało mogę powiedzieć, że jestem z niego bardzo dumna. I TO NIE SĄ SIKI Z GÓWNEM! Mam nadzieję, że Wam także się spodoba. Liczę na pozytywne komentarze, ale i na obiektywną krytykę ;*
PS: Jakiś czas temu, całkowicie przez przypadek, znalazłam AnotherGirl na Facebooku(właściwie na fanowskiej grupie). Nawiązałyśmy konwersację. Potem dołączyła się również Crystaal oraz One-Thing. Postanowiłyśmy odnaleźć innych bloblowiczów, którzy byliby chętni się zapoznać, a nawet udzielić sobie nawzajem pomocy, gdyby zaszła takowa potrzeba. Jeśli ktoś, byłby chętny, to zapraszam do napisania prywatnej wiadomości. Poniżej znajdziecie link do mojego Facebooka.

FACEBOOK
(Teraz powinien działać. Za problemy przepraszam)

Zapraszam także na Aska, gdybyście mieli jakiekolwiek pytania ;)

ASK


TAKE CARE ;*

Tagi: #12
20.07.2015 o godz. 20:30
ROZDZIAŁ 11

... z dedykacją dla Foreverstar, za to, że nie może oderwać wzroku od mojego opowiadania...


Po pięciu kieliszkach tequili zabrałam się za gin i tonic. Piłam bez umiaru, dopóki nie poczułam czyichś ramion, oplatających mnie i uniemożliwiających jakikolwiek ruch.
– Puszczaj, stary zboszeńcu! – warknęłam.
– Mnie nazywasz starym zboczeńcem?
Lekko rozluźnił uścisk, dając mi możliwość odwrócenia się. Obraz stracił kontury, ale jego twarz poznałabym wszędzie. Uśmiechnęłam się zaczepnie i puściłam mu oko.
– Jeszli chszesz mnie sasiągnąć do łószka, nisz s tego, kotku – powiedziałam, przesuwając paznokciem po jego klatce piersiowej, sunąc w dół, w stronę wybrzuszenia w spodniach. Złapał moją rękę w ostatniej chwili.
– Lepiej tego nie rób – powiedział.
Zamrugałam powiekami.
– Szemu?
– Tak po prostu.
– Szemu?
– Przestań, Black. Idziemy.
– Nigzie sie nie wybieram!
– OK. zostawię cię i za chwilę przyczepi się do ciebie tamten facet. Gapi się na ciebie cały czas i nietrudno odgadnąć, co sobie wyobraża.
– No dobra – mruknęłam. – Chośmy.
– Ale zanim to zrobimy, to… Zatańczysz ze mną?
Zagryzłam wargę i skinęłam. Weszliśmy na środek parkietu, gdzie było najwięcej miejsca. Jak na zawołanie, DJ puścił wolny kawałek. Zarzuciłam ramiona na szyję Malika. Jego dłonie spoczęły na moich biodrach. Mężczyzna przysunął mnie tak blisko siebie, że między naszymi ciałami nie przecisnęłaby się nawet zwykła kartka. Oparłam policzek na jego klatce piersiowej, wsłuchując się w rytm bijącego serca.

Długopalce dłonie, sunące po moim ciele…

Podniosłam wzrok i spojrzałam w jego oczy, bacznie mnie obserwujące. Dotknęłam jego zarostu, delikatnie sunąc palcami wzdłuż żuchwy. Przymknął powieki i westchnął cicho. Wtedy, dwa tygodnie temu w klubie, to był on. Byłam pewna w stu procentach. Czy on pamiętał ten wieczór?
Stanęłam na palcach i musnęłam ustami jego policzek. Popatrzył na mnie lekko zamglonym wzrokiem i pochylił się. Zamknęłam oczy i wysunęłam wargi, gotowa do pocałunku, który… nigdy nie nastąpił.
– To jest złe – wyszeptał.
Zacisnęłam szczękę i skinęłam krótko głową.
Wziął mnie za rękę i wyprowadził z klubu na zewnątrz. Nabrałam głęboko rześkiego powietrza, poszukując otrzeźwienia. Byłam otępiona po… tamtym wydarzeniu. Tak mało brakowało…
– Przepraszam – powiedziałam cicho.
– Za co?
– Sa simnego sukinsyna i te wszyskie słowa, które paś nie powinny.
– Cóż… Nie obraziłem się o to, bo miałaś dużo racji. Sprawiasz, że… Jestem inny. Zmieniłaś mnie, Rito.

Gdy znalazłam się w domu, zastałam zapłakaną mamę w kuchni.
– Mama? – wybełkotałam.
– Rita! – zawołała oburzona. – Mogłaś przynajmniej napisać.
– Ale powasznie, szo sie ształo?
– Ty jesteś kompletnie pijana!
Machnęłam tylko ręką i chwiejnym krokiem ruszyłam w stronę schodów. Potknęłam się na pierwszym stopniu. Nie chciało mi się wstawać, więc leżałam, wdychając kurz i roztocza. Kichnęłam, czym przywołałam mamę. Kobieta westchnęła i pomogła mi się podnieść. Wzięła mnie pod ramię i zaprowadziła do pokoju. Pomogła mi się rozebrać, założyła mi piżamę i położyła do łóżka.
– Gzie mój misiek?
– Nigdy więcej tego nie rób – szepnęła, podając mi miśka. Zamknęłam oczy, odpływając do krainy Morfeusza, śniąc o pocałunku, który niestety nie miał miejsca…

Obudziłam się z takim kacem, że w trybie natychmiastowym znalazłam się w łazience i pochylałam się nad toaletą, spazmatycznie rzygając. Oparłam czoło na ramionach i czekałam, aż mój organizm się uspokoi. Powoli podniosłam się z podłogi i podeszłam do umywalki. Dziś nie mogę iść do szkoły. Nie pojawię się w niej w takim stanie.
Drzwi pomieszczenia otworzyły się. Pojawiła się w nich zmartwiona twarz mamy. Spojrzałam na nią i bezgłośnie przeprosiłam. Było jej przykro, że tak się zachowałam, ale wiedziałam, że ona rozumie. Było mi cholernie ciężko i mama miała tego świadomość.
Przemyłam twarz chłodną wodą, przepłukałam usta i wyszorowałam porządnie białe zęby. Zabrałam się za rozczesanie skołtunionych włosów. Gdy wreszcie uporałam się z niesfornymi puklami, pozbyłam się piżamy i weszłam pod prysznic. Z ulgą przyjęłam uczucie ciepłej wody, spływającej po moim ciele. Wyszedłszy z kabiny, owinęłam się ręcznikiem i ruszyłam do swojego pokoju. Z szafy wyciągnęłam rozciągnięte szare dresy. Swoją drogą kiedyś należały do Jamiego, ale po prostu zapomniałam mu oddać, a on potem stwierdził, że nie są mu potrzebne, a ja z wielką chęcią je przygarnęłam. Następnie założyłam zwykłą bawełnianą koszulkę w kolorze głębokiej czerni. Włosy związałam w niechlujnego koka i zeszłam na parter. Wszędzie wiało pustką. Westchnęłam ciężko. Znów zostałam sama.
Nie ma jednak co się użalać. Będę czytać książkę, dzięki czemu nie zanudzę się na śmierć. Zjadłam ogromną porcję płatków na mleku, wypiłam mocną, czarną kawę i zażyłam dwie tabletki paracetamolu. Poczułam się trochę lepiej. Wróciłam do pokoju i rozłożyłam się wygodnie na miękkim łóżku. Naciągnęłam koc i sięgnęłam po Larssona, zatapiając się w świecie tajemnic…

Nawet nie zauważyłam, kiedy odpłynęłam. Obudził mnie płacz mamy i krzyki… cóż, ojcem go chyba nazywać nie wypada. Nie po tym, czego się dowiedziałam. Wstałam pospiesznie z łóżka i skierowałam się do ich sypialni. Zajrzałam do środka. Moja rodzicielka siedziała skulona na łóżku, jej ramiona unosiły się w spazmach niewyjaśnionej rozpaczy, a… William pakował swoje rzeczy do walizki, wywrzaskując okropne obelgi i oskarżenia, których niezbyt chciałam słuchać.
– Jesteś dziwką, Florence. Nie rozumiem, jak mogłem być tak głupi, żeby pomóc komuś takiemu jak ty – warknął, strząsając dłoń zapłakanej kobiety ze swojego ramienia.
Wezbrała we mnie wściekłość. Nazwałam moją mamę dziwką, tak? Nic nieznaczącą kurwą? Popchnęłam drzwi i wpadłam do środka jak burza. Obydwoje spojrzeli na mnie zaskoczeni.
– Ty pierdolony skurwysynie! Jak możesz nazywać ją dziwką?! Kochała cię, pojebie! A ty tak jej się odwdzięczasz? Rozumiem fakt, że mnie nienawidzisz i szczerze powiedziawszy chuj mnie to obchodzi, ale ją zostaw w spokoju! Uważasz ją za szmatę? Zdradziła cię kiedykolwiek? A ty jesteś święty, tak?! Tobie, kurwa, nigdy nie zdarzyła się wpadka, co?
– Zamknij się, smarkulo! Nie twój pieprzony interes! – wysyczał przez zaciśnięte zęby.
– Rita… – szepnęła mama.
– Nie odpuszczę mu, mamo. Nie po tym.
William zaczął się śmiać.
– Co mi niby zrobisz, głupia dziewucho? Naślesz policję? Chyba zapominasz kim jestem.
– To, że jesteś prawnikiem nie koliduje z tym, że mogę ci przysrać. Ale po co zniżać się do twojego poziomu, pierdolony kutasie. Po prostu chuj ci w dupę i WYNOŚ SIĘ W DIABŁY! – ryknęłam.
Poczułam, jak uderzył mnie w policzek. Nie zrobiło to na mnie większego wrażenia. Po prostu zapiekło mnie to miejsce.

Nie daj się temu opanować… Nie uderzaj go… Chociaż na to zasłużył jak nikt inny, nie daj mu poznać swojej słabości… Przegrasz tę walkę…

Wzięłam głęboki oddech i spojrzałam na niego. Odwrócił się do mnie plecami i powrócił do pakowania.
– Jak mogłeś? – wydusiła mama. – Jak mogłeś uderzyć moje dziecko?!
– Zamknij się. Nikt cię nie pytał o zdanie.
Po tych słowach zatrzasnął walizkę i wyszedł.
– Przepraszam – powiedziałam.
Mama spojrzała na mnie zapłakanymi oczami. Podeszłam do niej i usiadłam, przytulając ją mocno.
– Zdradzał mnie od dłuższego czasu – rzekła. – Wiedziałam o tym, ale nic nie mówiłam. Teraz pewnie wyleją mnie z pracy. Już on się o to postara.
– Nie przejmuj się nim, nie teraz.
Siedziałyśmy tak, wtulone w siebie, nie potrzebując słów. Wystarczyła tylko nasza wzajemna bliskość. Zasnęłyśmy razem.

Następnego dnia obudziła mnie krzątanina mamy. Otworzyłam oczy i spojrzałam na wystrojoną kobietę.
– Obudziłaś się – powiedziała z uśmiechem.
Po wczorajszej rozpaczy nie było nawet śladu. Idealnie zamaskowała ją makijażem.
– Wyobraź sobie, że szef zwolnił zarówno Williama jak i tą sekretarkę, z którą mnie zdradzał. Złożę dziś pozew o rozwód. To było toksyczne małżeństwo. Przepraszam cię, Rito.
Z tymi słowami opuściła sypialnię. Powoli podniosłam się do pozycji siedzącej i skrzywiłam się. Kac nie ustąpił i pewnie pomęczy mnie jeszcze przez kilka dni. Uścisnęłam nasadę nosa i zacisnęłam oczy. Kurwa…
Zdecydowałam, że wstanę, mimo wczesnej pory, i przygotuję się do szkoły. Opuściłam wczorajszy szlaban. Malik mi tego nie podaruje. Pewnie znów mi go przedłuży. A przecież w poniedziałek mam się spotkać z Cox! Ugh!
Zamknęłam za sobą drzwi łazienki. Rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Pozwoliłam ciepłej wodzie spływać po odprężonej twarzy. Całe napięcie powoli mnie opuszczało. Byłam głupia, że się tak opiłam. I jeszcze ten matematyk! Psiakrew! Prawie mnie pocałował!

Pewnie sprawdzał, jak bardzo jesteś pijana, idiotko. Nie rób sobie nadziei. Kto by chciał takie chuchro z płaskim biustem? Masz za wysokie mniemanie o sobie koleżanko!

Co w takim razie miały znaczyć jego słowa?! Że to jest niewłaściwe?!

Ty jesteś aż tak głupia, czy tylko udajesz?! To TY nastawiłaś się na pocałunek, TY tego chciałaś i dałaś mu to wyraźnie do zrozumienia. A on to tak odebrał i stwierdził, że to jest niezgodne z etyką.

Spierdalaj!
Uderzyłam zdrową ręką w kafelki.
– Kurwa! Kurwa! – wrzasnęłam, sycząc z bólu.
Moja pieprzona podświadomość stroi sobie ze mnie żarty. Chwila! Jeśli gadam sama ze sobą, to chyba jest znak, że coś ze mną jest nie tak.

Dzięki Bogu, był piątek. Ostatni dzień szlabanu i już będę mogła zapomnieć o wszystkim. Przestanę pyskować i robić rzeczy, które nie spodobają się Malikowi. Nie będę zdobywać minusów, a on się znudzi i da mi spokój. Jeszcze to wyzwanie…
Bałam się, cholernie się bałam. On był nieobliczalny i obawiałam się tego, co może wymyślić. A co, jeśli każe zrobić mi coś, co będzie całkowicie niezgodne z etyką?
Choćbym pragnęła go całą sobą, nie mogłabym go mieć. Był mężczyzną, a ja jeszcze nastolatką. Niedoświadczoną i wciąż dziewicą. Nie każdy lubi odebrać cnotę pannie, aby mogła stać się prawdziwą kobietą. To nie jest przyjemny stosunek. Faceci raczej stronią od cnotek, aczkolwiek zdarzają się przypadki, gdy czują się zaszczyceni, mogąc być tym pierwszym.
Przygryzłam mocno wargę. Ri, ty idioto, już naprawdę nie masz o czym myśleć? Podniosłam wzrok i spojrzałam na gmach liceum. Szkoła, którą skończę już niedługo i będę musiała zapomnieć. Zapomnieć o seksownym nauczycielu od matematyki, który(nie będę się okłamywała) cholernie mnie pociągał.

____________________________________________________________
Hallo! Guten Morgen! Das ist Scheiße!
Jestem średnio zadowolona z tego rozdziału. Musicie wiedzieć, że nienawidzę Williama od początku i nie mogłam się doczekać, kiedy wreszcie Rita mu porządnie przysra. Kocham Ralpha Fiennesa, ale jego rola w tym opowiadaniu była naprawdę paskudna. Willie to świnia przez duże "ś".
Jednakże wyrażenie opinii pozostawiam Wam. Jak wrażenia?
PS: Ostatnio nie poświęcałam zbyt dużo czasu na "Subseqentis", ponieważ zaczęłam pisać coś nowego. Dlatego też nie mam pojęcia, kiedy pojawi się kolejny rozdział, bo nawet nie zaczęłam 12 >.<
PS2: W przyszłym tygodniu mnie będzie, w następnym także. Jeśli udałoby mi się w jakiś magiczny sposób dodać rozdział(jeśli go napiszę), to będzie. Jeśli nie, to będziecie zmuszeni poczekać ponad dwa tygodnie ;3


EDIT: Dla jasności, seplenienie Rity jest CELOWE. Pijani ludzie często mówią niezrozumiale.
Tagi: #11
09.07.2015 o godz. 17:14
ROZDZIAŁ 10

... z dedykacją dla moich najwspanialszych trzech przyjaciółek. Chociaż nasze drogi się rozeszły, nigdy nie zapomnę tych cudownych trzech lat...


– Mamo… Czy ty mnie w ogóle kochasz? – zapytałam bez przekonania.
Była piękna. To mogłam przyznać. I wyglądała zadziwiająco młodo jak na swoje czterdzieści dwa lata. Ciemnobrązowe włosy zawsze spinała w ciasnego koka. Do pracy zazwyczaj zakładała ołówkową spódnicę do kolana, zwykłą białą bluzkę, elegancka marynarkę i buty na wysokim obcasie. Wyglądała elegancko i… jakby wcale nie miała dziecka.
Spojrzała na mnie szmaragdowozielonymi oczami. Były zadziwiająco smutne. Nigdy wcześniej tego nie zauważyłam.

Może dlatego, że nigdy nie popatrzyłaś, idiotko…

– Mamo – szepnęłam.
W następnej chwili stało się kilka najmniej spodziewanych rzeczy. Kobieta wstała, podeszła do mnie, objęła ramionami i rozpłakała się, mocno tuląc mnie do siebie. Przytuliłam ją.
– Kochanie… Przepraszam cię tak bardzo. Żałuję tych wszystkich straconych lat. Uświadomiłam sobie jaką byłam wyrodną matką. Nigdy nie liczyłam się z twoim zdaniem. Wmawiałam sobie i tobie, że byłaś jedynie niechcianą wpadką. Ale tak naprawdę pragnęłam cię jak niczego innego. Cieszyłam się na twoje urodziny, jednak gdy to już nastąpiło, przeraziły mnie obowiązki macierzyńskie. Nie potrafiłam się tobą zaopiekować. Niczego nie umiałam zrobić porządnie. To, co się wydarzyło w Manchesterze to tylko i wyłącznie moja wina.
– Co tu się dzieje? – usłyszałam.
Ojciec wszedł do kuchni i spojrzał na nas z politowaniem. Mama odsunęła się ode mnie i pospiesznie opuściła pomieszczenie. Do moich uszu dobiegł dźwięk zamykanych drzwi łazienki. Westchnęłam i pobiegłam do swojego pokoju. Wzięłam plecak i ruszyłam do szkoły.

Czas zmierzyć się z Malikiem.


Czułam się… fantastycznie. Cieszyłam się z obrotu spraw. Wreszcie poczułam, że jestem kochana. Przynajmniej przez matkę. Ojciec… to był twardy orzech do rozgryzienia. Nigdy nie przytulił mnie, nie pocałował na dobranoc. Mama robiła to sporadycznie, gdy jeszcze byłam mała. Potem zaprzestała jakichkolwiek czułości całkowicie. Nie miałam szansy poznać miłości i rodzinnego ciepła. Może to był główny powód dla którego tak mocno lgnęłam do Malika? Potrzebowałam odrobiny tego magicznego uczucia.
– Rito, mam dla ciebie materiały do przerobienia. Przygotowujesz się powoli do testu w Brukseli? Dasz radę, prawda?
– Oczywiście, pani profesor – powiedziałam z werwą.
– Widzę, że jesteś w cudownym humorze. To fantastycznie. Czy dałabyś radę zostać dziś ze mną po lekcjach? Przeglądnęłybyśmy inne zadania konkursowe, a nawet maturalne.
– Przykro mi, proszę pani, ale mam bardzo napięty grafik – mruknęłam, spuszczając wzrok i czerwieniąc się.
– Cóż jest tak istotnego?
– Profesor Malik – szepnęłam.
– Masz randkę? – zapytała, unosząc brew.
– Nie! Tylko szlaban do odrobienia.
– Rozumiem… Może uda mi się go przekonać, żeby dziś ci odpuścił… O zobacz, idzie tam! Zayn!
Mężczyzna spojrzał w naszą stronę i podszedł z kpiarskim uśmieszkiem. Lekko zagryzłam wargę, nie podnosząc wzroku.
– Słuchaj, czy nie mógłbyś zwolnić dziś Ritę ze szlabanu?
– Wybacz, Joyce, ale nie ma takiej opcji. Ma masę zadań do przerobienia.

Tak oczywiście… I zawsze kończy się na gadce o seksie lub czym jeszcze ciekawszym…

– W takim razie musimy spotkać się w innym terminie. Rito, kiedy kończy ci się… szlaban?
Nie umknęło mojej uwadze, iż niezauważalnie parsknęła śmiechem wymawiając ostatnie słowo.
– Profesorze, myślę, że pan jest bardziej obeznany w sytuacji – sarknęłam.
– Od przyszłego poniedziałku jest pani wolna, panno Black.
– Cóż za wyrozumiałość – warknęłam.
Uśmiechnął się złośliwie i odszedł w swoją stronę.
– Widzimy się w poniedziałek po lekcjach, odpowiada ci to? – zapytała Cox.
– Jasne.

Lekcje minęły całkiem szybko. Na fizyce pisaliśmy sprawdzian, na chemii kartkówkę karną i wszystko byłoby super, gdyby nie spotkanie po lekcjach. Z ciężkim westchnieniem przypomniałam sobie wczorajszą, bardzo niezręczną sytuację. Po tym, jak dowiedziałam się, co oznacza radźkumari po prostu zwiałam. Chwyciłam swój plecak i uciekłam z klasy. To wszystko zaszło zdecydowanie za daleko.
– Może raczyłaby pani zająć swoje miejsce i nie tkwić w drzwiach? – zapytał obojętnym tonem.
Usiadłam w pierwszej ławce przed profesorem i spojrzałam na niego, czując jak macki gorącego i czerwonego rumieńca oplatają moje policzki. Odchrząknęłam.
– Jakiś problem, Black?
– Mam kilka uwag… Proszę, abyśmy skończyli z tą głupią gierką na wyzwania. To po pierwsze.
Zaśmiał się sadystycznie i spojrzał na mnie chłodnym, taksującym wzrokiem.
– Boi się pani? Boi się pani wyzwania? Cóż za zaskoczenie. Wydawało mi się, że jesteś najodważniejszą i najbardziej zbuntowaną dziewczyną w tej szkole. Wygląda na to, iż jednak się pomyliłem.
– To nie chodzi o to! – warknęłam. – Czy pan tego nie dostrzega? To wszystko za daleko zaszło. Jeśli natychmiast nie przerwiemy tej dziecinady skończy się marnym skutkiem zarówno dla mnie jak i dla pana. Zdaje sobie pan sprawę z konsekwencji?
– Oczywiście, panno Black. Nie robimy nic niezgodnego z regulaminem.

Jeszcze…

– Dobry Boże… – jęknęłam. – Nauczycielowi i uczniom nie wolno wkraczać w zbytnią poufałość. A my właśnie to robimy!
– Zapewniam panią, panno Black, że…
– Dość tego!
– Nie będziesz mi rozkazywała, Black! A skoro już trochę ostudziłaś swój zapał, pragnę powiadomić cię, że właśnie dostałaś dziesiątego minusa za swoje niestosowne zachowanie względem nauczyciela. Od teraz jest pani zobowiązana do wykonania wyzwania.
– Fantastycznie! Czego tylko pan zapragnie!
– Mam odebrać to jako zachętę do działania? – zapytał, unosząc brew.
– A rób pan co chcesz. Teraz to już mi wszystko jedno.
Uśmiechnął się złowieszczo.
– Muszę się jeszcze zastanowić nad… wyzwaniem. Tymczasem, może pani iść już do domu.
Pospiesznie opuściłam klasę matematyczną i wróciłam do pustego, jak zwykle o tej porze, domu. Gips nosiłam już prawie dwa tygodnie. Może jak wszystko pójdzie dobrze, to już za dwa lub trzy tygodnie pozbędę się tego gówna. Strasznie mnie denerwował. Źle było mi się wykąpać pod prysznicem, ubrać, nie wspominając już o wiązaniu glanów.
Veronica zamalowała prawie każdy jego zakamarek, kiedy nudziło jej się na lekcjach. Ona już wszystko umie i nie musi się więcej uczyć. A egzaminy końcowe już blisko… Cholera! Za trzy tygodnie!

Po raz pierwszy od początku roku zajrzałam do podręcznika od matematyki. Nie byłam pewna, jakie wyzwanie wymyśli mi Malik, ale było prawdopodobne, że będzie ono wiązało się z miłością jego życia. Wolałam być przygotowana na najgorsze okoliczności.
Pierwsze zadanie, jakie przeczytałam sprawiło, że całkowicie odechciało mi się nauki. Czarna magia! Postanowiłam się jednak nie zrażać i zabrałam się za jego rozwiązanie. Wynik oczywiście wyszedł zły. Sprawdziłam popełnione przez mnie błędy i przeszłam do kolejnego.
Straciłam poczucie czasu. Szło mi nienajgorzej, aczkolwiek mogłoby być znacznie lepiej. Skończyłam późnym wieczorem, a właściwie, to przerwała mi mama.
– Uczysz się? – zapytała, wchodząc do pokoju.
W jej oczach wciąż czaił się ten sam smutek. Czy powinnam o to zapytać?
– Tak. Zabrałam się za matematykę.
Kobieta uśmiechnęła się i pokiwała głową z aprobatą.
– Tata jest?
– Nie. Wyszedł na spotkanie biznesowe – westchnęła i rozsiadła się wygodniej.
Zatrzasnęłam książkę i uważnie się jej przyglądnęłam. Była bez makijażu, w zwykłych dżinsach i bawełnianej koszulce. Nigdy tak nie chodziła. Zawsze emanowała elegancją, a dziś…
– Coś się stało, prawda?
– Skąd ci to przyszło do głowy?
– Widzę to w twoich oczach.
Spuściła wzrok i zaczęła skubać skrawek koszulki. Zagryzła lekko wargę. Nie miałam zamiaru odpuścić.
– No dobra – powiedziała w końcu. – Jest coś, o czym musisz wiedzieć. To… bolesna sprawa. Wiem, że możesz się z tym źle poczuć, ale…
– Tylko nie obwijaj w bawełnę.
– William tak naprawdę nie jest twoim ojcem.
Na początku w ogóle nie zrozumiałam, o czym mi powiedziała. Sens zdania dotarł do mnie dopiero kilka minut później. Potrząsnęłam głową i spytałam:
– Słucham?
– Byłam pijana. To wydarzyło się na imprezie, po zakończeniu studiów. Nie wiedziałam, co robię i… wpadłam. William się mną zaopiekował, pomógł znaleźć pracę i utrzymywał nas od samego początku.
– Kto jest moim biologicznym ojcem?
– Rito… Proszę, spójrz na mnie… – wyszeptała.
Uparcie wpatrywałam się w ścianę za mamą. Nie mogłam w to uwierzyć… całe życie byłam okłamywana, trzymana w niewiedzy i… nikt mi nie powiedział prawdy! Tej pieprzonej prawdy, która teraz zmieniła moje życie!
– Skarbie…
Zbliżyła się do mnie i objęła ramionami. Nie odwzajemniłam uścisku. Nie byłam w stanie się ruszyć. Byłam w szoku.
– Przepraszam – dodała jeszcze mama, po czym opuściła mój pokój.
Zacisnęłam zęby. To dlatego nigdy nawet mnie nie przytulił. Nienawidził mnie, bo nie byłam jego dzieckiem, tylko obcym.

Obca...


Następny dzień był prawie zwykły. Z tą tylko różnicą, że nie powiedziałam ani słowa. Potulnie przyszłam na szlaban. Usiadłam w pierwszej ławce i nie odezwawszy się, zaczęłam czytać książkę.
– Panno Black?
Podniosłam niechętnie wzrok na nauczyciela matematyki.
– Dobrze się pani czuje?
Wzruszyłam obojętnie ramionami i wróciłam do uprzednio przerwanej czynności, choć wcale nie miałam ochoty tego robić. Tekst wydawał się suchy i bez wyrazu, choć w rzeczywistości był pełen napięcia. Po chwili zauważyłam, że pięćdziesiąty raz czytam tą samą linijkę. Z ciężkim westchnieniem zamknęłam lekturę i schowałam ją do plecaka. Oparłam głowę na ramionach i zamknęłam oczy. W nocy niewiele spałam. Męczyła mnie sytuacja, w jakiej się znalazłam. Tego było za wiele…
– Wszystko w porządku?
Spojrzałam na niego spod przymrużonych rzęs i… zaczęłam się histerycznie śmiać.
– Niech pan da sobie spokój, OK.? Co pana to obchodzi? Jest pan szczęśliwy, z pewnością ma super laskę, żadnych problemów… Pieprzona sielanka! – warknęłam. – Uprzejmie pana proszę, żeby nie wpierdalał swojego nochala tam, gdzie nie jego miejsce!
– Licz się ze słowami, Black!
– Tylko na tyle pana stać, profesorze?
– Nie chcesz widzieć, jak wściekam się naprawdę – odparł.
– Bo lepiej być zimnym sukinsynem. Do widzenia.
Opuściłam klasę, zatrzaskując za sobą drzwi i z uśmiechem samozadowolenia wyszłam ze szkoły. Cóż… przynajmniej miałam na kim rozładować skumulowaną wściekłość.

Zamiast wrócić bezpośrednio do domu, wybrałam się do najbliższego klubu. Miałam ochotę upić się do nieprzytomności.

____________________________________________________________
Witam Was serdecznie kolejnym rozdziałem, który pojawił się po dłuższej przerwie. Miałam zbyt wiele na głowie i po prostu nie wyrabiałam. Akademia pożegnalna i przygotowania do niej wypompowały ze mnie całą energię i wigor, a potem jeszcze to cholerne rozstanie ;_; Jeszcze się z tym nie pogodziłam.
Dobra, dobra... Pierdolenie o Chopinie, a tu macie czytankę. Jeśli o mnie chodzi, to mam niezłą bekę. Już chyba bardziej nie da się mieszać, co? Ale teraz to już mi wszystko jedno. Na razie mam pomysł, ale... MUSICIE MI TROCHĘ POMÓC, KARMIĄC PANA WENA KOMENTARZAMI Z MOTYWACJĄ, KRYTYKĄ I CZYM TAM CHCECIE. Dziękuję, że ze mną jesteście... Nawet sobie nie wyobrażacie, jakie dajecie mi wsparcie i siłę. Kocham Was najmocniej na świecie ;*



Tagi: #10
30.06.2015 o godz. 19:00
ROZDZIAŁ 9

... z dedykacją dla changeyourlifee, za to, że powróciła z nowym opowiadaniem...


Popołudnie spędziłam kończąc czytanie pierwszego tomu trylogii Larssona. Akcja wciągnęła mnie tak mocno, że nie zauważyłam, iż dochodzi już północ. Wstałam z łóżka i przeciągnęłam się. Założyłam piżamę i okryłam się kołdrą. Nim zgasiłam światło, usłyszałam dźwięk przychodzącego SMS – a. Odblokowałam ekran.

Zastrzeżony: Będę śnił o tobie… Słodkich snów, maleńka…

Powstrzymałam się od rzucenia telefonem. Odłożyłam go na szafkę nocną i położyłam głowę na poduszce, powoli odpływając do krainy Morfeusza…

Na pierwszej lekcji była geografia. Profesorka pozbierała referaty, zadała kolejne zadanie domowe, pogadała o kanale La Manche i skończyła lekcję pięć minut przed dzwonkiem, opuszczając klasę. W tym momencie rozpoczęła się wielka bitwa na papierowe kulki i samoloty, którą przespałam, czując jak co chwilę jakiś papierek ląduje na moich plecach lub głowie. Z ulgą przyjęłam dźwięk dzwonka, oznaczający przerwę. Udaliśmy się do klasy artystycznej na lekcję plastyki, jednego z przedmiotów, którego nie znosiłam całym sercem. Bardziej chyba nienawidziłam matmę. Po stokroć wolałam muzykę.
Po nieszczęsnej plastyce nadszedł czas na chemię, angielski i na końcu moją ulubioną matematykę. Wprost nie mogłam się doczekać lekcji z Malikiem.

Lekcja z profesorem Malikiem minęła całkiem spokojnie. Pytał Nicki, która dostała piątkę. Dlaczego ja byłam takim matołem jeśli chodziło o ten konkretny przedmiot? Czyż nie mogłam mieć także zdolności w tym kierunku? Pieprzona humanistka z krwi i kości.
Po dzwonku, matematyk spojrzał na mnie znacząco, przypominając mi, że mam szlaban do odrobienia.
Usiadłam w pierwszej ławce, którą od niedawna(czyt. odkąd zaczął uczyć Malik) zajmowała Kendall. Powstrzymałam w sobie ochotę wytarcia siedziska chusteczką higieniczną. Zarazki Jenner. Fuuuj!
– Witam panią, panno Black. Dawno się nie widzieliśmy.
– Całe pięć minut temu – sarknęłam.
– Słyszałem, że poznała pani książęcą parę podczas odbioru nagrody.
– Owszem – odparłam, zadzierając głowę do góry.
Mężczyzna zaśmiał się z mojej reakcji.
– To do pani niepodobne.
Wzruszyłam ramionami.
– Co wpłynęło na takie zachowanie dzisiejszego dnia? Jest pani zaskakująco grzeczna.
Zadrżałam pod wpływem jego taksującego spojrzenia i mocno zagryzłam dolną wargę. Jego wzrok ześlizgnął się na moje usta. Zacisnęłam dłonie w pięści i lekko opuściłam powieki.

Pragnę cie…

Głos w mojej głowie nasilał się. Otrząsnęłam się, wymierzając sobie porządnego mentalnego kopniaka w cztery litery.
– Co znaczy radźkumari? – wypaliłam.
– Słucham? – zapytał, podnosząc się z krzesła i opierając dłonie na biurku. Jego twarz niebezpiecznie się zbliżyła.

Psiakrew. Jak tak dalej pójdzie, to przyciągnę go i pocałuję…

– Zapytałam co oznacza to słowo. Wydaje mi się, że pochodzi z hinduskiego zasobu słownika.
– Pamiętasz? – spytał wyraźnie zmartwiony.
– Chodzi panu o ten wieczór?
Pokiwał głową.
– Pamiętam – wyszeptałam, lekko się przysuwając. Nie odsunął się, co było dla mnie dobrym znakiem. – Powie mi pan?
– To nie jest dobry pomysł, panno Black. To był ogromny błąd. Coś takiego nie powinno mieć w ogóle miejsca.
– Ale miało. Stało się. A teraz proszę o wytłumaczenie, profesorze.
Mężczyzna zaczerwienił się i spuścił wzrok. Westchnęłam ciężko. Wstałam z siedzenia i zbliżyłam się bardziej w jego stronę.
– Proszę…
Moje wargi musnęły małżowinę uszna Malika. Nie umknęło mojej uwadze to, jak zadrżał. Uśmiechnęłam się lekko. Czy byłoby dobrym pomysłem zrobić coś jeszcze?
Jego szczęki zacisnęły się mocno, jakby toczył wewnętrzną walkę. Postanowiłam posunąć się trochę dalej. Ominęłam ławkę i przysiadłam na brzegu biurka. Nasze kolana zetknęły się, a ja poczułam ogromną ochotę, by przyciągnąć go i namiętnie pocałować.
– Co pani wyprawia? – wydyszał, patrząc na mnie nieprzytomnie. Wyciągnęłam dłoń i pogładziłam jego szorstki policzek.
– Pamiętam wszystko, profesorze. Jak kłócił się pan z tym mięśniakiem, mówiąc, że… należę do pana… Jak czule się pan do mnie zwracał, gdy już wyszliśmy… I ten pocałunek w czoło.
– Błagam, niech się pani odsunie.
– Nie mogę, profesorze.
Pochyliłam się i złożyłam delikatny, najbardziej erotyczny ze wszystkich, pocałunek w kąciku jego ust. Wciągnął gwałtownie powietrze i złapał się mocniej krawędzi biurka.
– To jest złe. Bardzo złe…
Jego mierne próby powstrzymania mnie były nadaremne. Głos drżał mu od podniecenia. Widziałam to niezdrowe wręcz zainteresowanie moją osobą w jego oczach.
– Zakazane smakuje najlepiej. I pan o tym wie, profesorze.
Poczułam jego dłoń, która spoczęła na moim udzie. Z moich ust wyrwał się cichy jęk.
– Co znaczy radźkumari?
– Nie chcę przerywać pani tej interesującej kontemplacji, ale jest lekcja.
Szeroko otworzyłam oczy. To wszystko… to był jedynie durny wymysł mojej cholernej wyobraźni. Boże, widzisz i nie grzmisz!
– Tak, przepraszam – mruknęłam zawstydzona.
Mężczyzna odszedł sprężystym krokiem w stronę tablicy, a ja przyłapałam się na tym, że gapię się na jego seksowny tyłek.

– Panno Black… Pani dzisiejsze zachowanie zostało zwieńczone kolejnym minusem. Jest ich już osiem. Jeszcze tylko dwa.
Uśmiechnął się złośliwie.
– Wymyślił mi już pan wyzwanie? – zapytałam, z zainteresowaniem oglądając jego wąskie usta.
– Jestem w trakcie, panno Black.
Najchętniej sama wpisałabym mu minusa. To przez niego fantazjowałam na matematyce.
– Czym była pani tak namiętnie pochłonięta podczas mojej lekcji?
– Pan wybaczy, ale nie pański biznes.
– Tak się składa, że mój. Ten incydent miał miejsce na matematyce.
Przewróciłam oczami.
– Co wcale nie oznacza, że muszę się spowiadać panu z mojego życia prywatnego.
– Chcę tylko wiedzieć o czym myślała pani w tym konkretnym momencie. Cóż było aż tak absorbującego, co potrzebowała pani uwagi?
Zaśmiałam się histerycznie.

Gdybyś wiedział, cholernie seksowny dupku…

– Ujmę to w ten sposób: jeślibym podzieliła się z panem tą wiedzą, dostałabym niezliczoną ilość minusów, trafiła do dyrektora i została wyrzucona ze szkoły. Chce pan tego?
– Zakładając, że poszedłbym do dyrektora.
Uniósł brew w ten sposób, który był… Ugh! Sexy!
– Nie ma pan przypadkiem sprawdzianów do ocenienia?
– Zrobiłem to wczoraj wieczorem.
Westchnęłam. Zapowiadało się na długą godzinę w towarzystwie profesora. Nagle do głowy wpadł mi szalony plan…
– OK. Powiem panu, ale mam warunek. Wyjaśni mi pan, co oznacza pewne słowo, które usłyszałam całkiem przez przypadek.
Pokiwał powoli głową.
Radźkumari… Mówi to panu coś?
Jego twarz drgnęła, ale nie dał po sobie niczego poznać. Cóż… skłamałbym mówiąc, że spodziewałam się takiej reakcji. Liczyłam na podobną scenę jak w mojej fantazji.
– Gdzie je pani słyszała?
– Pewien mężczyzna, który zaniósł mnie na rękach…
– Dobra, poddaję się – westchnął ciężko. Zaintrygowana uniosłam ponaglająco brew.
– To znaczy księżniczka lub piękna. Zadowolona? – warknął.
– Nawet nie wyobraża sobie pan, jak bardzo – wymruczałam, mocno pąsowiejąc.

Do domu wróciłam wciąż zaczerwieniona i… podniecona. Zacisnęłam mocno usta, chcąc pozbyć się tego nieodpowiedniego uczucia.

Zakazany owoc smakuje najlepiej…
Pragnę cię…


– Kurwa! – wrzasnęłam, uderzając dłonią o ścianę. – Dlaczego, dlaczego, dlaczego musiałeś pojawić się akurat teraz?! Czym sobie na to zasłużyłam?!
Uświadomiłam sobie, że jedyną rzeczą, której najmocniej pragnę jest pocałowanie mojego nauczyciela. Chciałam go. Całego. Takim jakim był.
Było coraz gorzej.
Zabrałam się za lekcje, puszczając głośno muzykę, próbowałam zapomnieć chociaż na chwilę, co zdecydowanie było ponad moje siły.

Piękna… Jesteś piękna…
Pragnę cię…


Poszłam spać znacznie wcześniej niż do tej pory. O dziewiątej wieczorem leżałam już w łóżku, przytulając kremowego miśka, którego dostałam na piąte urodziny. Do tej pory był schowany głęboko w szafie, ale ja potrzebowałam bliskości. A tylko on potrafił mi ją zapewnić. Zacisnęłam oczy, czekając, aż sen nadejdzie. Próbowałam przez długi czas, aż wreszcie nadeszło wybawienie…

Wstyd się przyznać, ale kiedy się obudziłam, moja koszulka była wysoko podwinięta. Jedna z moich dłoni masowała twardy sutek, druga łechtaczkę.
Zaczerwieniłam się, gdy przypomniałam sobie, o czym śniłam.

Malik…
Pragnę cię…


Doprowadziłam się do porządku. Wzięłam długi, zimny prysznic, który porządnie mnie otrzeźwił. Westchnęłam ciężko. Będziesz mnie teraz prześladował, profesorku? Jak tak dalej pójdzie, rzucę się na niego przy najbliższej okazji.
– Witaj, Rito.
Skinęłam matce na powitanie i powróciłam do konsumowania śniadania.
– Zajęłam drugie miejsce w tym konkursie – mruknęłam.
Sama nie wiedziałam, dlaczego rozpoczęłam tę rozmowę.
– I co było nagrodą?

Materialistka.

– Stypendium i… indeks na wybrany kierunek.
– Och, rozumiem.
– Drugi etap będzie w Brukseli. Polecę samolotem razem z Cox i dwoma pozostałymi zwycięzcami. Pojawią się także Kate i William. Z resztą, ostatnio także byli.
– To fantastycznie.
Nienawidziłam jej zachowania względem własnej córki. Pragnęłam, aby mnie wreszcie przytuliła, chociaż raz powiedziała, że mnie kocha…
Poczułam łzy. Cholera! Jakim cudem? Ja nigdy nie płaczę!
– Mamo… Czy ty mnie w ogóle kochasz?

____________________________________________________________
Jeśli już przebrnąłeś przez całość, drogi czytelniku, to składam Ci serdeczne gratulacje i dziwię się, że jeszcze stąd nie spieprzyłeś, skoro czytasz informacje od autorki. Mieszam coraz bardziej i mam tego cholerną świadomość. Jasny gwint! Ale tu nie da się nie mieszać! Relacje między Ritą a matką zmienią się diametralnie, sami się domyślcie: na lepsze, czy wręcz przeciwnie. Powiem tylko tyle, że zrobiłam to z przyczyn całkowicie osobistych.
Rozdział to siki z gównem, ale co tam. Grunt, że jest. Podchodzę do niego obojętnie.
I jak zauważyliście, Ri zaczyna fantazjować o naszym profesorku. Urocze, czyż nie?

Przy okazji... Co myślicie o nowym wyglądzie bloga? Mi osobiście się podoba. Logo zrobiłam sama. Zdjęcie na awatarze także samodzielnie przerobiłam, ale ucięło wielki kawał, więc poniżej zaprezentuję wam go w całości.


EDIT: Łapajcie bloga, którego Wam polecam. Dziewczyna zaczęła nowe opowiadanie. Tak, o Tobie mowa gabi12734. Przede wszystkim, to dużo weny i co najważniejsze, nie daj sobie podciąć skrzydeł, walcz o swoje, Mała ;)
zayn.jpg
Tagi: #09
14.06.2015 o godz. 20:39
ROZDZIAŁ 8

... z dedykacją dla killme, która stwierdziła, że Malik jest lepszy od Greya...


Otrząsnęłam się. Radźkumari? Nazwał mnie radźkumari? I cóż to niby znaczy?
Miałam ochotę skakać do nieba i jeszcze wyżej. Pocałował mnie. Psiakrew, zrobił to! Wprawdzie było to tylko lekkie muśnięcie wargami o moje czoło, ale zawsze coś!
Owinęłam się szczelnie ręcznikiem, nucąc wesoło pod nosem, gdy rozdzwonił się telefon stacjonarny. Zbiegłam po schodach na parter i odebrałam.
– Tak, słucham?
– Rita? Tu Joyce Cox.
– Ojej! Przepraszam za spóźnienie, ale… hm… zaspałam.
– Nic się nie stało, moja droga. Chciałam się upewnić, czy wszystko w porządku. Pojedziemy o dziesiątej, więc masz jeszcze sporo czasu.
Odetchnęłam z ulgą.
– Przestraszyłam się, że nie zdążyłam.
Roześmiała się ciepło i rzekła:
– Nie przejmuj się, tylko przygotuj porządnie. Masz się elegancko prezentować. Nagrody będzie wręczał reprezentant królowej. Pojawią się także goście specjalni.
– Kto taki?!
– Zobaczysz. Potwierdzili wczoraj wieczorem swoją obecność. Do zobaczenia, Rito.
– Do wiedzenia.
Odłożyłam słuchawkę i westchnęłam. Poprawiłam ręcznik, owijający moje ciało i ruszyłam ponownie na piętro, do łazienki. Śpiewając jakąś durną piosenkę, ubierałam bieliznę. Założyłam czarną, elegancką sukienkę bez ramiączek, przylegającą do mojego ciała. Stopy wsunęłam w wysokie szpilki na platformie. Nałożyłam lekki makijaż i uśmiechnęłam się do swojego odbicia w lustrze. Włosy ułożyłam w delikatne loki. Do torebki wrzuciłam portfel i zeszłam do kuchni. Zjadłam śniadanie, popijając mocną, czarną kawą. Narzuciłam na ramiona skórzaną kurtkę i opuściłam dom, zamykając drzwi na klucz. Jutro wieczorem wrócą rodzice.
Niestety.

W szkole znalazłam się podczas jednej z dłuższych przerw. Szłam w kierunku pokoju nauczycielskiego, gdy nagle poczułam, jak mięska dłoń chamsko ląduje na moim pośladku. Wezbrała we mnie wściekłość. Odwróciłam się i z furią wymalowaną na twarzy uderzyłam chłopaka. Zawył z bólu.
– Co ty wyprawiasz?! – wysyczałam przez zaciśnięte zęby. Czułam, jak żyła na czole mocno mi pulsuje.
Natrętem okazał się być szkolny gwiazdor – Jared, chłopak Kendall. Wciąż pocierał czerwony policzek.
– Idzie fajna dupa, to czemu nie sko…
Nie zdążył dokończyć zdania, bo uderzyłam go w drugi policzek.
– A to za co?
Dopiero teraz zauważyłam, że zebrał się wokół nas spory tłum.
– Za fajną dupę – warknęłam.
– Co to za zbiegowisko? – zawołał Malik.
Zaczęłam się pospiesznie wycofywać, i nim profesor zdążył mnie zauważyć, weszłam do pokoju i zamknęłam za sobą drzwi. Odetchnęłam z ulgą.
– Dzień dobry – powiedziałam do obecnej tam Cox.
– Witaj skarbie. Jak się czujesz?
– Wspaniale – sarknęłam.
Wtem, tuż za mną, z hukiem rozpostarły się drzwi. Do środka wpadł matematyk, niemalże zwalając mnie z nóg. W ostatniej chwili chwycił mnie za ramiona, pomagając utrzymać równowagę. Nasze twarze dzieliły milimetry. Gdyby tylko pochylił się trochę w moją stronę, nasze wargi zetknęłyby się w ognistym pocałunku.
Chichot Cox wyrwał mnie z marzeń, powodując ogromny rumieniec.
– Przepraszam najmocniej, panno Black – rzekł Malik, a na jego policzkach pojawiły się czerwone plamki, spowodowane zapewne zawstydzeniem.
– Nic się nie stało, profesorze – wymruczałam.
– Nie chcę wam przerywać, ale ja i Rita powinnyśmy już wychodzić.
Gwałtownie puścił moje ramiona i odsunął się , po czym ominął mnie szerokim łukiem i podszedł do okna. Nie odwrócił się w moją stronę.
– Do widzenia, profesorze.
Nie doczekawszy się odpowiedzi, opuściłam pokój nauczycielski razem z Cox. Ruszyłyśmy pustym już korytarzem w stronę wyjścia, a potem do jej czerwonego Citroena C4 Picasso. Zajęłam miejsce pasażera i zapięłam pasy, odwracając wzrok w stronę szyby. Było mi trochę wstyd. Odstawiliśmy taką żenującą szopkę przed Cox. I co ona sobie teraz o mnie pomyśli?
– Podoba ci się?
– Co?
– Chyba raczej kto – zachichotała. – Profesor Malik.
Spłonęłam mocniejszym rumieńcem.
– No wie pani… Przecież to mój nauczyciel…
– Ale także mężczyzna. I to nie byle jaki. Przystojny, o cudownym, magnetycznym spojrzeniu, wspaniałym, niskim głosie… Mam wymieniać dalej?
– No dobrze. Jestem nim zauroczona. Tylko proszę, niech pani nie mówi o tym nikomu. Gdyby ktokolwiek się dowiedział, zostalibyśmy wyrzuceni ze szkoły.
– Zakochanie się nie jest niczym złym. Między wami nie ma dużej różnicy. To tylko dziesięć lat, moja droga.
Przez resztę drogi zgodnie milczałyśmy. Zastanawiałam się nad słowami Cox. Z jednej strony dziesięć lat to sporo, z innej niewiele. Zakochana? To chyba za wiele powiedziane. Jedynie zauroczona. No, może troszkę bardziej…

Weź się w garść, Black. Przecież taki facet może mieć każdą.

Ale nie ma żadnej.

Skąd ty to niby wiesz? Jasnowidz jesteś? Może ma jakąś kobietę, tylko ty o niej nie wiesz. Nie musi ci się spowiadać ze swojego życia prywatnego.

Dlaczego w takim razie wciąż mnie zaczepia i sprawia, że się rumienię?

Bo jesteś pieprzoną dziewicą. Cnotki zawsze się czerwienią. I tylko ci się wydaje, że cię podrywa. On się z tobą droczy.

Nieprawda! Zamknij się!
Toczyłam wewnętrzną szarpaninę z rozumem, nie chcąc wierzyć podświadomości i uporczywie się trzymając swojego zdania. On nie ma narzeczonej, jestem tego pewna. Nie może mieć. Gdyby tak było, nie mówiłby do mnie tych wszystkich rzeczy.
– Jesteśmy. W porządku?
– Tak.

Największym zaskoczeniem, po wejściu do auli na uczelni było to, iż zastałyśmy tam księcia Williama i jego żonę, księżną Kate z małym Georgem. Byłam tak zaskoczona, że przez dobre dwie minuty stałam z otwartymi ustami. O mój Boże! Uścisnęłam dłoń rodzinie królewskiej. Omal się nie popłakałam ze szczęścia. A mały książę roześmiał się z mojej… cóż… niezbyt inteligentnej miny.
Wszystkie pierwsze trzy miejsca otrzymały indeks na Oxford, obowiązujący od dnia rozpoczęcia studiów na wybranym kierunku oraz stypendia. Za pierwsze miejsce było £1400, za drugie £1200, zaś za trzecie £900. I to miesięcznie! Byłam prawie bogata. Nareszcie będę mogła wyzwolić się od rodziców i zacząć żyć na własną rękę, znaleźć pracę i studiować ukochaną anglistykę, a potem napisać książkę i zarobić krocie.
Ale to tylko głupie marzenia. Mogę sobie wyobrażać, jak będzie wyglądało moje wyimaginowane życie, jednak co mi z tego? Co, jeśli okaże się, iż wcale nie będzie tak kolorowo, jak mi się wydawało wcześniej? Nie znajdę pracy, mieszkania o rozsądnej cenie… Zostanę sama jak palec.
Po rozdaniu nagród, laureaci zostali zaproszeni na uroczysty obiad do pałacu Buckingham. Jak opowiem o tym wszystkim Nicki, zzielenieje z zazdrości. A co dopiero, jak Kendall się o tym dowie? Będzie mieć za swoje!
Niestety, królowa Elżbieta nie mogła się pojawić. Spędziliśmy za to miłe dwie godziny w towarzystwie książęcej pary. Przy okazji, dowiedzieliśmy się, że druga część konkursu odbędzie się w Brukseli, na początku maja. Odbędzie się on na etapie europejskim. Ja, Michael i Ronald, jako zwycięzcy będziemy reprezentować Anglię. Byliśmy z siebie cholernie dumni. William i Kate obiecali pojawić się na rozstrzygnięciu konkursu. Turniej odbędzie się w pierwszym tygodniu maja, czyli już za dwa tygodnie. Nie mieliśmy wiele czasu, żeby się przygotować. A na takim etapie z pewnością będzie bardzo ciężko. Nie mam co liczyć na dobre miejsce. Ale jakoś to będzie. Dam sobie radę, prawda? Nie takie rzeczy się robiło.

O godzinie piętnastej wyjechałyśmy z prywatnego parkingu w Buckingham. Poprosiłam nauczycielkę, żeby wysadziła mnie koło centrum handlowego. Miałam zamiar zaglądnąć do sklepu z telefonami i kupić wreszcie jakąś nową komórkę, bo ciężko było się ze mną skontaktować. Ciekawe, co na to wszystko powiedzą rodzice… Och! Zapomniałam! Przecież ich to nie obchodzi.
Szybkim krokiem przemierzyłam hol i ruszyłam w stronę ruchomych schodów. Stanęłam na jednym ze stopni i czekałam, aż wywiozą mnie na piętro. Odnalazłam wzrokiem mój cel i skierowałam się w tamtą stronę. Przekroczyłam próg i podeszłam do przystojnego sprzedawcy.
– Dzień dobry – powiedziałam, uśmiechając się słodko.
Mężczyzna odwzajemnił gest, mierząc mnie wzrokiem.
– W czym mogę pomóc takiej pięknej kobiecie?

Czy ja wyglądam aż tak staro?!

Skrzywiłam się nieznacznie i odparłam:
– Chciałabym kupić dobry telefon.
– Jaki typ pani preferuje?
– Najlepiej iPhone 6, jeśli takowy jest.
– Naturalnie. Dla pani wszystko.
Zniknął w magazynie, a ja przewróciłam oczami na tą jawną i beznadziejną próbę zwrócenia na siebie mojej uwagi. Tylko jedna osoba sprawiała, że potrafiłam myśleć o niej bez ustanku.
– Oto on – rzekł, szczerząc do mnie białe, równe zęby.
– Ile płacę?
– £539.
Z torebki wydobyłam czarny portfel i wyciągnęłam £600. Wszystko, co miałam, właśnie przesrałam na idiotycznego iPhone’a 6. Jestem naprawdę głupia.
Sprzedawca wydał mi resztę.
– Dzięki. Do widzenia.
– Tak. Do zobaczenia.

Chyba śnisz! Myślisz, że nie wiem o czym myślałeś?!


Jako, że w portfelu nosiłam kartę, natychmiast zamieściłam ją nowym telefonie. Uruchomienie go zabrało mi kilka minut. Te wszystkie głupie aktualizacje i konfiguracje… Wreszcie przyszło mi zaległych tysiąc SMS – ów i miliard nieodebranych połączeń. Westchnęłam ciężko. Veronica dzwoniła do mnie siedemdziesiąt razy, James trzydzieści osiem, Cox piętnaście, zastrzeżony dwadzieścia dwa, rodzice jeden. Dostałam czterdzieści SMS – ów od Nicki i Jamiego, które były całkowicie bezsensowne i bezwartościowe, treść co drugiego wyglądała mniej więcej tak: kahfkwhdwown odezwij się hsadkh blablablabla… Od Cox był jeden, powiadamiający o godzinie odbioru nagrody. Następnie odczytałam kilka wiadomości od prześladowcy.

Zastrzeżony: Spotkajmy się, moja piękna; Wciąż wyobrażam sobie, jak całuję twoje czerwone usta; Cholernie mnie pociągasz, maleńka; Mam na ciebie ogromną ochotę; Schrupałbym cię na kolację, ale wcześniej porządnie przeleciał; Chcę cię wypieprzyć…

Skrzywiłam się z obrzydzenia. Co za psychol się przyczepił? Zaczynam się go bać. A co, jeśli jakiegoś wieczora będę wracać sama do domu, on wyskoczy z krzaków i – cytuję – porządnie mnie wypieprzy?
Czy powinnam o tym komuś powiedzieć? Nicki jest zajęta Jamesem, rodzice pewnie nic z tym nie zrobią, stwierdzą, że chcę tylko zwrócić na siebie uwagę i wymyślam historyjki wyssane z palca, Cox… straszna z niej panikara, robi z igły widły, a o Maliku to już szkoda gadać… Wszystko wskazuje na to, że nie mam nikogo, komu mogłabym się zwierzyć. Byłam sama.

Do domu wróciłam taksówką. Zanim weszłam do środka, rozejrzałam się dookoła. Żaden podejrzany typ nie przykuł mojej uwagi. Zresztą, czemu się dziwić. Mieszkałam w najbogatszej dzielnicy Londynu, która była codziennie patrolowana przez straż miejską. Dlatego też, uważana była za najbezpieczniejszą w stolicy. W takim razie, jakim cudem, ten ktoś dostał się w okolice mojego domu i nikt nie zwrócił na niego uwagi?

____________________________________________________________
Rozdział planowałam dodać w poniedziałek. Taki prezencik na Dzień Dziecka. Byłam jednak na tyle leniwa, że nie chciało mi się nawet zwlec z łóżka i dokończyć pisać. We wtorek przygotowałam go do publikacji, ale przypomniałam sobie, że jeszcze muszę zrobić prezentację na niemiecki. Halt! Hände hoch! Präsentation der Gesundheit! I to by było na tyle, jeśli chodziło o wtorek. Wczoraj miałam naprawdę ciężki dzień. Spędziłam go w Tarnowie na XV Pikniku Geograficznym. Część teoretyczna była łatwa, a praktyczna szkoda gadać. Musieliśmy biegać po całym mieście i szukać punktów.
Nieskromnie się pochwalę, że w niedzielę zajęłam pierwsze miejsce w konkursie literackim . Jestem z siebie cholernie dumna ;>


A tak wyobrażam sobie Jareda.
Tagi: #08
04.06.2015 o godz. 10:56
anaesthesia
Subsequentis
Skąd: the veil of death
O mnie: Postęp w pisaniu: × Rozdział 25 – 100% × Rozdział 26 – 100% × Rozdział 27 – 0% × Rozdział 28 – 0% × Rozdział 29 – 0% × Rozdział 30 – 0%
statystyki
sekcja użytkownika
dolina-zwiastunow.blogspot.com